Żużel. Falubaz Zielona Góra mistrzem Polski!

Falubaz Zielona Góra zdobył drużynowe mistrzostwo Polski w jeździe na żużlu! W decydującym meczu gospodarze pokonali Unię Leszno 52:38 i odrobili stratę z pierwszego spotkania, w którym rywale wygrali 47:43.
Do końca niedzielnego meczu pozostawały jeszcze dwa wyścigi, gdy spiker na wypełnionym po brzegi stadionie ogłosił: - Proszę państwa! Drużynowym mistrzem Polski 2011 jest Stelmet Falubaz Zielona Góra! Falujące trybuny wiwatowały tak, że śpiew niósł się daleko poza granice miasta. Ale tej nocy żużlowa Zielona Góra nie układała się jeszcze do snu. Feta na cześć żużlowych mistrzów najmocniejszej ligi świata była ważniejsza. Żeby radość była pełna, żużlowcy Falubazu musieli wygrać z Unią i odrobić stratę czterech małych punktów z Leszna. Że strata - w kontekście rewanżu - wydawała się mała, znawcy dziedziny obsadzili Falubaz w roli faworyta. I mówili tak: Zielona Góra musi, Leszno może...

Trener zespołu z Leszna zdawał się wpisywać w ten nastrój: - Spałem spokojnie. Nie stresowałem się. A czy to prawda, że my tu dziś nic nie musimy? Patrzę na to inaczej. Do końca jedziemy o złoto - zapewniał Roman Jankowski.

Szkoleniowiec Falubazu Marek Cieślak chyba czuł ciężar oczekiwań, bo tym razem przed meczem wyjątkowo nie żartował: - Faworytem zwykle jest gospodarz. My dziś także. Leszno to oczywiście bardzo mocny rywal. O złoto będzie trudno. Ale zrobimy to! - rzekł odważnie. Dodał też, że rywalizacja zostanie rozstrzygnięta na najrówniejszej z możliwych nawierzchni: - W Zielonej Górze nikt się jeszcze nie żalił na tor. Jest zawsze równy. Dziś także narzekań na tor nie będzie.

W Zielonej Górze 15 tys. widzów na trybunach. A w Lesznie tłum przed stadionem dopingował przed wielkim telebimem. Wszędzie znakomite nastroje i wiara w sukces. I z tym musieli zmierzyć się żużlowcy dwóch uznanych klubów z najbardziej żużlowych miast w Polsce. Stres i presja były ogromne. I naprawdę wielkiej wagi nabierały już pierwsze wyścigi. A w nich ową presję musieli dźwignąć najmłodsi w drużynach. Na dobry wieczór zielonogórzanin Adam Strzelec nie dźwignął. Strzelił w taśmę, zanim sędzia dał znak do startu. I stało się jasne, że pierwszym wyścigu nie tylko nie uda się odrobić strat z Leszna. Oczekiwanie na powtórkę startu dłużyło się. Nawaliła maszyna startowa. Gdy udało się ją doprowadzić do ładu, na wysokości zadania stanął Patryk Dudek - przyjechał do mety przed parą rywali z Leszna.

Niestety, fatum jazdy w taśmę nie opuściło Falubazu. W drugim wyścigu przy linii ustawili się seniorzy, rutyniarze wręcz. I drugi zawodnik świata - nasz Szwed Andreas Jonsson także popełnił falstart i został wykluczony. Szczęściem w tym wypadku. trener Marek Cieślak mógł zastąpić wykluczonego seniora juniorem. I do walki szybko znów musiał się zebrać Patryk Dudek. Znów pojechał cudownie! Wygrał. Za jego plecami drugie miejsce obronił Grzegorz Zengota, co oznaczało, że straty z Leszna zostały na ten czas odrobione. A początek niedzielnego meczu stał pod hasłem Dudek Dance... - Sprzęgło mi nie ciągnie, dlatego spokojnie stoję na starcie - komentował z twarzą pokerzysty Patryk.

