Śląska piłka na półmetku ligi. Wielki Piast, młodzież Ruchu, metamorfoza Podbeskidzia i dramat Górnika

Ekstraklasa osiągnęła półmetek rundy zasadniczej. Przed laty oznaczało to początek zimowej przerwy, ale w obecnych czasach piłkarzy czeka jeszcze w tym roku aż sześć meczów z rundy rewanżowej. To dobra wiadomość dla Piasta, który jest w gazie i pewnie zmierza po pierwszy medal w historii klubu. Odmienne nastroje w Zabrzu, gdzie widmo spadku z ligi zagląda coraz mocniej w oczy 14-krotnego mistrza kraju. Oceńmy aktualny dorobek drużyny z naszego regionu.
Facebook? » | A może Twitter? »


Piast Gliwice - 1 miejsce, 34 punkty

Ogromna niespodzianka, choć tzw. eksperci długo brali ją z przymrużeniem oka. - Jeszcze chwila i Piast wróci na swoje miejsce - wróżyli. Muszą jednak przyznać, że dzisiaj należnym zespołowi Radoslava Latala miejscem jest fotel ekstraklasy. Tak wynika nie tylko z tabeli, ale i wrażenia, jakie gliwiczanie pozostawiają po sobie niemal w każdym spotkaniu. Gliwice doczekały się zespołu praktycznie bez słabszych punktów, za to z kilkoma nazwiskami, które na tle tej ligi wyraźnie się wybijają. Świetną rundę zaliczyli Jakub Szmatuła, Patrik Mraz, Radosław Murawski, Kamil Vacek, Martin Nespor. Zresztą, moglibyśmy tak wymieniać jeszcze dłużej. Inna sprawa, że przy Okrzei rozmów o europejskich pucharach - o mistrzostwie Polski nie wspominając - unikają jak ognia. Ale może to i lepiej? Jak to mówią - ciszej jedziesz, dalej zajedziesz.

Ruch Chorzów - 7 miejsce, 21 punktów

Rok temu o tej porze niebiescy mieli w dorobku tylko jedenaście punktów i chociażby na tym przykładzie widać, że w Chorzowie zanotowano wyraźny progres. Ten wynik budzi szacunek, gdyż osiągnął go zespół, który jest w trakcie poważnej przebudowy. Młoda ekipa, w której coraz więcej znaczą tacy gracze jak Mariusz Stępiński, Martin Konczkowski, Patryk Lipski, Maciej Urbańczyk, czy Kamil Mazek. A przecież piłkarzy koło dwudziestki jest na Cichej znacznie więcej. Stawiamy, że w Chorzowie mają najciekawszy zestaw młodych twarzy w całej lidze.

Trener Waldemar Fornalik umiejętnie poprzetykał do niedoświadczone towarzystwo weteranami, którzy trzymają Ruch w ryzach. Szczególne słowa dla Łukasza Surmy, który jesienią zaliczył 500 mecz w lidze. Surma na pewno nie ma już tyle sił, ani dynamitu w nogach, ale - jak to trafnie zauważył Marek Zieńczuk - na boisku wciąż myśli najszybciej.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - 10 miejsce, 19 punktów

Na przykładzie Podbeskidzia dobrze widać, że zmiana trenera czasami jednak się opłaca. Dariusz Kubicki to nie była postać z bajki o "Góralach". I to było wiadomo już od chwili, gdy w 2013 roku porzucił pracę w Bielsku-Białej na rzecz znacznie bardziej intratnej posady w Nowosybirsku, a potem - po drodze przez Grudziądz - wspaniałomyślnie pod Klimczok wrócił.

Wrócił i kaleczył z drużyną tak, że zęby bolały. Nie potrafił ogarnąć drużyny, która latem przeszła poważną rewolucję kadrową. Zespół odmłodzono, a na dodatek z powodu kontuzji na boisku zabrakło liderów Antona Slobody, Damiana Chmiela czy Bartłomieja Koniecznego. Marsz w kierunku pierwszej ligi zatrzymał nowy trener, czyli Robert Podoliński. Przejął zespół po haniebnym 0:6 z Wisłą Kraków i do końca rundy meczu już nie przegrał. Brawo!

Górnik Zabrze - 16 miejsce, 9 punktów

Opieszałość klubu w trakcie letniego okienka transferowego błyskawicznie przyniosła opłakane skutki. Paradoksalnie, głową zapłacił za nie jednak ten, który o transfery dopominał się najgłośniej, a więc trener Robert Warzycha. Niestety, "efektu nowej miotły" nie było. Pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego zabrzanie nadal zawodzą, a reszta ligi powoli zaczyna im uciekać. Szukanie pozytywów na przyszłość łatwo natomiast nie przychodzi. Obecna kadra jest mocno wiekowa, a sam Ojrzyński przyznaje, że część zawodników nie wytrzymuje trudów spotkań. Co gorsza, Górnik musi zaciskać pasa, zatem o solidne wzmocnienia w trakcie zimowej przerwy łatwo nie będzie. Na szczęście sytuacja nie jest jeszcze beznadziejna, zwłaszcza że w drugiej części sezonu punkty zostaną podzielone. Choć nie zmienia to faktu, że - cytując Ojrzyńskiego - trzeba bić na alarm.