W skoczowskiej B-klasie już mają przerwę zimową. Najkrótszy sezon w Polsce? [WIDEO]

Do końca piłkarskiej jesieni jeszcze daleko, ale nie dla wszystkich. Niższe ligi już zapadają w sen zimowy.


Jak to wygląda w skoczowskiej B-klasie? O mistrzostwo tej klasy rozgrywkowej rywalizuje zaledwie dziewięć drużyn. Tabelę zamykają Iskra Iskrzyczyn oraz Strażak Dębowiec (zdobyły po cztery punkty) i to właśnie do prezesa Iskry (klub reprezentuje wieś w powiecie cieszyńskim) Ryszarda Gaszczyka zwróciliśmy się z pytaniem, jak to jest prowadzić klub, który tak szybko kończy ligowe granie.

Wojciech Todur: Runda jesienna już za wami?

Ryszard Gaszczyk: Tak. W niedzielę przegraliśmy u siebie z rezerwami Tempa Puńców (2:3) i od ligowych emocji mamy już wolne. U nas to szybko leci. Dziewięć tygodni i po rundzie. Kiedyś drużyn było znacznie więcej, bo i szesnaście się zdarzało. Teraz, gdyby nie rezerwy Tempa i Olimpii Goleszów, byłoby jeszcze gorzej.

I co teraz? Zamyka pan klub do wiosny?

- Tak byłoby najtaniej. Nasz roczny budżet to zaledwie 9 tys. zł. Jeden trener odpowiada za szkolenie trzech drużyn. W sezonie trenujemy dwa razy w tygodniu. Teraz - do grudnia - będzie odbywał się jeden trening w tygodniu. Mamy w pobliżu niepełnowymiarowego orlika ze sztuczną trawą. Będzie gdzie pobiegać za piłką.

Na boisku nie można?

- Boiska na Podbeskidziu, a już szczególnie w tak niskich ligach jak nasza, to często dramat. U nas na przykład "kosi się trawę", a tak naprawdę przypomina to orkę na ugorze. Na razie pogoda nas oszczędza, ale zdarza się, że już w połowie października jest tak grząsko, że nie da się grać. Wiosną też jest nie lepiej, bo często i długo stoi woda.

Ale pewnie chciałby pan, żeby liga trwała dłużej?

- A pewnie, że chciałbym. Tak jak jest dziś, to zagramy dwa, trzy mecze i już wiadomo, kto będzie bił się o awans. Drużyn mało, to i strat nie ma na kim odrobić. Ludzie chcą oglądać mecze, a my jednak przede wszystkim trenujemy. To żadna przyjemność. Wrócimy w połowie kwietnia.

LKS Iskra Iskrzyczyn w akcji!