Stadiony piłkarskie pod ciągłą ochroną? "To jakieś totalne zezwierzęcenie!"

- Z każdym rokiem jest gorzej. Swoją cegiełkę do tej niezdrowej atmosfery przykładają również media, który zbyt często kreują rywalizację Ruchu Chorzów z Górnikiem Zabrze na kształt piłkarskiej wojny. Potyczki o futbolowe panowanie na Śląsku. To jest niepotrzebne i miesza ludziom w głowach - mówi Krzysztof Smulski, specjalista do spraw bezpieczeństwa Śląskiego Związku Piłki Nożnej.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Ostatnie Wielkie Derby Śląska zostaną zapamiętanie, niestety, nie z powodu porywającej gry, a ładunku wybuchowego, który został podłożony w okolicach sektora kibiców Górnika. Czy Ruch powinien zostać za to ukarany? Jak się ustrzec takich zdarzeń w przyszłości?

Wojciech Todur: Czy Ruch powinien zostać ukarany za to, że na jego stadionie został podłożony ładunek pirotechniczny?

Krzysztof Smulski, przewodniczący Wydziału do spraw Bezpieczeństwa na Obiektach Piłkarskich Śląskiego Związku Piłki Nożnej: - Nie jest moją rolą ferowanie wyroków, ale na pewno nie powinno być tak, że przejdzie się obok tej sprawy bez chwili zadumy. Stało się coś bardzo złego. Nigdy nie sądziłem, że dożyję czasów, gdy na stadionach będzie się podkładać ładunki wybuchowe. To jakieś totalne zezwierzęcenie! Słyszałem, że ładunek miał doprowadzić do zniszczenia flag Górnika Zabrze. Tylko że takie tłumaczenie zupełnie mnie nie przekonuje. A gdyby ktoś przy tych flagach stał? Nawet nie chcę myśleć o konsekwencjach.

W myśl ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych Ruch odpowiada za bezpieczeństwo na stadionie na dwie godziny przed meczem i godzinę po jego zakończeniu. Ładunek podłożono w sobotę nad ranem, a WDŚ rozpoczęły się o 20.30. Dlaczego więc karać Ruch?

- Tak, przepisy są po stronie Ruchu. Tyle że oprócz przepisów jest jeszcze zdrowy rozsądek. Przed takim meczem, przed każdym spotkaniem podwyższonego ryzyka warto zadbać o nocną ochronę obiektu. Doświadczenie uczy, że to właśnie wtedy kibice wnoszą na stadiony pirotechnikę czy niebezpieczne narzędzia.

Gdy byłem współorganizatorem spotkań reprezentacji Polski na Stadionie Śląskim, to obiekt zawsze był chroniony w nocy przed spotkaniem. Na tym nie warto oszczędzać. Cicha to nie Maracana, to nie pochłonęłoby nie wiadomo jakich kosztów.

Tyle że takie rozumowanie doprowadzi do tego, że stadiony trzeba będzie ochraniać cały czas. No bo przecież ładunek można też podłożyć dwie noce przed spotkaniem...

- Generalnie to trzeba być czujnym. W Chorzowie tę czujność zachowano. Ładunek został zawczasu znaleziony i na szczęście nie doszło do tragedii.

Policja od kilku lat apeluje, żeby mecze podwyższonego ryzyka - w tym Wielkie Derby Śląska - nie odbywały się po zmroku. Tymczasem ostatnie spotkanie Ruchu z Górnikiem rozpoczęło się o 20.30...

- Można policję lubić albo nie, ale w tym wypadku ma akurat rację. Rozumiem, że wielkie widowiska wymagają oprawy, świateł jupiterów... Tyle że wielkie mecze tworzą piłkarze. Reszta to tylko otoczka. Załóżmy, że na stadionie przy Cichej jednak doszłoby do tragedii. Konieczna byłaby ewakuacja. Chyba nie muszę mówić, że łatwiej przeprowadzić taką akcję za dnia. Noc potęguje trudności. Zachęca kibiców, żeby jeszcze dołożyć problemów.

Niestety, żyjemy w takich czasach, że warunki dyktują telewizje, marketing, a o bezpieczeństwie zbyt często się zapomina.

Nie ma pan wrażenia, że ta niezdrowa kibicowska otoczka, która towarzyszy Wielkim Derbom Śląska z każdym rokiem narasta?

Zdecydowanie tak. Z każdym rokiem jest gorzej. Swoją cegiełkę do tej niezdrowej atmosfery przykładają również media, który zbyt często kreują rywalizację Ruchu z Górnikiem na kształt piłkarskiej wojny. Potyczki o futbolowe panowanie na Śląsku.

To jest niepotrzebne i miesza ludziom w głowach. Oczywiście, rzeczywistości nie da się zakłamać. Śląska piłka to dziś przede wszystkim Ruch i Górnik. Kluby, które w przeszłości stanowiły o sile naszego regionu, są w odwrocie. Nie ma przecież w lidze GKS-u Katowice, Polonii Bytom i Zagłębia Sosnowiec.

Tymczasem Ruch i Górnik mają kibiców na całym Śląsku. To nie są przecież grupy, które wywodzą się tylko z Chorzowa i Zabrza. To sprawia, że tak trudno nad nimi zapanować.

Wiem, że nie ma mowy o pojednaniu, ale przynajmniej nie eskalujmy. Nikt chyba nie chce dożyć czasów, gdy będziemy mówić o takich zjawiskach, które mają miejsce na ulicach Krakowa, gdzie zwaśnione grupy, które stoją za Wisłą i Cracovią, rozwiązują spory na ulicach za pomocą noży i maczet.