Sport.pl

Uwaga! Piłkarski talent szlifowany w Holandii [ZDJĘCIA]

- Spełniam marzenia - mówi 17-letni Antek Konderak. Jego klub De Graafschap właśnie awansował do holenderskiej ekstraklasy.
Jesteś kibicem z Górnego Śląska? Dołącz do nas na fejsie! >>

Konderak był jednym z najbardziej utalentowanym chłopaków trenujących w drużynie juniorów młodszych Górnika Zabrze. Kiedy zaczął dostawać propozycje z zagranicznych klubów, zaczął się wahać. Po długich naradach z rodzicami przyjął ofertę holenderskiej drużyny De Graafschap, niewiele wcześniej skończył 16 lat. W drużynie juniorów Konderak jest jedynym obcokrajowcem. Jego klub właśnie awansował do holenderskiej Eredivisie.

Paweł Czado: Warto było wyjechać?

Antoni Konderak: Warto. Teraz wiem, że to była dla mnie najlepsza decyzja. Zdążyłem nauczyć się nowego języka, poznałem nowych ludzi, kontynuuję naukę w szkole. A jako piłkarz nauczyłem się mnóstwa nowych rzeczy, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Chodzi choćby o taktykę. Świadomość taktyczna przyszła dopiero w Holandii, wcześniej w Polsce właściwie o tym nie rozmawialiśmy. Teraz na każdym meczu rozmawiamy z trenerem. Zadaje nam pytania, jak gra przeciwnik, w jakim stylu, jakie elementy wykorzystuje, kto jest u nich wolnym elektronem, jakie ich słabe punkty możemy wykorzystać. Dyskutujemy o tym przed meczem, w przerwie i po meczu. To są konkretne uwagi dotyczące niuansów, a nie motywacja okrzykami, hasłami: "panowie, musicie". Trener bierze tablice i wyjaśnia, jak się przesuwa przeciwnik, a ktoś musi odpowiedzieć na zadane pytanie w związku z meczem. Szkoleniowiec wciąga nas w dyskusje, żebyśmy sami potrafili wysnuwać wnioski. Myślę, że to nas najbardziej rozwija: samodzielne dochodzenie do wniosków, co musimy zrobić, żeby wygrać konkretny mecz. Zawodnik ma większą świadomość nad czym musi pracować, żeby poprawić własną grę. Najważniejsze, że każdy piłkarz wie, czego się od niego oczekuje. Z drugiej strony trener może tylko podpowiedzieć. To zawodnik musi wiedzieć, co ma robić, żeby wygrać mecz. Oprócz tego wykonujemy ogromną pracę nad rozwojem fizycznym, siłą, szybkością. Technikę użytkową ćwiczymy w gierkach w przeróżnych formach.

Skąd pomysł wyjazdu?

- Brałem udział w obozach organizowanych przez holenderską szkółkę Ajaksu w Warszawie [takie imprezy pilnie obserwują skauci różnych klubów, przyp. red.]. Zwrócił na mnie uwagę Remko ten Hoopen, holenderski szkoleniowiec specjalizujący się w trenowaniu młodzieży [były trener juniorów w NEC Nijmegen, przyp.red.]. Rok później, na kolejnym obozie, uznał, że zrobiłem ogromny postęp. "Antek, powinieneś grać w najlepszym klubie w Polsce" - powiedział mi. "Wolę grać za granicą" - odparłem.

W piłkę gram od szóstego roku życia, zaczynałem w Piaście Gliwice. Grałem tam do pierwszej klasy gimnazjum. Potem przeszedłem do Górnika. W Piaście nie było odpowiednich warunków do rozwoju. Działacze postawili warunek, że muszę przejść do klasy sportowej albo odejść. Dla mnie zawsze ważna była nauka, wybrałem więc bardzo dobre gimnazjum w Gliwicach. Trzeba było co prawda liczyć się z dojazdami do Zabrza, ale przy dobrej organizacji wszystko można pogodzić [sport to piękna przygoda, ale trzeba mieć plan na dalsze życie - dopowiada Rafał Konderak, ojciec piłkarza, przysłuchujący się naszej rozmowie. przyp. red.]. W Gliwicach i w Zabrzu grałem na prawym skrzydle, nie zmieniałem pozycji.

Jak to się stało, że trafił pan do De Graafschap?

- Remko ten Hoopen załatwił mi testy tam i w Vitesse Arnhem. Oba kluby mnie chciały.

W Vitesse zaproponowali mi hotelik przy klubie, ale to by było dla mnie zbyt trudne, dodatkowy problem polega na tym, że tam bardzo rzadko korzystają z własnych wychowanków. A w De Graafschap jest na to znacznie większa szansa, poza tym sposób opieki nad młodymi zawodnikami bardziej mi odpowiada. Mieszkam u rodziny zastępczej, która bardzo o mnie dba, świetnie się u nich czuję. Ich syn gra w tym samym klubie, w młodszym roczniku. Szybko nauczyłem się holenderskiego, miałem 14 godzin nauki języka w tygodniu.

