Górnik Zabrze rządzi na Śląsku. Gole młokosa i wygi rzucają Ruch Chorzów na kolana

Prawie trzy lata musieli czekać kibice Górnika Zabrze na wygraną nad Ruchem Chorzów. Wielkie Derby Śląska mają swoich nowych bohaterów - Bartosza Kopacza i Ireneusza Jelenia.
Oba ubiegłoroczne pojedynki Górnika z Ruchem stały pod znakiem szumnych zapowiedzi, olbrzymich oczekiwań i wielkich rozczarowań. O bezbramkowych remisach mówi się, że potrafią być porywające, ale te z pewnością do nich nie należały. Mecze były po prostu przeciętne i nazywanie ich "Wielkimi Derbami Śląska" to raczej efekt przyzwyczajenia.

W niczym nie zmieniało to jednak faktu, że przed niedzielnym spotkaniem apetyty kibiców znów były mocno rozbudzone. Dla Górnika mecz z Ruchem miał być okazją do przełamania wiosennego kryzysu. Z kolei niebiescy, dzięki wygranej w Zabrzu, zyskaliby realną szansę na prześcignięcie lokalnego rywala w tabeli.

Od pierwszych minut spotkania było widać, że piłkarze obu zespołów biegają jak nakręceni i jest mało prawdopodobne, aby w derbach znów nie padł żaden gol. Zaskakujące okazało się jednak nazwisko zawodnika, który odczarował tę derbową niemoc. Nie był nim ani szalejący w ataku Górnika od początku spotkania Ireneusz Jeleń, ani niezwykle skuteczny ostatnio Maciej Jankowski z Ruchu, ale młodziutki stoper zabrzan Bartosz Kopacz.

Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Aleksandra Kwieka, obrońca Górnika wyskoczył w górę, jakby miał sprężyny w butach i precyzyjnym strzałem głową pokonał bramkarza Ruchu. O przypadku mowy być nie mogło, bo zabrzanie wszystkie kornery konsekwentnie wykonywali w ten sam sposób.

Dla Kopacza, który rozgrywał dopiero swój trzeci mecz w Ekstraklasie, było to premierowe trafienie w lidze. Lepszej okazji do jego zdobycia pewnie nie mógł sobie nawet wymarzyć.

Trafienie Kopacza wywołało oczywiście euforię na trybunach, ale niewiele zabrakło, aby już po chwili był remis. Wszystko z powodu fatalnego błędu Łukasza Skorupskiego, który wznawiając grę trafił wprost w Jankowskiego. Odbitą piłkę przejął Marek Zieńczuk, ale spudłował tak bardzo jakby to on był ligowym nowicjuszem.

Nie licząc tego błędu, Górnik grał w tym okresie bardzo dobrze. Szczególnie podobać mógł się Prejuce Nakoulma, który znów był motorem napędowym akcji zabrzan. Reprezentant Burkina Faso tak niemiłosiernie wkręcał w ziemię pilnującego go Marcina Kikuta, że ten został zmieniony jeszcze w pierwszej połowie.

Niebiescy wcale nie zamierzali jednak łatwo składać broni. To oni w lepszym stylu rozpoczęli drugą część meczu. Dwie świetne sytuacje miał Mindaugas Panka, ale Litwinowi brakowało skuteczności. Goście bardzo długo potrafili utrzymywać się przy piłce, ale w dużym stopniu wynikało to z taktyki Górnika, który dość wcześnie zaczął bronić wyniku i nastawił się na kontry.

Ta strategia przyniosła efekt w samej końcówce spotkania. Jeleń - jak za dawnych czasów - urwał się kryjącym go obrońcom, popędził z prędkością TGV i wykorzystał sytuację sam na sam, ustalając wynik meczu.

Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 2:0 (1:0)

Bramka: 1:0 Kopacz (18.), 2:0 Jeleń (82.)

Górnik: Skorupski - Olkowski, Danch, Kopacz, Szeweluchin - Zachra, Mączyński, Iwan (83. Bonin), Kwiek (77. Mosnikov), Nakoulma - Jeleń (90.+1 Nowak).

Ruch: Kamiński - Djokić, Baszczyński, Stawarczyk Ż, Kikut (35. Lewczuk) - Zieńczuk, Szyndrowski Ż (68. Smektała), Panka, Starzyński (84. Niedzielan), Janoszka - Jankowski.

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów: 3000.

Kto był najlepszym zawodnikiem Wielkich Derbów Śląska