Śląski pierwszoligowiec dogorywa, a PZPN twardy. "Płaćcie karę"

Ruch Radzionków wciąż nie wycofał się z pierwszoligowych rozgrywek. - Tą decyzję pozostawiam już moim następcom - mówi ustępujący prezes Tomasz Baran.
Prezes Cidrów o rezygnacji z gry w pierwszej lidze poinformował w ostatnim tygodniu.

Baran tłumaczył, że Radzionków jest za biedny na pierwszą ligę. Mimo to Ruch formalnie wciąż jest pierwszoligowcem. W piątek odbędzie się walne zgromadzenie członków klubu, który przesądzi o przyszłości Cidrów. - Kto wie, może znajdą się osoby, które jednak powiedzą - "Gramy dalej"? Pierwszoligowa licencja wciąż jest ważna. Mamy kilku piłkarzy z ważnymi kontraktami. Jest też zespół rezerw i trochę utalentowanej młodzieży. Żeby było jasne - nikt z pieniędzmi się do mnie nie zgłosił. To czysto hipotetyczny scenariusz - mówi Baran.

Na decyzję Ruchu czekają inne kluby. Jeżeli Cidry wycofają się z rozgrywek, ich miejsce może zająć pierwszy spadkowicz, czyli Polonia Bytom. - Nikt z Bytomia nie naciska, żebyśmy się wycofali z ligi jak najszybciej. PZPN też czeka. Związek poinformował nas tylko o konsekwencjach. Musimy zapłacić 8 tysięcy złotych kary - wyjaśnia prezes, który podkreśla, że Ruch zwleka z decyzją o wycofaniu z rozgrywek także dlatego, że PZPN nie potrafi w jasny sposób określić, w której lidze mogłyby - w takim przypadku - wystartować "nowe Cidry". - Mieliśmy zacząć od A-klasy, a po roku karencji wrócić do trzeciej ligi. Teraz słyszę, że możliwe jest, że od razu Ruch zagra w lidze trzeciej. Za dużo tych "możliwe", "chyba", żeby rzucać się na głęboką wodę - mówi prezes, który deklaruje, że po piątkowym walnym na dobre żegna się z klubem. - Chcę skoncentrować się przede wszystkim na prowadzeniu swojej firmy. Z każdym dniem Ruchu będzie w moim życiu mniej - kończy.

Więcej o: