ŁKS wygrał z Podbeskidziem i ciągle walczy o utrzymanie

Fatalna murawa, beznadziejna gra i w efekcie wyjątkowo nudny mecz w Bielsku-Białej.
To był jeden ze słabszych meczów ligowych obecnego sezonu w Bielsku-Białej. Piłkarze ŁKS-u mają to jednak gdzieś i trudno im się dziwić.

Spotkanie toczyło się w fatalnych warunkach. Ulewa spowodowała, że murawa właściwie nie nadawała się do użytku. Nawet w grze Barcelony, gdyby musiała teraz zagrać na boisku Podbeskidzia, byłoby mnóstwo przypadkowości, a co dopiero w takim meczu.

Zawodnikom nie można odmówić ambicji, ale mogli zaimponować jedynie walecznością i biciem rekordów długości przejazdu na pośladkach po mokrej trawie (przed przerwą Sebastian Ziajka ujechał jakieś dziesięć metrów).

Składnych akcji było niewiele, częściej przeprowadzali je goście. Już po kwadransie Grzegorz Bonin miał świetną okazję, ale strzelił niecelnie. Łodzianie zdobyli bramkę tuż przed przerwą: po świetnym zgraniu z pierwszej piłki przez Marka Saganowskiego efektownym strzałem popisał się rozpędzony Wojciech Łobodziński. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. Richard Zajac był bezradny.