W trzecim wyścigu Falubaz jeszcze odskoczył. Wybornym pojedynkiem uraczyli widzów Damian Baliński z Leszna i nasz Amerykanin Greg Hancock. Ale bodaj ważniejszy dla losów rywalizacji o złoto obrazek widzieliśmy na końcu stawki. Dość daleko za wszystkimi, a zatem bezbarwnie, słabo i pasywnie jechał Janusz Kołodziej, którego stać przecież na bardzo wiele. I przed meczem było jasne, że jego kompletna jazda może zamknąć Falubazowi drogę do złota. Pierwszy występ mówił jednak, że Kołodziejowi tego dnia może być bardzo daleko od jazdy kompletnej.

Po czterech wyścigach Unia przegrywała już mistrzostwo (9:15), trener Jankowski korzystał z rezerwy taktycznej, a lider gości Jarosław Hampel klarował: - Przewaga rywali tkwi na starcie. Odjeżdżają strasznie szybko. Musimy coś zrobić, bo będzie problem.

I problem Leszna się powiększał, a rezerwa taktyczna nie dała nic. Greg Hancock i Jonas Davidsson postarali się o 5:1. Zaś Davidsson stwierdził: - Jeszcze nie czas wieszać złoto na szyi. Robotę trzeba wykonać do końca. Znany koszykarski trener Grzegorz Chodkiewicz ująłby rzecz inaczej: Tylko ryba, która jest już na brzegu, może być uznana za złapaną. I rzeczywiście. W kolejnym starcie Unia ripostowała. Obudził się Kołodziej i nie dał szans nikomu. Goście z Leszna łapczywie uchwycili się nadziei, bo w końcu wygrali wyścig. Ale od czego ma się w drużynie kapitana!? Zielonogórzanin Piotr Protasiewicz zabójczo skutecznie sprowadzał liderów Unii na ziemię. A dzięki temu, gdy spotkanie przekroczyło półmetek, Falubaz wygrywał na miarę mistrzostwa - różnicą 10 punktów.

Jeśli komuś się wydawało, że na tym etapie ostatniego meczu sezonu będzie lepiej, to... Nerwówka dopiero się zaczynała. Goście zmniejszyli dystans. No i doszedł kolejny odcinek do serii falstartów. Wykluczenie dotknęło Davidssona. Przy czym Falubaz wyszedł z zagrożenia bez szwanku. Bo do powtórki w zastępstwie ruszył Dudek i wraz z Hancockiem pokonali rywali.

W 11. wyścigu Protasiewcz poskromił "Byka" Kołodzieja. Do tytułu było już naprawdę blisko: - Ile nam jeszcze brakuje? - pytał kapitan reportera TVP Sport. - Jestem dziś bardzo pozytywnie nastawiony, daję z siebie wszystko. Tytuł mamy już na wyciągnięcie ręki - mówił, gdy na cztery starty przed końcem gospodarze wygrywali 39:27. I choć w ostatnim wyścigu "Protas" pozwolił sobie na zerówkę, była to już przegrana bez konsekwencji. Misja złoto została wykonana, a... - Nam w Zielonej Górze wszystkim jest bardzo do twarzy w złotym kolorze - śmiał się po spotkaniu kapitan Protasiewicz. - Medal dedykujemy Rafałowi Dobruckiemu. Skończył karierę, walcząc o punkty dla Falubazu.

Złotego medalu dla Dobruckiego, jaki i dla wszystkich, którzy na ten sukces pracowali, nie mogło więc zabraknąć. Ze stadionu bohaterowie miasta wyjechali specjalnym autobusem w triumfalny kurs po mieście. Na placu obok Palmiarni szykowała się wielka zabawa. Czy balować do rana zamierzali też mistrzowie? - No nie bardzo. Bo w poniedziałek mam ważne zawody w lidze niemieckiej... - odpowiedział kapitan złotego Falubazu.