Sport.pl

"Z mikrofonem po boiskach" ma 60 lat. Kultowa audycja Radia Katowice w alfabecie

- W największym skrócie chodzi o to, aby słuchająca nas gospodyni, która przygotowuje akurat w domu ciasto, zastygła na te kilka minut przy radioodbiorniku - o popularnej audycji "Z mikrofonem po boiskach" z okazji jej 60-lecia opowiada Jerzy Góra, szef redakcji sportowej Radia Katowice. Pracuje w nim od 1978 roku z przerwami m.in. na dyrektorowanie na Stadionie Śląskim
Absurd. To było chyba tuż po stanie wojennym. Kiedy wybierałem się do Łodzi na mecz Widzewa z Górnikiem, ówczesny dyrektor radia, który zupełnie nie czuł sportu, kazał mi napisać scenariusz meczu. Serio! No i napisałem: 1. minuta - rozpoczęcie meczu, 5. minuta - możliwy rzut rożny dla drużyny gości, 45. minuta - koniec pierwszej połowy, podsumowanie gry obu zespołów, poinformowanie o strzelcach ewentualnych bramek. I tak dalej.

Bar. A także parafia, czy posterunek milicji. Tam dzwoniliśmy, aby dowiedzieć się o wyniki meczów w niższych ligach. Młodszym czytelnikom przypomnę, że kiedyś nie było telefonów komórkowych i facebooka.

Ciszewski. Zanim stał się najpopularniejszym komentatorem w historii polskiej telewizji Jan Ciszewski współtworzył markę "Z mikrofonem po boiskach". Radiowy debiut zaliczył w 1952 roku na meczu Ruchu Chorzów z Lechią Gdańsk. W katowickim radiu zaczynał także inny as telewizji Andrzej Zydorowicz.

Dobrowolski. To właśnie Witold Dobrowolski, szef redakcji sportowej, w 1954 roku wymyślił audycję "Z mikrofonem...". Obok Dobrowolskiego i Ciszewskiego redakcję tworzyli wówczas Roman Paszkowski i Władysław Wiecierzyński. Sprawozdawcy mieli odtąd jeździć na stadiony i do hal sportowych, a jedna osoba w studiu będzie się z nimi łączyć. Dziś to coś zwyczajnego, wtedy zostało uznane za przełom. "Z mikrofonem..." to była pierwsza cykliczna audycja sportowa w polskim radiu. Dopiero kilka miesięcy później wystartowała w Warszawie "Kronika sportowa".

Ekipa. W wariancie maksymalnym podczas meczu stanowili ją kierowca służbowego samochodu, technik, realizator, komentator oraz jeden albo dwóch pracowników poczty, którzy już na miejscu przygotowywali te wszystkie kable do transmisji. Dziś komentator pracuje solo. Nawet podczas najdalszego wyjazdu cały sprzęt można spakować do małego plecaka. Na zdjęciu Jerzy Góra podczas pożegnalnego meczu Włodzimierza Lubańskiego (z prawej) w reprezentacji. Obok Zygfryd Szołtysik



Fenomen. Na początku lat 90. z audycją współpracowało aż 36 osób spoza Śląska! Nie tylko relacjonowali mecze, ale też zbierali dla nas wyniki, przygotowywali statystyki. Dziś redakcję sportową tworzą, oprócz mnie, Krzysztof Klepczyński, Tomasz Gancarek i Tadeusz Musioł, a także Andrzej Zowada.

Godzina z olimpiadą. Tak nazywała się audycja, którą zadebiutowaliśmy w 1992 roku. Wysłannicy Radia Katowice pojechali wtedy na Zimowe Igrzyska Olimpijskie do Albertville. To był efekt programowego uniezależnienia się od warszawskiej centrali. "Godzina..." pojawiała się odtąd przy okazji kolejnych igrzysk. Jej gospodarzem był m.in. Henryk Grzonka, wieloletni komentator, obecny prezes Radia Katowice.



Hokej. To dla mnie najlepszy sport do komentowania. Podobno nikt tak szybko, jak Jerzy Góra, nie potrafi komentować hokejowego meczu. Ale też miałem szczęście, bo relacjonowałem kapitalne mecze Polaków z Kanadą i Szwecją na Igrzyskach w Calgary, albo sensacyjną wygraną z CSRS na mistrzostwach świata w 1986 roku.

Incydenty. Albo może lepiej - wpadki. Jasne, że bywały. Najgorsza, jak pamiętam, zdarzyła się jeszcze w dawnych czasach szpulowych magnetofonów. Komuś z techników wyrwała się na fonii wiącha wyszukanych przekleństw. Dochodzenie utknęło w martwym punkcie. Winowajcy nie odnaleziono, wszystko przez słabą jakość dźwięku.

Jubileusz. W 2004 roku na galę z okazji naszego 50-lecia przybyło wiele gwiazd polskiego sportu, m.in. Kazimierz Górski, Marian Kasprzyk, Zbigniew Pietrzykowski, Jerzy Szczakiel, Zygmunt Hanusik. Tegoroczna gala odbyła się w sobotę. Sławnych gości i tym razem nie zabrakło.

