Jerzy Wyrobek, ikona Ruchu Chorzów: teraz liczy się tylko Zagłębie

Sosnowieccy piłkarze wygrali cztery mecze z rzędu na Stadionie Ludowym. Jeżeli dołożą piąty sukces, to prawdopodobnie zapewnią sobie utrzymanie w drugiej lidze.
Na początku kwietnia, po porażce z Górnikiem Wałbrzych, wydawało się to niemożliwe. Zagłębie w końcu jednak zaczęło punktować. Przełomowy okazał się zwycięski mecz z Miedzią Legnica - faworytem rozgrywek. W czterech ostatnich spotkaniach Zagłębie nie straciło gola. Wygrana z Turem Turek (początek sobotniego meczu o godzinie 17.) zapewni drużynie ze Stadionu Ludowego przynajmniej czternastą pozycję w tabeli drugiej ligi. Czy to miejsce da utrzymanie? Tak, ale pod warunkiem, że z pierwszej ligi spadnie Wisła Płock, która zajmie potem miejsce w drugiej lidze wschodniej (Zagłębie gra w zachodniej). Jeżeli Wisła nie wygra w niedzielę w Szczecinie, to Zagłębie będzie bezpieczne.

Jerzy Wyrobek, szkoleniowiec drużyny z Sosnowca, a przede wszystkim jedna z ikon Ruchu Chorzów, który w 1989 doprowadził razem z Henrykiem Wieczorkiem do mistrzostwa Polski - podkreśla jednak, żeby cierpliwie poczekać z gratulacjami.

Wojciech Todur: Po meczu z Górnikiem napisałem, że Pana misja dobiegła końca. Wierzył Pan wtedy, że Zagłębie jeszcze zacznie wygrywać?

Jerzy Wyrobek, trener Zagłębia: Trudno było wtedy o optymizm, ale kolejne mecze pokazały, że ten zespół jednak ma charakter, a i umiejętności też mu nie brakuje. Nie ma jednak co zakładać na szyję medalu. Zadanie jeszcze nie jest wykonane.

Tur jest w takiej samej sytuacji co Zagłębie - musi wygrać, żeby przedłużyć swoje szanse na grę w drugiej lidze.

- To nieobliczalny zespół, który wygrał więcej meczów na wyjazdach niż na własnym stadionie. Spodziewam się, że piłkarze Tura wcześniej padną, niż się poddadzą.

W ostatnich meczach imponujecie grą w defensywie. Jesienią to była najsłabsza formacja drużyny. Jak Pan tego dokonał?

- W obronie gra tak naprawdę jeden nowy zawodnik Wołodymyr Ostrouszko. To solidny piłkarz, ale jeden obrońca nie zmieni oblicza drużyny. Cały zespół zaczął grać inaczej. Odpowiedzialnie. Napastnicy, pomocnicy mają świadomość tego, że ich błąd może być zalążkiem straconej bramki.

Mówi Pan, ze drużyna ma charakter. Wcześniej nie zawsze było go widać. Który z piłkarzy trzyma w ryzach szatnię?

- Liderem tej drużyny na boisku i poza nim jest Marcin Lachowski. To on swoją pracą i zaangażowaniem pokazuje kolegom, że nigdy nie można zwiesić głowy. Bez takiego kapitana byłoby nam zdecydowanie trudniej.

Ma Pan sentyment do drużyny Tura? W końcu pracował Pan tam dwa razy.

- Powiem to co każdy trener i piłkarz - teraz liczy się tylko Zagłębie. Turowi starałem się pomóc, gdy był w równiej trudnej sytuacji co Zagłębie. Raz się udało. Teraz liczę, że tego samego dokonam z drużyną z Sosnowca.