Codzienne problemy klubu z A-klasy. CKS Czeladź marzy o awansie do ligi okręgowej

W Czeladzi, podobnie jak w innym zagłębiowskim mieście- Dąbrowie Górniczej, nie ma drużyny piłkarskiej, która mogłaby być chlubą mieszkańców. CKS Czeladź dogorywa bowiem w A-klasie i nic nie wskazuje na to, by mogło być lepiej.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Co jest tego przyczyną? - Całość rozbija się oczywiście o pieniądze. Miasto pomaga ile może... Nie mamy nawet stypendiów dla zawodników. W Czeladzi nie istnieją już duże firmy, które byłyby zainteresowane wsparciem klubu. Musimy szukać sponsorów w pobliskich miastach, co nie jest łatwe. Czeladź nie jest małym miastem, ale jego problemy finansowe nie pozwalają na większą pomoc- mówi Michał Powallo, prezes CKS-u Czeladź. - Co najważniejsze, władze miejskie nie widzą też potrzeby, aby promować miasto poprzez sport. Z tego co pamiętam, CKS w latach 90-tych, występujący wtedy w III lidze, mógł liczyć na dofinansowanie z miasta w wysokości 300 tys. zł. Trzeba pamiętać, że miało to miejsce ponad 20 lat temu, wtedy były to duże pieniądze - dodaje Powallo.

Szczodrość kibiców nie wystarcza

Obecne realia są jednak brutalne. - W ubiegłym roku dostaliśmy od miasta tylko 18 tys. zł, jednak nie mieliśmy jeszcze wtedy grup młodzieżowych pod naszą opieką. Zespół oparty jest na zawodnikach z miasta. Nie stać na sprowadzanie zawodników z zewnątrz - mówi Powallo. - W tym roku jest jednak trochę lepiej. Roczne dofinansowanie w kwocie 50 tys. zł możemy przeznaczyć na utrzymanie sześciu grup młodzieżowych, które przejęliśmy. Matematyka jest jednak nieubłagalna. Każda grupa ma dwóch trenerów i jeśli każdy z nich dostaje 500 zł miesięcznie, to jak łatwo wyliczyć - kończy nam się dotacja. A gdzie koszty związane z przejazdem, wpisowym, zużyciem wody czy zakupem strojów sportowych? - wylicza prezes klubu.

Rok temu istniał zarówno CKS Czeladź, jak i MCKS Czeladź. - Drugi z wymienionych to twór miejski, który ma pod opieką także inne sekcje sportowe. CKS Czeladź to z kolei stowarzyszenie założone dwa lata temu przez kibiców. Na szczęście doszliśmy do porozumienia i obecnie istnieje tylko CKS, który przejął też sekcje młodzieżowe. Dzięki wiernym sympatykom klubu udało się reaktywować klub. To oni w głównej mierze są zresztą członkami zarządu i jednocześnie sponsorami klubu- mówi Powallo.

Szczodrość kibiców jednak nie wystarcza. W klubie się nie przelewa, co ma odzwierciedlenie w wynikach osiąganych przez zespół. W ubiegłym sezonie CKS Czeladź zajął zaledwie 11. miejsce w A-klasie. W najbliższym sezonie ma być jednak progres. - Miniony sezon był bardzo trudny. Po niezadowalających nas wynikach na początku roku zatrudniliśmy trenera Janusza Iłczyka. Pod jego wodzą zespół grał dużo lepiej - opowiada Powallo. - Nie wiem czy jesteśmy jednak na tyle silni, aby awansować. Realnie oceniając nasze możliwości, liczymy na zajęcia miejsca w pierwszej czwórce. Nie planujemy rewolucji kadrowej, chcemy wzmocnić zespół czterema zawodnikami - mówi prezes CKS-u Czeladź. - Jeżeli transfery dojdą skutku i kadra zostanie odpowiednio wzmocniona, jesteśmy w stanie walczyć o tę pierwszą czwórkę - prognozuje Janusz Iłczyk, były trener m.in. drużyn młodzieżowych Piasta Gliwice czy Ruchu Chorzów. - Musimy o sto procent poprawić naszą grę. Żeby znaleźć się we wspomnianym gronie musimy zdobyć co najmniej 60 punktów, a więc dwa razy więcej niż w ubiegłym sezonie - wylicza nowy szkoleniowiec czeladzkiej drużyny.

Dwa miesiące rozmyślań

Choć finansowa kondycja klubu jest mierna, to na warunki pracy trener Iłczyk nie może narzekać. Jak jednak słusznie zauważa, trzeba jeszcze mieć z kim pracować. - Mamy do dyspozycji boisko ze sztuczną nawierzchnią, halę oraz siłownię. Pod tym kątem mamy wszystko, czego potrzebujemy. Gorzej z liczebnością zawodników. Piłkarze bardzo często muszą godzić treningi z pracą czy studiami. Kadra liczy nieco ponad 20 zawodników, głównie z miasta i regionu. Możemy przyciągać zawodników bazą szkoleniową, z finansami jest dużo gorzej. Przygotowania ruszyły w poniedziałek. Trenujemy trzy razy w tygodniu, mamy zaplanowanych pięć sparingów. Będziemy się sprawdzać w meczach towarzyskich z drużynami z IV ligi i okręgówki. Po to gramy z mocniejszymi drużynami, aby już w okresie przygotowawczym podnosić swoje umiejętności. Dwa miesiące zastanawiałem się czy przyjąć proponowaną mi posadę. W końcu zdecydowałem, że chcę zrobić coś dobrego dla CKS-u i Czeladzi - kończy Iłczyk.