Nowa jakość w szkoleniu młodych piłkarzy? W Dąbrowie Górniczej stawiają na rozwój, a nie wynik

Szkolenie młodzieży wreszcie staje się coraz popularniejsze, a nowych szkółek piłkarskich wciąż przybywa. Można mieć jednak zastrzeżenia do jakości wielu z nich. ?Akademia Futbolu Silent? z Dąbrowy Górniczej chce zrywać z obecnymi standardami pracy z młodzieżą. Kulisy przybliża nam Tomasz Krawczyk, wiceprezes szkółki.
Jesteś kibicem ze Śląska? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Rafał Jarząbek: Wrażenie robi kadra szkoleniowa. W szkółce oprócz wspomnianego Piotra Pierścionka zatrudnieni są inni znani byli piłkarze: Bogdan Pikuta czy Ryszard Czerwiec. Pracuje też z wami fizjoterapeuta.

Tomasz Krawczyk: Tak, współpracuje z nami dr Paweł Ryngier, dzięki czemu mamy pełen monitoring fizjologiczny dziecka. W głównej mierze stawiamy na rozwój umiejętności indywidualnych dzieci. Śmiem twierdzić, że jako jedni z pierwszych zastosowaliśmy metodę szkolenia "Coerver Coaching", która jest nowością na polskim rynku. W skrócie jest to metodologia nauki indywidualnej dryblingu stosowana w małych gierkach, np. jeden na jeden. System rozwija przede wszystkim umiejętności techniczne. Prowadzimy też zajęcia z dżudo i pływania. Chodzi nam o ogólny rozwój dziecka, zróżnicowanie treningu i aktywny wypoczynek. Wprowadziliśmy też tzw. sobotnie "zajęcia wyrównawcze" w małych grupach dla osób po kontuzjach czy przerwach w treningu. Nowością jest też trening mentalny z psychologii sportu.

Jaka jest historia akademii? Skąd wziął się pomysł?

- Pomysłodawcami byli trener Piotr Pierścionek, fizjoterapeuta dr Paweł Ryngier, ja oraz przede wszystkim prezes Paweł Cichy, którego firma w głównej mierze sponsoruje akademię. Zauważyliśmy, że w piłce dziecięcej adepci szkoleni są "na wynik", który często jest tam najważniejszy. Dla nas rezultat nie jest najważniejszy. Chcemy, aby dzieci uczyły się gry od podstaw. Pomysł zrodził się w 2011 roku. Długo dyskutowaliśmy, czy ma to sens. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że warto spróbować. Otwarliśmy szkółkę w 2012 roku. Jak na razie efekty naszej pracy, której mamy mnóstwo, oceniam skromnie na trójkę z plusem.

Szkolenie jest całkowicie darmowe?

- Formalnie jesteśmy stowarzyszeniem i działamy pod szyldem Uczniowskiego Klubu Sportowego. Rodzic, który chce zapisać dziecko do naszej szkółki, musi wypełnić deklarację członkowską, która zobowiązuje go do wpłaty miesięcznej składki w wysokości 100 zł. W tej cenie ma zapewnione szkolenie i fachową opiekę nad dzieckiem. Do niedawna zapewnialiśmy strój sportowy, jednak wycofaliśmy się z tego pomysłu, ponieważ w momencie gdy dziecko rezygnowało z treningów pojawiał się problem ze zwrotem odzieży. Akademia zapewnia natomiast sprzęt meczowy.

Jak rozkłada się finansowanie akademii, która na pewno tania w utrzymaniu nie jest?

- Miesięcznie ze składek członkowskich dostajemy około 10 tys. zł. W tym roku miasto przyznało nam dotację w wysokości 32 tysięcy zł. Resztę budżetu [ogółem wynosi on rocznie ok. 300 tys. zł - przyp. red.] zapewnia prezes Paweł Cichy. Oczywiście każdego, kto chce nawet jednorazowo wspomóc naszą akademię, przyjmiemy z otwartymi rękami.

Jak wygląda podział na grupy?

- Szkolimy dzieci z rocznika od 2001 do 2008. Najstarsi są podzieleni pod kątem umiejętności na dwie 17-osobowe grupy. W grupie A trenują najlepsi zawodnicy, a w grupie B ci, którzy niedawno zasilili nasze szeregi bądź odstają umiejętnościami od reszty. Zajęcia prowadzi najczęściej dwóch trenerów. W roczniku 2003 jest przykładowo tylko 14 adeptów i przyjmowani są oni po wstępnej selekcji, gdzie kandydat musi posiadać już pewne umiejętności. U najmłodszych z rocznika 2006 i 2007 stawiamy głównie na rozwój fizyczny. Tu też jednak prowadzony jest nabór selektywny. Takie dziecko musi cechować motoryka, mieć "iskrę bożą". Rodzice chcą zapisywać dzieci nawet z rocznika 2010. Zajęcia dla najmłodszych odbywają się tylko co dwa tygodnie, ponieważ chcemy sprawdzić, czy dziecko w ogóle będzie zainteresowane treningami.

Dotarłem do wielu negatywnych komentarzy rodziców, których dzieci nie zostały przyjęte przez akademię. Wylewali żale, mówiąc, że selekcja w tak młodym wieku jest złym rozwiązaniem.

- Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkim się to podoba, ale każdy przed zapisaniem się do szkółki otrzymuje obszerną informację dotycząca selekcji. Wszystko to z prostej przyczyny - jeżeli dziecko po pewnym czasie nie rokuje dobrze na przyszłość, to być może spełni się w innym sporcie. Często bywa tak, że dzieci nie wykazują nawet zainteresowania futbolem, a do szkółki trafiają tylko ze względu na ambicje rodziców. Nie chcemy oszukiwać rodziców, że zrobimy z ich pociech wielkich piłkarzy skoro nie wykazują one żadnych predyspozycji. Stawiamy sprawę jasno, choć decyzje są czasami bolesne. Czasem wydaje mi się, że największym wrogiem dziecka jest jego własny rodzic...

SLASK.SPORT.PL ćwierka na Twitterze. Obserwujesz? >>