"Cidry" bez licencji, ale uparte. "Dalej walczymy o stadion w Stroszku"

Działacze Ruchu liczą, że Komisja Odwoławcza zgodzi się, żeby śląski klub jednak nie musiał opuszczać Radzionkowa.
Tomasz Baran, prezes pierwszoligowca, obawia się, że przeprowadzka na rezerwowy stadion będzie oznaczać upadek biednego klubu.

Komisja Licencyjna, która w środę rozpatrywała wniosek "Cidrów", wytknęła Ruchowi dwa uchybienia. - Zabrakło zaświadczenia z ZUS-u. Ponadto klub wciąż nie ma zgody na organizowanie imprez masowych na swoim stadionie - powiedział portalowi ŚLASK.SPORT.PL Jan Popiołek, szef komisji.

Teraz Ruch będzie walczył o licencję przed Komisją Odwoławczą. Marcin Wąsiak, członek zarządu przekonuje, że nie powinno być z tym większych problemów. - Kwotą, jaką zalegamy ZUS-owi, nie jest duża. Uporamy się z nią dokonując cesji pieniędzy, jakie miały trafić na nasze konto od sponsora rozgrywek firmy Orange - mówi.

A co ze stadionem? - Dalej walczymy o Stroszek. Brak zgody na organizację imprez masowych wiązał się z problemami z monitoringiem. To już przeszłość. Utrzymaliśmy ustne zapewnianie, że otrzymamy stosowną zgodę. Czekamy tylko na pismo od wojewody - dodaje.

Brak licencji oznacza, że Ruch traci cenny czas, który powinien poświęcić na budowę drużyny i sztabu trenerskiego. - Trudno budować zespół, gdy nie ma się pewności, w której lidze się zagra. Mimo wszystko pracujemy. Szukamy pieniędzy. W przyszłym tygodniu mamy w klubie walne zgromadzenie, które też wiele powinno wyjaśnić - kończy Wąsiak.