Sport.pl

Niezwykły karny Marka Motyki podczas turnieju w Chorzowie. Ronaldo opadłaby szczęka!

Czy w Chorzowie naprawdę rozegrano charytatywny turniej piłkarski? Andrzej Woźniak, bramkarz Widzewa, opuścił halę z ręką na temblaku. Mariusz Śrutwa zachęcał Ruch do walki, tak jakby to była rywalizacja o mistrza Polski, a Marek Motyka zdobył się na niezwykłe wykonanie karnego.


Tak właśnie przebiegała "Majówka mediów dla Przemka i Wyspy". Impreza organizowana przez Miejski Ośrodek Rekreacji i Sportu oraz Wojciecha Grzyba, byłego kapitana niebieskich, była kontynuacją turnieju charytatywnego "Piłkarze dzieciom" oraz zawodów futbolowych dla przedstawicieli świata mediów. Z połączenia tych dwóch wydarzeń narodziło się sportowe widowisko, w trakcie którego zbierano pieniądze dla podopiecznych chorzowskiej "Wyspy" oraz komentatora sportowego Canal+ Przemysława Pełki. W ubiegłym roku dziennikarz stracił nogę w wyniku zatoru tętniczego. Teraz dzięki pomocy rodziny, przyjaciół i sympatyków futbolu stara się zgromadzić środki potrzebne na zakup protezy.

Przemek oglądał rywalizację oldbojów Ruchu, Widzewa oraz reprezentacji Canal+ i Polsatu z trybun i pewnie żałował, że nie może skomentować emocjonujących spotkań. - Rywalizacja jest na całego. Myślałem jednak, że pod jednym względem będę absolutnym numerem jeden. Myślę o wielkości brzucha. Niestety, Marek Koniarek mnie pobił - żartował gracz Widzewa Marek Citko.

O tym, że gra toczyła się na poważnie, świadczy kontuzja Andrzeja Woźniaka. Były bramkarz reprezentacji Polski bronił tak ofiarnie, że prosto z hali trafił do szpitala z ręką na temblaku.

Z kontuzją - tyle że nogi - bronił też Piotr Lech z Ruchu. Mimo że kuśtykał, to uwijał się między słupkami niczym superbohater! Na Marka Motykę poradzić jednak nie mógł. Pochodzący z Żywca piłkarz, przed laty reprezentacyjny obrońca i jedna z legend Wisły, zagrał w barwach Polsatu. W meczu z Ruchem - już w doliczonym czasie gry - Motyka wykonywał rzut karny. Podbiegł do piłki, wykonał piruet i będąc tyłem do bramki, huknął piłkę... piętą! Lech nawet nie drgnął. Stawiamy, że po takim rzucie karnym nawet Cristiano Ronaldo opadłaby szczęka!

- Piłkarze nie zawiedli. Wielu z nich jechało kilkaset kilometrów, by zagrać w Chorzowie. Szkoda, że kibice nie dopisali. Oni mieli przecież do hali zdecydowanie bliżej - martwił się, spoglądając na pustawe trybuny Grzyb.

Więcej o: