Anglicy nadchodzą. Wspomnienia kibica ze Śląska

Chyba z nikim nie graliśmy o stawkę tyle razy co z dumnymi synami Albionu. Wygrać udało się niestety tylko raz. Arena prawie wszystkich spotkań była prawidłowa: Stadion Śląski. Te mecze towarzyszyły większości z nas prawie całe kibicowskie życie
Wspomnień mam z tych spotkań znacznie więcej niż Polska sukcesów.

1966

Premierowy mecz z Anglią na stadionie Evertonu powinien być szczególnie pamiętny dla... kibiców GKS-u Katowice. To właśnie w tym spotkaniu debiutował Zygmunt Schmidt, zdecydowanie najlepszy piłkarz z Bukowej ery ''przefurtokowej". W styczniu zagrał cały mecz, padł remis. W lipcowym rewanżu go zabrakło, Anglicy, którzy pierwszy raz jako kadra przyjechali do Polski wygrali 1:0. Niespełna miesiąc później zostali mistrzami świata. Niestety nie było mnie wtedy jeszcze w planach, Wspomnienia musiały zastąpić lektury;

1973

Butelka z mlekiem interesowała mnie wtedy bardziej niż piłka nożna. Zaległość nadrobiłem po latach. Obejrzałem jedyny zwycięski mecz na magnetowidzie i wdałem się w handel z kumplem z klasy. Ja mu dałem fotosy z Bruce'em Lee, a on mi oryginalny bilet z tamtego meczu z autografem Lubańskiego na odwrocie (to musiał być autograf zdobyty albo przed meczem albo długo po, bo jak wiadomo właśnie kontuzja w tym spotkaniu złamała panu Włodkowi karierę). Nie byłem stratny, co?

1989

W ciągu zaledwie trzynastu lat (1986-99) spotkaliśmy się z Anglikami jedenaście razy i z reguły były to przeżycia traumatyczne. To był już po okresie świetności polskiej piłki, ale wspomnienia były na tyle świeże, że bezbramkowy remis przyjąłem z ogromnym rozczarowaniem. Z tamtego meczu najbardziej zapamiętałem krzywonogiego Chrisa Waddle'a - dla mnie długo był najlepszym piłkarzem Anglii wszech czasów. Zdziwiłem się, że nie wszyscy tak uważali...

1993

Oczywiście pamiętam dobrze te słynne burdy na Stadionie Śląskim, po których zamknięto obiekt aż na cztery lata. Z tamtego meczu bardziej utrwaliły mi się jednak dwa inne obrazki.

Pierwszy: siedziałem przy schodach i w przerwie meczu minął mnie znany z widzenia załęski bandzior i kieszonkowiec. Pamiętam, że się go bałem, chodził o kilka klas wyżej do tej samej budy co ja (tylko kilka klas wyżej jedynie dlatego, że kilka razy siupnął). Kiedy mnie mijał zacierał ręce i rzucając do kumpla ''mecz meczem, ale czas do roboty''...

Drugi: był wtedy taki ścisk na trybunach, że wychodząc tłum mnie sprasował, a kiedy zostałem wypluty ledwie żywy przed wyjście miałem na szyi... szalik reprezentacji Polski. Nawet nie wiedziałem komu go oddać. Wisi u mnie do dziś. No i sprawdziłem czy mam portfel;

1997

Z tego meczu najlepiej pamiętam przedmecz Polska - Anglia na stadionie Piasta Gliwice. Zagrałem w nim, bo było to spotkanie dziennikarzy. Każdy chciał wygrać więc obie ekipy wzmocniły się prawdziwymi gwiazdami. Kiedy Włodzimierz Lubański wykonał rzut rożny pobiegłem w stronę pola karnego. Piłka leciała w moim kierunku, była tuż przede mną, kiedy kątem oka dostrzegłem potężną sylwetkę. Jakiś stukilogramowy facet wyprzedził mnie i potężnym kopem wybił piłkę. Wyskoczył tak, że jego biodro ze świstem przemieściło się na wysokości mojej twarzy. Myślę, że gdyby doszło do zderzenia, do dziś prawa część mojej twarzy byłaby inna od lewej (zdecydowanie bardziej płaska). Wiecie kto to był? Terry Butcher (czyli "Rzeźnik"), najlepszy angielski obrońca lat osiemdziesiątych....

1999

Jedyny mecz z tego zbioru, który nie odbył się na Stadionie Śląskim i... właśnie dlatego go zapamiętałem. W zbójecki sposób został przeniesiony do Warszawy i ostatecznie na Stadionie Śląskim się nie odbył. Złamano wtedy podjęte ustalenia. W marcu 1999 roku zarząd PZPN uchwalił, że mecz odbędzie się we wrześniu na modernizowanym Śląskim. Ówczesny trener reprezentacji Janusz Wójcik zabiegał jednak bardzo żeby mecz odbył się w Warszawie. Twierdził, że stadion Legii jest szczęśliwy dla reprezentacji. Ostatecznie prezydium zarządu PZPN wybrało więc stadion Legii. Śląski mógł wtedy pomieścić prawie 32 tys. kibiców, stadion Legii - 7,5 tys.? Na Legii padł remis 0:0, awans właściwie przepadł. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że warszawscy gospodarze bardzo się wtedy postarali. Robili co mogli i mecz mogło zobaczyć aż 15 tysięcy ludzi;

2004

W XXI wieku mecz Polska - Anglia kojarzy mi się raczej ze świetną bibą w hotelu Katowice. Przy okazji tego meczu doszło do spotkania dawnych gwiazd reprezentacji Polski (trzeba przyznać, że PZPN, który to wszystko zorganizował, się wtedy spisał). Na bankiet do hotelu Katowice przyjechało ponad 80 reprezentantów kraju z lat 1945-80. Wielu z nich z Niemiec i Francji, gdzie od lat mieszkali na stałe. Dzięki imprezie mogłem poznać nestora w tamtym gronie, 85-letniego wówczas Tadeusza Hogendorfa, byłego piłkarza dawno nieistniejącej legendarnej Pogoni Katowice, który mieszkał w Rzeszowie (w latach 1947-49 zagrał 6 meczów w reprezentacji Polski jako zawodnik ŁKS-u Łódź). Piłkarze widzieli wtedy kolegów z boiska często po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat. Czasem na widok starych kumpli wzruszenie odbierało głos. Po bankiecie starsi panowie razem obejrzeli mecz na Stadionie Śląskim.? Nie rozstali się w dobrych humorach, Polacy przegrali 1:2....

PS Pan Hogendorf zmarł w 2010 roku.