Kobieta przy mikrofonie. Agnieszka Strzemińska już po dwóch latach pracy w redakcji sportowej pojechała na Igrzyska do Barcelony. Została rzucona na głęboką wodę, ale nie zatonęła. Sprawdziła się. To zresztą dziennikarka o wszechstronnych zainteresowaniach. Sportem już się nie zajmuje, od lat przygotowuje programy m.in. o kulturze, modzie, zdrowym odżywianiu.

Lekka. A także łatwa i przyjemna. Taka jest muzyka towarzysząca "Z mikrofonem...". Od lat dominują lubiane przez słuchaczy piosenki z lat 60. i 70. "Delilah" Toma Jonesa i te rzeczy. O dobór odpowiedniej muzyki dbają zwykle Jerzy Waniek i Bogumił Starzyński.

Malowanie słowem. No tak, my to potrafimy. Komentowanie w radiu jednak się zmieniło. Podczas meczu nie jesteśmy ze słuchaczem non-stop, ale wchodzimy na antenę na 1,5-2 minuty. Katowicka szkoła sportowego komentowania w największym skrócie polega na tym, aby gospodyni, która przygotowuje akurat w domu ciasto, zastygła na te kilka minut przy radioodbiorniku.

Na żywo. Komentowałem kiedyś mecz hokejowej reprezentacji w Janowie. Po pierwszej tercji pobiegłem z mikrofonem do strzelca bramki Piotra Kwasigrocha z miejscowego Naprzodu i będąc na antenie pytam go o strzelonego gola. W Polskę poszedł tekst: "No, żech jechoł po lewej, Truda mi ciepnoł za modro, dostołech ta guma i żech dupnoł". A ja nieszczęsny, zacząłem tłumaczyć, że modro to niebieska linia, Truda to Janusz Adamiec, a guma to krążek... Ale na hokeistów nie dam powiedzieć złego słowa. Kapitalni ludzie.

Obok boiska. W hali przy ul. Żeromskiego w Sosnowcu siadało się z mikrofonem przy stoliku, tuż obok linii bocznej boiska. Wiązało się to z dużym ryzykiem. Zdarzyło się, że podczas komentowania meczu oberwałem piłką do koszykówki. Innym razem sędzia stratował wszystkie kable.

Poranny dyżur. Dla mnie wstawanie o 4 rano to zawsze tragedia. Nastawiam trzy budziki, wstaję i przez pół godziny jestem nieprzytomny. Ale potem wszystko jest OK. Taka robota.

Rozmówcy. Antoni Piechniczek (na zdjęciu z lewej, obok Henryk Grzonka i Jerzy Góra) to jeden z moich zdecydowanie ulubionych. Był nim jeszcze w czasach, gdy nie trenował reprezentacji Polski. Zawsze mówił do rzeczy, wiele się od niego w naszych rozmowach nauczyłem. Trudni rozmówcy? Przychodzą mi do głowy nazwiska Jana Furtoka czy Waldemara Matysika. Z czasem się jednak wyrobili.



Szmacianka. Jedna z naszych najpopularniejszych akcji. Szmaciankę, którą z kawałków materiałów i skarpet szył dla nas Gerard Cieślik, wręczaliśmy autorom największego piłkarskiego blamażu. W 1994 roku pierwsze szmacianki dostali arbiter Sławomir Redziński za stronnicze sędziowanie meczu Legii z Górnikiem Zabrze, oraz Marian Dziurowicz za zgaszenie światła podczas meczu GKS-u Katowice z Górnikiem. Redziński nigdy jej nie odebrał. Jednym z kolejnych laureatów był Zbigniew Boniek. Chytrze wyznaczył spotkanie na Piazza Navona w Rzymie. Katowiccy radiowcy tam dotarli i wręczyli mu nagrodę.

Ucho do radia. Mieli je nasi technicy. To właśnie oni nauczyli mnie, a pewnie i moich kolegów, jak się robi sport w radiu. Byli naszymi pierwszymi krytykami. Nasłuchałem się od nich: "Nie krzycz tak", "Wciśnij ten guzik". Staszek Waniczek, Jan Gomułka, Bogusław Kokot, Piotrek Kalinowski, Józef Loska, Jan Duży... Prawdziwi fachowcy.

Wyjazdy. Były dalsze i bliższe. Wspomnę o najdziwniejszym. W 1983 roku zostałem wysłany do Gdańska na mecz Lechii z Juventusem Turyn, której gwiazdą był Zbigniew Boniek. W hotelu "Posejdon" zamieszkała także ekipa Juve. Boniek mnie znał, dlatego przez dwa dni byłem kimś w rodzaju przewodnika włoskiej ekipy. Jak Michel Platini chciał kupić bursztyny, to też mu pomogłem.

Zabrze. Na stadionie Górnika stanowisko dla radiowca znajdowało się tuż nad tunelem dla zawodników. Na deski narzucono jakąś wykładzinę dywanową. Pod ciężarem kilku osób ta prowizoryczna podłoga cały czas się chwiała. Poza tym podczas deszczu kapało na nas z góry. Wysłałem oficjalne pismo do prezesa Górnika: prosimy przynajmniej o dach pokryty papą. Poskutkowało, z czasem kabina była nawet zamykana.

Gorące newsy i złośliwe komentarze. Dołącz do nas na Facebooku >>

Więcej o: