Były trener Górnika z Czech o rozdawaniu paszportów: U nas by to nie przeszło. Jesteśmy dumnym narodem

Pomimo tego, że piłkarska kadra narodowa naszych południowych sąsiadów przeżywa kryzys i graczom obecnie w niej występującym będzie ciężko nawiązać do ostatnich sukcesów z 1996 czy 2004 roku, w czeskiej federacji nie było zakusów na to, by wzorem PZPN-u ratować się nakłanianiem do gry w reprezentacji obcokrajowców bądź piłkarzy z czeskim pochodzeniem
Werner Liczka, były szkoleniowiec Górnika Zabrze, Wisły Kraków, Polonii Warszawa oraz Dyskobolii Grodzisk, a obecnie dyrektor generalny Banika Ostrawa wyjaśnia, dlaczego tego rodzaju działania w Czechach nie miałby szans powodzenia. - Po pierwsze uzyskanie czeskiego paszportu nie jest prostą sprawą. Przepisy w Czechach są pod tym względem dość restrykcyjne - mówi Liczka, który był asystentem trenera reprezentacji Czech Duszana Uhrina podczas ME w 1996 roku w Anglii, w których Czesi zdobyli wicemistrzostwo kontynentu. Liczka wspomina, że jakiś czas temu spekulowano o przyznaniu obywatelstwa byłemu graczowi Sparty Praga Boniemu Wilfriedowi z Wybrzeża Kości Słoniowej, ale temat szybko upadł.

W obecnej reprezentacji w zeszłym roku zadebiutował natomiast ciemnoskóry Theodor Gebre Selassie ze Slovana Liberec. - Ale to inny przypadek. On się urodził i wychowywał w Czechach. Jego matka jest Czeszką, ojciec Etiopczykiem. To normalny Czech - podkreśla Liczka.

Polskie przykłady z przyznawaniem obywatelstwa wyróżniającym się w naszej ekstraklasie obcokrajowcom, jak Nigeryjczyk Emmanuel Olisadebe czy Brazylijczyk Roger Guerreiro, nie były dla Czechów inspirujące. - U nas w lidze generalnie jest mało obcokrajowców. A na dodatek są to gracze przeciętni - wyjaśnia Liczka. Z kolei przeczesywanie lig zagranicznych w poszukiwaniu graczy z czeskim pochodzeniem niespecjalnie miało sens. - Możliwości byłyby tu skromne. Czechów nie wyemigrowało na Zachód tylu co Polaków - tłumaczy Liczka.

Co sądzi o tym ostatnim kierunku, który szczególnie upodobał sobie Franciszek Smuda? - Gdyby to był wyjątek, no może dwóch zawodników, to jeszcze jest do przyjęcia. Jestem "za", jeśli dotyczy to piłkarza, który żyje w Polsce przez dłuższy czas. Ale taki Obraniak nie ma z Polską nic wspólnego, nie zna polskiego języka. Poza tym, gdyby ten zawodnik rzeczywiście prezentował poziom międzynarodowy, to grałby w kadrze Francji - uważa Liczka.

I dodaje: - W Czechach takie coś mogłoby mieć miejsce chyba tylko w przypadku, gdyby chodziło o... Słowaka. Bo my gdzieś w głowach wciąż jesteśmy Czechosłowakami. Ale jeśli miałby to być Francuz albo obywatel jakiegoś innego kraju, to by to nie przeszło. Jesteśmy dumnym narodem - mówi Liczka.