"Zbawca Enyimby", "Człowiek o żelaznych płucach". Powiększa się grono obcokrajowców w Zagłębiu

Jovan Ninković - serbski obrońca, który w ostatnim meczu w Głogowie zadebiutował w barwach drugoligowca z Sosnowca jest szesnastym obcokrajowcem w historii klubu ze Stadionu Ludowego.
Internetowa strona zaglebie.sosnowiec.pl opublikowała w ubiegłym tygodniu ciekawe zestawienie dotyczące zagranicznych piłkarzy w barwach Zagłębia. Lista przed debiutem Ninkovicia wyglądała tak.

- 4 Ukraińców (Jewhen Kopył, Jewhen Demydenko, Ołeksij Szlakotin, Wołodymyr Ostrouszko)

- 3 Bośniaków (Admir Adżem, Dznan Hosić i Hadis Zubanović)

- 3 Słowaków (Boris Pesković, Vladimir Bednar i Pavol Hustava)

- 1 Litwin (Nikolaj Misiuk)

- 1 Białorusin (Sergiej Gornak)

- 1 Czarnogórzec (Aleksandar Madzar)

- 1 Nigeryjczyk (Eric Fasindoh)

- 1 Brazylijczyk (Lilo)

Historia obcokrajowców na Ludowym zaczyna się od Gornaka. Białorusin trafił do naszego kraju za namową Siergieja Sidorenki, który pod koniec lat 80. grał w czwartoligowej Chorzowiance. - Przez kilka lat grałem w Kazachstanie i Uzbekistanie, więc chciałem być bliżej rodziny, ale Siergiej kusił. Mówił, że w Polsce można dobrze zarobić, ludzie przyjaźni. To i pojechałem - wspominał.

Razem z Gornakiem i Sidorenką w Chorzowie grał także kolejny Białorusin - Tola Wojciechowski, który przyjaźni się z Siergiejem do dziś. Gornak grał na środku pomocy i uchodził za człowieka o żelaznych płucach - miał taką kondycję, że mógł grać kilka spotkań jedno po drugim. Tłumaczył, że to dzięki genom, które odziedziczył po babci, która dożyła w dobrym zdrowiu dziewięćdziesiątki!

Gdy w Chorzowiance zaczęło brakować pieniędzy, działacze klubu postanowili wytransferować Gornaka do innej drużyny. Oprócz Zagłębia Białorusin miał też propozycję z Ruchu Chorzów.

Siergiej wybrał Sosnowiec, zamieszkał w klubowym hotelu przy ulicy Kresowej. W sezonie 1992/93 rozegrał 11 spotkań w drugoligowym Zagłębiu. - Doskwierała mi rozłąka z rodziną, gdy w klubie zaczęło brakować pieniędzy, postanowiłem wrócić do domu - tłumaczył.

Siergiej wrócił do Mińska. Gdy rozmawialiśmy z nim kilka lat temu pracował w firmie, która zajmuje się produkcją ciężkich maszyn budowlanych. - Jestem menedżerem. Nasze technologie sprzedajemy nie tylko na Białorusi, ale także w Rosji i na Ukrainie - wyjaśniał 54-letni dziś Gornak. Zimą szanse na podpisanie kontraktu z Zagłębiem miał Michaił Gornak, czyli syn Siergieja. Na testach jednak się skończyło.

Ważnym wydarzeniem w historii klubu było też zakontraktowanie pierwszego piłkarza z Afryki. Nigeryjczyk Eric Fasindoh zjawił się w Sosnowcu latem 2000 roku. 19-latka przywiózł na trening Zagłębia Ryszard Szuster - ten sam menedżer, który sprowadził do Polski Emanuela Olisadebe. Fasindoh rywalizował o miejsce w składzie z Robertem Chudym. Piłkarz z uzdolnionego piłkarsko ludu Ibo wpadł w oko trenerowi Władysławowi Szaryńskiemu i to on ostatecznie podpisał kontrakt z Zagłębiem. Roczne wypożyczenie Fasindoha kosztowało sosnowiecki klub 30 tys. zł.

Nigeryjczyk czuł się w Sosnowcu bardzo dobrze, o Leszku Baczyńskim, który tak jak i dziś był wtedy prezesem Zagłębia, mówił, że jest dla niego jak ojciec. Bał się tylko zimy... ale śniegu w Polsce już nie doczekał. Zagrał tylko w 9 meczach. W spotkaniu z Polarem Wrocław tak niefortunnie wyskoczył do piłki, że złamał kostkę prawej nogi i na boisko już nie wybiegł.

Piłkarz leczył kontuzję w Nigerii. Po kilku miesiącach, gdy był już zdrowy, napisał list do prezesa Baczyńskiego. Chciał wrócić. Klub nie miał jednak pieniędzy, by zapłacić za jego przelot, dodatkowych kosztów nie chciał też ponieść menedżer. Zagłębie powinno żałować, że tak się stało. W 2004 roku Fasindoh wygrał afrykańską Ligę Mistrzów razem z drużyną Enyimby Aba!

Fasindo - bo tak pisze się jego nazwisko w Nigerii - po wywalczeniu cennego trofeum został okrzyknięty przez dziennikarzy "zbawcą Enyimby". W półfinałowym meczu Ligi Mistrzów z tunezyjskim Esperance wszedł na boisko w drugiej połowie i w końcówce zdobył wyrównującego gola. Gdyby nie to, Enyimba nie znalazłaby się w finale i nie zdobyłaby po raz drugi z rzędu klubowego mistrzostwa Afryki.

Za zwycięstwo piłkarze Enyimby otrzymali do podziału 150 tys. dolarów premii (średnia miesięczna pensja w Nigerii wynosi 50 dolarów). Rok wcześniej każdy z zawodników, trenerów i działaczy Enyimba Aba za triumf w afrykańskiej Lidze Mistrzów otrzymał po samochodzie. Fasindoh dobrze wspominał pobyt w Sosnowcu. Kilka lat temu wciąż pamiętał kilka polskich słów: dzień dobry, cześć, dwadzieścia dwa [z takim numerem grał w barwach Zagłębia - przyp. red.]. Eric chciał wtedy wrócić do Polski.



Jeszcze kilka lat temu Zagłębie stało też Bośniakami. Admir Adżem, Dzenan Hosić i Hadis Zubanović wrócili do Sarajeva. Zajmują się szkoleniem młodzieży, prowadzą prywatne interesy. Zubanović ma aptekę. Kilka lat temu miał też ambicje, żeby startować w wyborach do bośniackiego parlamentu.

Epizod w Sosnowcu zaliczył też Brazylijczyk Murilo Rufino Barbosa, czyli Lilo. Latynos był fanem naszego "żurku"



W Zagłębiu grali też Słowacy, a wśród nich Boris Pesković, czyli jeden z "bohaterów" tzw. afery barażowej, gdy Szczakowianka rywalizowała o miejsce w lidze ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki.

Jak dotąd najwięcej - bo czterech - było w Zagłębiu Ukraińców. Jewhen Demydenko postawił klub z Sosnowca wyżej niż Dynamo Kijów. - O grze w Dynamie marzy każdy chłopak na Ukrainie, ale z czasem się z tego... wyrasta. U nas jest tylu obcokrajowców, że nie sposób przebić się do składu. Polska to dla nas szansa na lepsze życie. Ogramy się, nabierzemy doświadczenia i zobaczymy, co dalej - mówił Demydenko, który w sezonie 2007/08 zagrał w dwóch meczach ligowych Zagłębia i wrócił na Ukrainę.

Więcej o: