Znany ligowiec gra w jednej drużynie z synem! "Zdałem sobie sprawę z tego, ile mam lat"

Bogdan Pikuta, były piłkarz m.in. Górnika Zabrze, GKS-u Katowice, Widzewa Łódź i Zagłębia Sosnowiec, przekonał się, jak to mieć syna za partnera w drużynie. Bogdan i Patryk Pikuta grają od rundy wiosennej w barwach Przemszy Okradzionów.
19-letni Patryk podkreśla, że jego pierwsze wspomnienia z dzieciństwa wiążą się właśnie z piłkę i boiskiem. - Gdy uczyłem się chodzić, tata grał właśnie w Widzewie. Potem był GKS Katowice, Raków Częstochowa i wreszcie KSZO. Każdy kolega ojca z drużyny był wtedy wujkiem. Gdy byłem maluchem i graliśmy z tatą w piłkę, to zawsze prosiłem go, żeby przesunął się dalej ode mnie. To dawało mi szansę, by mocniej dołożyć nogę do piłki. Skończyło się to tym, że dziś naprawdę mam siłę w nodze i mocne wybicie czy strzał to moje piłkarskie atuty - mówi Patryk.

Ojciec i syn grają razem w barwach Przemszy Okradzionów. O liderze sosnowieckiej B-klasy jest ostatnio głośno, gdyż o jej sile stanowią też znani przed laty ligowi wyjadacze - Mirosław Jaworski i Adam Kryger.

Patryk gra na środku obrony właśnie z 48-letnim Jaworskim, byłym piłkarzem Ruchu Chorzów. - Patryk to mądry i ułożony chłopak. Jego miejsce jest na pewno w wyższej lidze - mówi Jaworski, zdobywca Pucharu Polski z 1996 roku.

- Pewnie, że mam ambicje, żeby grać wyżej. Moim ostatnim klubem był GKS Katowice. Doznałem jednak poważnej kontuzji stawu skokowego i szanse na grę uciekły. Teraz staram się odbudować formę i pewność siebie. Mecze w Przemszy to dla mnie pierwsze spotkania w seniorskiej piłce - podkreśla 19-latek.

41-letni Bogdan Pikuta, mistrz Polski w barwach Widzewa z 1996 roku, żartuje, że gdy zagrał w jednej drużynie z synem, to na dobre zdał sobie sprawę z tego, ile ma już lat. - To dla mnie supersprawa obserwować jego grę nie z trybun, ale z boiska. Zero taryfy ulgowej. Łapię się na tym, że czasami stawiam go do pionu mocniej niż innych. Od zawsze nasze pomeczowe rozmowy zaczynają się od pytania Patryka "Jak było?". Teraz to pytanie ma głębsze znaczenie, bo odnosi się też do wyników naszej wspólnej drużyny - mówi Pikuta, który od kilku lat jest też trenerem w Akademii Piłki Nożnej Czeladź.

- Na boisku nie może być między nami żadnego dystansu. Przesadnego zważania na słowa. Patryk pokrzykuje do mnie "tato", ale ma też w drużynie "ojca", bo tak ma się zwracać do Mirka Jaworskiego - żartuje Pikuta. - Różnica wieku nie ma żadnego znaczenia, gdy gra się w jednej drużynie. Mimo upływu lat jestem dla młodzieży Mirkiem - zaznacza Jaworski.

Patryk Pikuta liczy, że gra w B-klasie to tylko przystanek w jego karierze i już latem trafi do lepszego klubu. - Skończy się wtedy gra z ojcem, ale otworzą się szanse na piłkarski rozwój. Naszych relacji na pewno to nie zmieni. Tata zawsze pozostanie dla mnie autorytetem - na boisku i poza nim - podkreśla 19-latek.