Prezes Legii Warszawa na kongresie w Katowicach: Możemy stworzyć własny kanał telewizyjny

- Rozważamy wyjście z obecnego podziału pieniędzy z praw telewizyjnych, a w przyszłości możemy stworzyć własny kanał telewizyjny - mówił prezes Legii Warszawa podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.


Podczas piłkarskiego panelu w ramach 5. Europejskiego Kongresu Gospodarczego dyskutowano m.in. o finansowych realiach w polskiej piłce nożnej. - Sytuacja w polskiej piłce jest beznadziejna, ale z... nadzieją na przyszłość. Na razie jesteśmy na początku drogi. Wiem, co mówię, bo Piasta doprowadzałem od B-klasy do ekstraklasy - mówił Piotr Wieczorek, wiceprezydent Gliwic.



Bogusław Leśnodorski, prezes Legii

- Nie wykorzystaliśmy szansy, jaką dało Euro 2012. Nowe stadiony wiele w tej sprawie nie zmieniają. One nie są lekarstwem. Gdy jeżdżę po kraju, to zauważam, że dla większości klubów i miast są one raczej problemem. Potrzebne są mechanizmy wspomagające tych, którzy promują piłkę najmocniej. Otwartą sprawą będzie zatem przyszły podział pieniędzy z praw telewizyjnych. Legia powinna ich dostawać więcej. Dlatego rozważamy wyjście z obecnego podziału, a w przyszłości możemy stworzyć własny kanał telewizyjny.

Julien Verley, dyrektor generalny nc+

- Relacja pomiędzy płatną telewizją a piłką nożną jest oczywiście bardzo silna. Od lat widać to na przykładach Anglii, Niemiec czy Francji. Dla nas kluczową sprawą jest właśnie zrobienie z piłki produktu i stworzenie telewizyjnego show. To zależy nie tylko od jakości gry samych piłkarzy, ale także wszystkiego, co dzieje się wokół nich. Kluby pewnie oczekują od nas więcej pieniędzy, ale muszę podkreślić, że zakup praw do ekstraklasy to nasza największa inwestycja.

Piotr Wieczorek, wiceprezydent Gliwic

- Żeby budować popularność piłki, trzeba ją skomercjalizować. Niestety, to się dalej nie odbywa i funkcjonujemy w piłce amatorskiej. To smutne, ale prawdziwe. Potrzebne są działania systemowe. Orliki to za mało. One są podstawą do rekreacji, ale nie zapleczem do rozwoju wielkiej piłki. Do tego potrzebne są kompleksy dużych obiektów, ale tego w piłce nie ma. Sytuacja w polskiej piłce jest beznadziejna, ale z... nadzieją na przyszłość. Na razie jesteśmy na początku drogi. Wiem, co mówię, bo Piasta doprowadzałem od B-klasy do ekstraklasy. Gliwice wspierają klub kwotą 7-10 mln zł rocznie. To 2/3 budżetu klubu. Tyle samo przeznaczamy też jednak na Teatr Muzyczny. Gliwice oczywiście zyskały na tym, że Piast osiąga ostatnio sukcesy. Teraz jest euforia, bo jesteśmy na trzecim miejscu. Zobaczymy jednak, co będzie za kilka tygodni.

Bogusław Wyszomirski, prezes GKS-u Katowice

- Funkcjonowanie klubu w I lidze bez wsparcia samorządu byłoby bardzo trudne. Staramy się działać małymi krokami. Budujemy klub biznesu z ofertą skierowaną do drobniejszych przedsiębiorców, bo "wielcy" z Katowic nas opuścili. Mamy już pierwsze efekty i myślę, że niedługo będziemy mogli powalczyć o ekstraklasę.

Marcin Stolarz, menedżer Stadionu Narodowego w Warszawie

W chwili gdy rozpoczęliśmy przygotowania do Euro, wiedzieliśmy, że to nie będzie święto, które potrwa trzy tygodnie. To miał być piłkarski bodziec do zmian w kraju. Liczyliśmy na "efekt barceloński". Stolica Katalonii po igrzyskach w 1992 roku zyskała turystycznie i ekonomicznie. Czy nam się udało? Na pewno przyspieszyliśmy wiele inwestycji. Od trzech do pięciu lat, gdy rozmawiamy o infrastrukturze. Zainwestowaliśmy w ten turniej 90 mld zł. Szacuje się, że w ciągu najbliższych 20 lat przyniesie to wzrost PKB na poziomie 21 mld. Zyskaliśmy też wizerunkowo. Ponad 90 procent obcokrajowców, którzy odwiedzili Polskę podczas Euro, zapewnia, że chętnie wróci nad Wisłę. Te osoby rekomendują też nasz kraj swoim znajomym.

Olaf Jarzemski, prezes KIWISPORT

- W czasie rozmów o sponsoringu sportu często pojawia się pytanie: Jaka jest najpopularniejsza dyscyplina sportu? Najczęściej pada odpowiedź: Siatkówka. Dlaczego? Bo piłka nożna to religia. A jej kibice to wyznawcy. Żyjemy w czasach, w których pojawienie się sponsorskiej tablicy przed meczem to za mało. Trzeba dotrzeć do konkretnych grup kibiców. Zarówno do tzw. Januszy, którzy oglądają mecze okazjonalnie, ale i tych fanów, którzy oddadzą za swój klub wszystko. Złym zjawiskiem jest polaryzacja sceny piłkarskiej. Dwa mocne kluby i reszta, które bije się o grosze, to nie jest dobre rozwiązanie. Wielką wartością klubów jest marka. Kłopot polega na tym, że większość klubowych działaczy tego nie dostrzega. Koncentrują się na wyniku najbliższego meczu. Kupnie zawodnika. I to jest problem.