Klub dba nie tylko o mnie jako piłkarza, interesuje się także tym co poza boiskiem. Pracownicy klubu sprawdzają moje postępy w nauce (jeśli nie mam dobrych ocen, nie mogę trenować, muszę nadrobić braki), muszę się zdrowo prowadzić, nie mogę swoim zachowaniem przynosić wstydu. Do tego dochodzi praca z dietetykiem, psychologiem sportowym - wszystko jest bardzo profesjonalnie zorganizowane. Całe miasto żyje tym, co dzieje się w De Graafschap [Doetinchem liczy ponad 50 tys. mieszkańców, przyp.red.]. Klub nie jest duży, ale stawia na młodych. Kilku zeszłorocznych juniorów ma seniorskie kontrakty. W meczu decydującym o awansie do ekstraklasy [De Graafschap wygrał w barażach na wyjeździe z Volendam 1:0, przyp.red.] zagrał mój kolega z zespołu juniorów rok starszy Bart Straalman. W całej drużynie jest tylko dwóch cudzoziemców - w pierwszym zespole Węgier [20-letni napastnik Kristopher Vida, przyp. red.] i w drużynie juniorów ja.

Kiedy przyszedłem do De Graafschap, tamtejsi trenerzy zauważyli u mnie potencjał na pozycji numer 2, czyli prawego obrońcy. Tam gra się 4-4-2, ale pomocnicy grają bardzo blisko siebie więc boczni obrońcy mają dużo miejsca do atakowania. To mi się bardzo podoba, więc ze skrzydła przeszedłem na obronę.

Co jest zaskakujące?

- W Polsce unika się ostrej gry na treningach. Gdy dochodzi do ostrego zagrania, trener krzyczy i przerywa trening. W Holandii zachęca się wręcz do walki na całego, bardzo agresywnie i fizycznie, chodzi o stworzenie warunków meczowych. Odpowiada mi to. Lubię męską piłkę.

Urazy? Mamy zapewnioną natychmiastową pomoc klubowych lekarzy i fizjoterapeutów. Dbają on nas bez przerwy, w każdej chwili można się z nimi skonsultować. Zaordynują nam ćwiczenia pomagające zwalczyć uraz, czasami zdecydują, że trzeba przerwać treningi, żeby się wyleczyć, żeby być na sto procent przygotowanym do meczu.

Dotąd grałem w drużynie juniorów, do nowego sezonu będę przygotowywać się już z rezerwami i pierwszą drużyną. Pod koniec sezonu dostaje się z klubu oficjalny list z informacją czy jest się w nim dalej czy nie. Ja jestem! Pierwszy trening odbędzie się 26 czerwca i będzie w nim uczestniczyć 44 zawodników z drużyn seniorskich. O tym w jakich rozgrywkach będę uczestniczył zdecyduje pierwszy trener Jan Vreman.

Jest pan ciągle nastolatkiem. Nie tęskni pan za rodziną?

- Oczywiście, że tęsknię, czasem jest ciężko. Ale jeśli ma się marzenia, trzeba sobie z tym radzić. Mamy XXI wiek, łatwo można utrzymywać kontakt przez telefon, czy przez Skype'a albo przez vibera [coraz popularniejszy bezpłatny komunikator internetowy, przyp. red.]. Uważam, że mamy wystarczająco dużo kontaktu, żeby dalej funkcjonować jako rodzina.

Co dalej?

- Będę walczyć i starać się, żeby trener pierwszej drużyny mnie docenił i dał szansę pokazania się w pierwszej drużynie. Przede wszystkim chcę grać, nie chcę siedzieć na ławce. Jak widać na przykładzie Barta - jest szansa. Dzięki ciężkiej pracy chcę ją wykorzystać i robić co kocham. Moim największym marzeniem jest gra w lidze angielskiej. Zabaleta, Ivanović - klasowi, prawi obrońcy... Podoba mi się tamten styl, bo tam nigdy się nie poddają i zawsze grają dla kibiców.



Antoni Konderak

ur. 22 grudnia 1997

kluby: Piast Gliwice (2003-2010), Górnik Zabrze (2010-2012), De Graafschap (od 2013)



Dla Gazety

Rafał Konderak

ojciec piłkarza

Antek wyjechał parę dni po skończeniu 16 lat. Oczywiście mieliśmy wątpliwości czy powinien jechać. Pierwszy raz proponowano nam przenosiny kiedy Antek miał 14 lat. Po testach rozdzwoniły się telefony z holenderskich klubów, że chcą chłopaka.

Były łzy żony, trudne chwile. Zawiozłem syna do Holandii. Dla mnie najtrudniejszą chwilą było wystawienie jego walizek przed samochód i pożegnanie. Ale gra w tym niedużym, familiarnym klubie to dla Antka wielka szansa. Wielką rolę odgrywa wspaniała holenderska rodzina zajmująca się Antkiem. To opiekuńczy, uczciwi ludzie, którzy świetnie przyjęli u siebie nieznajomego chłopaka. Dlatego jestem spokojny i cieszę się, że Antek spełnia marzenia.

not.pacz