"Wasyl" otworzył trenerowi Podbeskidzia wszystkie drzwi w Anderlechcie

Nie zamierzam robić z Podbeskidzia Anderlechtu. Ale z doświadczeń zdobytych w Brukseli będę na pewno korzystał - mówi przebywający na stażu w belgijskim klubie Robert Kasperczyk
Szkoleniowiec Podbeskidzia Bielsko-Biała od kilku dni obserwuje z bliska, jak pracuje się w jednym z najbardziej utytułowanych klubów w Europie.

- Po zakończeniu rozgrywek chciałem dobrze spożytkować wolny czas. Miałem różne opcje. Do Anderlechtu pomógł mi się dostać Marcin Wasilewski, który gra w Anderlechcie i jest wychowankiem tego samego klubu co ja. W Hutniku Kraków przeszedł przez moje ręce. Zdarzało się, że kiedy Marcin miał sporo nieobecności, mnie wysyłano z misją do szkoły, by porozmawiać z jego wychowawczynią (śmiech). Teraz dzięki Marcinowi wszystkie drzwi w klubie mam otwarte. Mam dostęp do trenera Ariela Jacobsa. Mogę podglądać jak prowadzi zajęcia. To bardzo otwarty człowiek, włada biegle pięcioma językami, wyważony, spokojny.

Rano oglądam zajęcia prowadzone przez Jacobsa, popołudniu idę na trening młodzieży. Miałem okazję oglądać, jak trenują nawet 6-letnie dzieciaki.

Co z tych doświadczeń wykorzystam w Podbeskidziu? Nie jestem oszołomem, nie zamierzam robić z Podbeskidzia Anderlechtu. Kiedy przychodzę w Brukseli na zajęcia, widzę pięć świetnie przygotowanych płyt, my w Bielsku-Białej trenujemy na boisku w Wapienicy. Na pewno jednak taki staż daje duży impuls do dalszej pracy, pojawiają się pewne pomysły.

"Wasyl" cieszy się w Brukseli dużym uznaniem kibiców. Kibice podczas meczu śpiewają o nim piosenki, na płocie rozwieszony jest transparent z jego przydomkiem. To robi wrażenie. Byłem na środowym meczu Anderlechtu z Lokomotiwem Moskwa w Lidze Europejskiej. Niesamowite tempo, osiem goli! Świetnie się to spotkanie oglądało. I co ważne, Marcin strzelił gola.

W weekend wybieram się na ligowy mecz Anderlechtu z Lokeren. W Brukseli jestem po raz pierwszy w życiu, chcę przy okazji jak najwięcej zwiedzić. Podczas podróżowania po mieście zaliczyłem pierwszego w życiu "kapcia". W zakładzie wulkanizacyjnym dowiedziałem się, że Wisła Kraków w LE wylosowała Standard Liege. Akurat w czwartek oglądałem w telewizji mecz Belgów. To mocny zespół, ale Wisła jest w stanie go przejść. Do Polski wracam w poniedziałek popołudniu.