Ekstraklasie nie chce się "ćwierkać". Obawiają się hakerów?

Twitter to wciąż nie jest ulubione internetowe narzędzie polskich ligowców. Nie brakuje klubów oddających swój "los" w ręce kibiców.
"Ćwierkać", czyli dzielić się krótkimi informacjami z innymi użytkownikami internetu można od roku 2006. Konta na twitterze mają politycy, artyści, więc dlaczego nie sportowcy? W październiku ubiegłego roku głośno było o decyzji hiszpańskiej Valenci, która na koszulkach - w miejscu, które dotąd było zarezerwowane dla sponsora głównego - umieściła swoje konto znajdujące się właśnie na tym serwisie społecznościowym. Media rozpisywały się też o promocyjne zagrywce meksykańskiego klubu Jaguares, który doprowadził do tego, że z koszulek piłkarzy znikły ich nazwiska, a zastąpiły je nazwy kont graczy na "ćwierkaczu".

Twitter to mnóstwo informacji. Krótka historia serwisu pokazuje jednak, że nie warto im bezgranicznie ufać. W maju na koncie telewizji FOX Sports ukazała się informacja o tym, że nie żyje Lionel Messi, czyli gwiazdor reprezentacji Argentyny i Barcelony. Część fanów rozpoczęła już żałobę, gdy okazało się, że tragiczne wieści to po prostu głupi żart hakera, który włamał się na telewizyjne konto.

Polscy piłkarze też "ćwierkają". Do najbardziej aktywnych należał Wojciech Szczęsny. Bramkarz reprezentacji Polski i Arsenalu Londyn zaliczył z tego powodu kilka wpadek. Raz "zażartował" z wyglądu klubowego kolegi Aarona Ramseya, który - jego zdaniem - na jednym ze zdjęć "wyglądał jak gwałciciel". Wpis został potem usunięty, a Szczęsny się kajał. - Przepraszam, jeśli ktokolwiek poczuł się urażony moimi wpisami. Są rzeczy, z których nie powinno się żartować i przekroczyłem granicę. Przepraszam! - napisał na swojej stronie.

Z piłkarzy, którzy grają w naszej Ekstraklasie, na twitterze mocno się udzielał Jarosław Fojut ze Śląska Wrocław. Największe emocje wzbudził jego wpis sprzed kilku miesięcy, którym komentował wydarzenia meczu Śląsk - Ruch (1:1). Niebiescy zostali wtedy skrzywdzeni przez sędziego. - Podczas meczu myślałem że nie zasługuję na czerwona kartkę, ale po obejrzeniu powtórki zgadzam się z większością, że czerwona powinna być - napisał piłkarz. Na twitterze aktywna bywa też rzecznik PZPN-u Agnieszka Olejkowska, która za pomocą tego medium informowała m.in. o zakończeniu dyskusji w sprawie wyboru nowego selekcjonera reprezentacji Polski, czyli Waldemara Fornalika.

A co z klubami? Ligowcy mają w sieci swoje konta, ale wiele z nich to zasługa kibiców. Pewnie także dlatego wiele z nich nie oferuje informacji pierwszej świeżości. - Stawiamy przede wszystkim facebooka, a twitter jednak na tą chwilę odpuszczamy - mówi Donata Chruściel, rzecznik prasowy Ruchu, którą zainteresowało czy na nieoficjalnym koncie niebieskich znajdują się jakieś kontrowersyjne treści. - Nie? No to chyba nie ma problemu... Myślę, że w przyszłości będziemy aktywni również na twitterze - to jednak dobre narzędzie do szybkiej interakcji z fanami - dodaje Chruściel. "Ćwierkanie" odpuścił też sobie Górnik Zabrze. - Doceniamy to narzędzie w potencjalnej promocji klubu, ale na tą chwilę go nie wykorzystujemy - mówi Jerzy Mucha, rzecznik prasowy Górnika.

Polska czołówka to Legia, Lech, Polonia Warszawa (profil nieoficjalny). Co ciekawe w przypadku Lecha dobrą pracę udaje się wykonywać trochę "przy okazji". - Nie do końca orientuję się jak wygląda nasza klubowa aktywność na twitterze, gdyż jednak całą energię kierujemy na facebooka. Tam jesteśmy mocno aktywni i za to proszę nas ewentualnie rozliczać - mówi Joanna Dzios, rzecznik prasowy Lecha.

Czy ćwierkanie ma sens? Podyskutuj na Facebooku Śląsk - Sport.pl »