Sport.pl

Ekstraklasa na finiszu. Kto był najlepszym piłkarzem na Śląsku, a kto zawiódł?

Jesienią rozbudzili apetyty, byli jednymi z najlepszych w całej lidze. Dziewięć tegorocznych meczów to już jednak zupełnie inna bajka. Jakby ktoś... ich podmienił. Byli jednak i tacy, którzy wybili się ponad przeciętność. Kto w finałowej fazie sezonu będzie miał najwięcej do udowodnienia?
ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwujesz? >>



Adam Mójta (Podbeskidzie): - Nasz numer jeden na śląskiej ziemi! Lewy obrońca ma w nogach genialną rundę. Dzięki jego bramkom (6) i asystom (8) Podbeskidzie do końca biło się o lepszą ósemkę. - Niektórzy pisali i śmiali się, że Mójta to zawodnik na jedną rundę. A ja chciałbym iść dalej, wykorzystać dobrą formę i wycisnąć ze swojej kariery maksimum - mówił zawodnik, który marzy o grze w Lechu Poznań. Szkoda, że 30-letni gracz nie wystrzelił z formą ciut wcześniej, bo teraz pewnie szykowałby się do wyjazdu na Euro.



Roman Gergel (Górnik Zabrze): - Końcówkę zeszłego roku miał kapitalną. Do historii zabrzańskiego klubu przeszedł meczem z Piastem Gliwice, którego wręcz zdemolował, strzelając mu aż cztery gole. W sumie w czterech ostatnich spotkaniach jesieni trafiał sześciokrotnie. Nic więc dziwnego, że zimą na Roosevelta powodzenie misji pt. "utrzymanie w Ekstraklasie" w dużej mierze uzależniano właśnie od przyszłości Gergela. Ten bowiem miał ponoć szansę na transfer do jednego z krajów azjatyckich. Ostatecznie Słowak w Zabrzu został, choć sprawia wrażenie człowieka, który myślami jest na innym kontynencie. I nie chodzi już nawet o to, że przestał zdobywać gole, ale o całokształt. Gergel zatracił swój błysk w ofensywie, a i przy kilku bramkach rywali powinien zachować się lepiej.



Kamil Mazek (Ruch Chorzów): - Cały czas na krzywej wznoszącej. Nam zaimponował szczególnie po meczu z Legią, gdy trafiony łokciem w oko ledwo widział, łykał tabletki przeciwbólowe, a i tak wychodził na boisko. Pomocnik niebieskich zimą powtarzał, że nie chce już słyszeć o tym, że ma przede wszystkim "szybkie nogi". I to się udało, a kombinacyjne akcje z Mariuszem Stępińskim i Patrykiem Lipskim były znakiem firmowym Ruchu. Szybkie nogi na szczęście też zostały...



Martin Nespor (Piast Gliwice): - Oby bramka z ostatniej kolejki - z meczu z Jagiellonią Białystok - okazała się początkiem jego powrotu do formy z jesieni, bo we wcześniejszych spotkaniach było mu do niej daleko. Nie tylko nie zdobywał goli, ale długimi momentami był po prostu niewidoczny. Jakby zgubił gdzieś tę pewność siebie, z którą jesienią rozpychał się między obrońcami rywali. To dzięki niej tak szybko awansował do absolutnej czołówki ligowych napastników. Jeśli na finiszu sezonu Piast ma nawiązać walkę z Legią Warszawa, Nespor tę pewność siebie musi odzyskać.

Więcej o: