Szkolenie dzieci. Bramkarz ma zakaz wykopywania piłki

Problem z wychowywaniem kolejnych młodych talentów jest ciągle aktualny. Wciąż narzekamy i pewnie długo jeszcze będziemy narzekać na brak następców dla choćby słynnej trójki z Dortmundu (a właściwie już dwójki). O przyczynach i ewentualnych sposobach rozwiązania tego problemu mówi Piotr Pierścionek, dyrektor sportowy ?Akademii Futbolu Silent?.
Rafał Jarząbek: Od lat mamy problemy z wychowywaniem, a następnie wdrażaniem młodych piłkarzy do drużyn seniorskich

Piotr Pierścionek: Dom i poważną piłkę buduje się w oparciu o solidne fundamenty. Często zastanawiamy się, jaki jest sens działania szkółki i doszliśmy do wniosku, że to, co dzieje się obecnie w polskiej lidze, to wierzchołek góry lodowej. Gdy oglądamy mecz Polska - Szkocja, zbiera nas na wymioty. Widzew gra z Zagłębiem Lubin i nie oddaje celnego strzału na bramkę. Wspomniane Zagłębie inwestuje mnóstwo pieniędzy w rozwój młodzieży, by potem stawiać na obcokrajowców. Przecież to bez sensu. Chcemy szkolić młodzież od podstaw, by potem w drużynie seniorskiej nasi zawodnicy mogli w wieku 17 lat zaznajamiać się z tempem gry i oswajać z presją kibiców. Wciąż musimy nadrabiać braki. U naszych piłkarzy nie ma kreatywności w grze. Reprezentacja i nasze drużyny w europejskich pucharach przegrywają tempem gry. Dlatego zwracamy uwagę, aby dzieci przy pierwszym kontakcie z piłką podejmowały szybkie i przede wszystkim właściwe decyzje. Pracowałem w wielu klubach i wiem, że dorośli piłkarze mają problem z konstruowaniem ataku pozycyjnego, czy grą jeden na jeden. W dzisiejszej piłce na wyższym poziomie wymagania wobec piłkarzy są ogromne. Kilka lat temu, gdy prezesem Zagłębia Sosnowiec był Francesco Cimminelli, w ramach współpracy z FC Torino sosnowiczanie wybrali się do Włoch, gdzie badana była wydolność piłkarzy obu zespołów. Najlepszy zawodnik Zagłębia biegał z prędkością 15 km/h. Problem w tym, że był to najsłabszy wynik piłkarza Torino. Najlepsi biegali po 19 km/h.

Uważa pan, że "Silent" może ten stan rzeczy zmienić? Sposobu na wyjście z tego marazmu szuka się przecież od lat.

- Przede wszystkim różni nas podejście do pracy z dziećmi. Z umiejętności indywidualnych budujemy całość. Dzisiaj jakość drużyn młodzieżowych oparta jest na trzech, może czterech zawodnikach. Taki zespół wygrywa w regionie mnóstwo meczów, jednak w dorosłej piłce, w jedenastoosobowych drużynach, pojawiają się potem braki. Taktyka jest bardzo prosta, a często wynika ona z presji rodziców. Piłka grana jest do silnego Jasia, którzy przepycha małego Karolka, następnie strzela bramkę, a jego drużyna wygrywa mecz. Rodzice są przeszczęśliwi, ale przez to kreujemy tylko jednego zawodnika. W efekcie w reprezentacji mamy jednego Roberta Lewandowskiego.

Zmiany muszą nastąpić od podstaw. Dla nas najważniejszy jest rozwój indywidualny dziecka. Na bieżąco, za pomocą odpowiednich urządzeń, monitorujemy ich obciążenia i wykonaną pracę. W treningu dużą uwagę przywiązujemy do utrzymywania się przy piłce. U nas bramkarz ma zakaz wykopywania piłki. Muszę przyznać, że przegrywamy sporo meczów, jednak nie idziemy na skróty, nastawiając się tylko na wynik. Zawsze któryś z dzieciaków popełni błąd przy wyprowadzaniu piłki, co przekłada się na końcowy rezultat. Nie wychodzimy jednak z założenia, że nie wpuszczę wspomnianego słabszego Karolka, bo zawali nam bramkę i przegramy mecz. Dajemy pograć wszystkim. Mamy szkolenie trzyetapowe. U zawodników do 12. roku życia kładziemy nacisk na rozwój umiejętności indywidualnych. Dzieci w wieku od 12 do 15 lat szkolimy z zakresu taktyki gry, a u starszych piłkarzy wypracowujemy automatyzm techniczno-taktyczny. Prowadzimy też zajęcia psychologiczne, treningi motoryczne, funkcjonalne, kierujemy dzieci na zajęcia z judo z mistrzynią Polski Jolantą Poświat, na lekcje pływania czy gimnastyki. Nie chcemy zrobić z nich sportowców we wszystkich dziedzinach. Stawiamy po prostu na ich ogólny rozwój.

