Doświadczony śląski ligowiec ma pretensje do PZPN-u: To jest śmieszne i żałosne

Mariusz Muszalik - pomocnik, który rozegrał w ekstraklasie ponad 300 meczów został bez klubu po tym, gdy z pierwszoligowych rozgrywek wycofał się Ruch Radzionków.
Piłkarz uważa, że winę za taki stan rzeczy ponosi również Polski Związek Piłki Nożnej. - W pierwszej lidze jest kilka, o ile nie kilkanaście zespołów, które mają problemy z wypłatami. To jest śmieszne, żałosne, a zarazem smutne bo wszystkie dostają licencje. PZPN w żaden sposób nie chroni zawodników. Z podobną sytuacją spotkałem się już w kolejnym klubie - tak było w Katowicach i Wodzisławiu. Wszyscy mamy rodziny i chcielibyśmy normalnie zarabiać. Nie wyobrażam sobie, żeby zwykły śmiertelnik szedł do pracy i nie dostawał za nią pieniędzy - mówi Muszalik w rozmowie z serwisem 2x45.

Piłkarz grał w lidze (łącznie 311 spotkań) w barwach GKS-u Katowice, Odry Wodzisław, Piasta Gliwice i Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Teraz został bez klubu. - Mam ogromne pretensje! Rozmawiałem też z innymi klubami, ale zostałem zapewniony przez działaczy, że zostajemy w lidze i będziemy funkcjonowali na tym samym poziomie. W końcu mogliśmy rozstać się 30 czerwca. Klub powinien wszystko uregulować i zakomunikować, co się z nim stanie. Tak to powinno wyglądać. Pretensje mam też do PZPN, który pozwolił na takie działanie i dał licencję na grę w pierwszej lidze. Skoro nie płaci się przez cztery miesiące, to ja nie wiem, co trzeba przywieźć do PZPN, żeby ją dostać. Gdzie są i co robią odpowiedzialni za to ludzie? To jest oszukiwanie innych - denerwuje się 33-letni piłkarz.

Przypomnijmy, że Ruch wycofał się z rozgrywek z powodu problemów finansowych. W najbliższy piątek w Radzionkowie odbędzie się walne zgromadzenie członków klubu, które rozstrzygnie o jego przyszłości. Cidry planują start w klasie A. Wciąż pojawiają się też plotki, że Ruch odsprzeda pierwszoligową licencję. Działacze prowadzili rozmowy z chętnymi na miejsce w pierwszej lidze, ale twierdzą, że nic z tego nie wyszło.