Trener Zagłębia pyta o cennik. "Ile kosztuje krytyka sędziego?"

Z remisu w meczu GKS Tychy - Zagłębie (0:0) był zadowolony tylko Jerzy Wyrobek, szkoleniowiec zespołu z Sosnowca.
- Wystarczy spojrzeć na tabelę by zyskać pewność, że dzieli nas jednak różnica poziomu. Cel obu drużyn jest inny. Przyjechaliśmy do Jaworzna, żeby nie przegrać. Remis to sprawiedliwy wynik, z którego jesteśmy zadowoleni - ocenił trener Wyrobek.

Piotr Mandrysz, szkoleniowiec GKS-u zgodził się z Wyrobkiem. - Nasz cel rzeczywiście był inny. Chcieliśmy wygrać. Niestety nie starczyło argumentów. Gra się nie kleiła. Zespół z Sosnowca zneutralizował nas w drugiej linii. To nie dziwne, gdy w składzie Zagłębia są tak doświadczeni piłkarze jak Łukasz Matusiak i Marcin Lachowski - chwalił Mandrysz.

Matusiak był najlepszym zawodnikiem na boisku. Aż dziw bierze, że to ten sam zawodnik, który tydzień temu zupełnie zawiódł w meczu Zagłębia z Rakowem Częstochowa (0:1).

Trener Wyrobek wrócił do tamtego spotkania. - Analiza wykazała, że w tamtym spotkaniu - jeszcze przy bezbramkowym wyniku - zdobyliśmy zupełnie prawidłową bramkę [sędzia odgwizdał spalonego - przyp.red.]. Czy gol w meczu z GKS-em był również prawidłowy? Nie wiem. Za daleko stałem. Sędzia mówił, że był faul - relacjonował Wyrobek.

Mandrysz, który stał bliżej stwierdził, że tłok w polu karnym był ogromny. - Dziwi mnie jednak, że wysoki Mateusz Struski [bramkarz GKS-u - przyp.red.] nie zdołał opanować piłki - dodał.

Kontrowersyjnych sytuacji było więcej. W pewnym momencie Wyrobek krzyknął do sędziego, że "zacznie przeklinać, chociaż zazwyczaj tego nie robi". - Po meczu emocje szybko opadają. Zresztą nie wiem ile kosztuje krytyka sędziego - żartował.

Mandrysz odpowiedział, że trzy tysiące złotych. - Wiem, bo płaciłem. Potem okazało się, że miałem rację. PZPN zweryfikował wynik spotkania, sędzia miał zarzuty, ale pieniędzy mi nie oddali - uśmiechał się.