Mamy odpowiednią kadrę. Pracuje z nami fizjoterapeuta dr Paweł Ryngier, wykładowca Akademii Wychowania Fizycznego, który został zaproszony do pracy przez Henryka Kasperczaka, gdy ten prowadził jeszcze Górnik Zabrze. Pomaga nam Tomasz Kaczmarczyk, psycholog zatrudniony w GKS-ie Katowice, odpowiedzialny za trening mentalny. Oprócz Ryszarda Czerwca czy Bogdana Pikuty pracują też z nami Sebastian Kokoszka, trener młodzieżówki GKS-u Tychy czy Grzegorz Kurdziel, szkoleniowiec Polonii Bytom, którzy przyjeżdżają specjalnie na nasze zajęcia. Staramy się też uczyć od najlepszych. Trzy dni podglądaliśmy pracę w Ajaksie Amsterdam. Dążymy do tego, aby grali u nas wyróżniający się zawodnicy z regionu. Wszystko po to, aby rywalizowali najlepsi z najlepszymi. Tak jak w Sparcie- przetrwa silniejszy. Nasz jedyny mankament to liczba adeptów. Nie tak dawno zorganizowany turniej młodzieżowy Zagłębie Cup wygrał Lech Poznań, który może wybierać spośród... dwóch tysięcy piłkarzy. W ich przypadku ilość przekłada się w jakość, jednak "Silent" działa dopiero od półtora roku.

No właśnie, z racji waszego krótkiego stażu wciąż jesteście anonimowi, a dla większości liczy się przede wszystkim marka.

- Dziś rodzice, bo to oni mają oczywiście decydujący głos, coraz rzadziej kierują się już jednak marką. Fajnie wygląda, jeśli ich dziecko trenuje w koszulce ze znanym herbem na piersi, ale to nie o to chodzi. Rodzice pomału zaczynają kierować się tym, co szkółka może im zaproponować. Zdarzają się jednak też i tacy, którzy wypisują dzieci ze szkółki, bo drużyna nie wygrywa. Typowa polska mentalność, z którą też staramy się walczyć. Kilku obiecujących adeptów z Sarmacji Będzin czy Zagłębia Sosnowiec do nas przyszło. Nie możemy jednak podpisywać umów z rodzicami ani tym bardziej z dziećmi. Możemy tylko edukować i zachęcać rodziców do naszej oferty.

Przegrane mecze nie odbijają się na psychice dzieci? Często dzieci bardziej przeżywają porażki niż dorośli.

- Nie, bo to nie jest tak, że wynik jest dla nas kompletnie nieistotny i dostajemy łomot od każdej drużyny. Cały czas edukujemy dzieci, jak i ich rodziców, że jakość przyjdzie z czasem. Najpierw chcemy grać dobrze w piłkę, by potem regularnie wygrywać.

Zachowując duży dystans, bliżej wam zatem do stylu gry FC Barcelony niż do tradycyjnej, schematycznej piłki angielskiej.

- Fajne, obrazowe porównanie [śmiech] i gdyby kierować się piłką seniorską, to faktycznie najbliżej nam do stylu Barcelony. Wyprowadzając piłkę z własnego pola karnego, potrafimy wymienić 40 podań, bo takie statystyki prowadzimy. Obowiązuje kultura gry, gdzie każdy ma brać odpowiedzialność za rozwój sytuacji. Sądzę, że dzieci mają większą radość, gdy każde z nich może zagrać przez co najmniej 20 minut, niż gdy gra najlepsza szóstka, bo trener chciał mieć wynik. Dzieci mają cieszyć się grą. Jako jedni z pierwszych w kraju wprowadziliśmy metodę Coerver Coaching [skupionej głównie na technice wykonania ruchu, elementach dryblingu, panowania nad piłką, działając pod presją czasu, emocji, podobnie jak w meczu o stawkę - przyp. red.] - tłumaczy Dawid Szulczek, jeden z trenerów "Silent". Daję sobie rękę uciąć, że nawet niektórzy zawodnicy ekstraklasowi mieliby problem z wykonaniem poszczególnych elementów tej metodologii treningu. Jeżeli ktoś chce stosować najprostsze rozwiązania, byleby tylko wygrać mecz, to niech poszuka sobie innej szkółki. Nie pozwalamy na wywieranie presji ze strony trenerów, rodziców i na hasła typu: "ej, co ty robisz". Z pełną świadomością mogę powiedzieć, że piłkę młodzieżową niszczy- jak ja to nazywam- "komitet szalonego rodzica". Przyjeżdża taki rodzic na zgrupowanie, a dziecko chowa się w lesie, bo ojciec mu tłucze do głowy, że to zepsułeś, a tam mogłeś zagrać lepiej. Potem takie dziecko boi się nawet wyjść z szatni. A to nie o to w tym wszystkim chodzi.

Jesteś kibicem z Zagłębia? Dołącz do nas na Fejsie! >>