Sport.pl

Bogdan Wenta, czyli cudotwórca w reprezentacji szczypiornistów

Wojciech Osiński
28.10.2005 , aktualizacja: 04.02.2007 11:35
A A A
Na szyi wisiorek z brązowych koralików, dookoła przegubów kolorowe bransoletki, a na głowie jeszcze do niedawna modny irokez. Oto trener reprezentacji Polski w piłce ręcznej, Bogdan Wenta.
Jeśli nawet nie najlepszy, to na pewno najsłynniejszy polski szczypiornista wszech czasów. Jedyny Polak w jakiejkolwiek dyscyplinie, który występował w jednym z najsławniejszych klubów świata - FC Barcelona. - Koraliki to prezent od żony, irokeza już nie noszę, bo ściąłem włosy, a bransoletki nie są przypadkowe. Na jednej jest napisane "Jestem silny", a na drugiej "Christian Berge". To mój kolega z drużyny Flensburga, który zachorował na raka. Sprzedaż tych bransoletek ma pomóc jemu i innym ludziom z nowotworem węzłów chłonnych - tłumaczy Wenta.

Sportowa zbrodnia

W piłkę ręczną zaczął grać, bo był... chory. - Moim marzeniem zawsze była gra w piłkę nożną, ale miałem problemy ze zdrowiem i dostałem roczny zakaz uprawiania sportu - mówi Wenta. Kiedy zajął się szczypiorniakiem, był tak dobry, że już w wieku 19 lat został powołany do dorosłej reprezentacji, prowadzonej przez Zygfryda Kuchtę. A wtedy w zespole rządziły takie tuzy, jak Szymczak, Kałuziński, Klempel czy Panas.

Od zawsze grał w Wybrzeżu. - To była szkoła życia. Do Marka Panasa czy Jurka Nowaka trzeba było mówić "proszę pana". Dopiero kiedy zostałem powołany do reprezentacji, starsi gracze zaprosili mnie na piwo i od tej pory mogłem do nich mówić po imieniu - wspomina Wenta.

Wielkim dramatem, i to nie tylko sportowym, był dla Wenty bojkot igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 1984 r. Miał wtedy 21 lat, a Polska - chyba najsilniejszy zespół w historii. Tuż przed igrzyskami Polacy odebrali nominacje olimpijskie. - Boże, jak ja się cieszyłem na te igrzyska. Razem ze Zbyszkiem Plechociem spaliśmy w tych olimpijskich dresach. Cieszyliśmy się jak dzieci. I wtedy, tuż przed wyjazdem przyjechał na nasz obóz do Zakopanego jakiś aparatczyk i powiedział, że nigdzie nie pojedziemy. Wieczorem miał być jeszcze trening, ale trener Kuchta powiedział, że możemy iść do knajpy i się upić - mówi Wenta.

Pod koniec lat 80. Wenta postanowił wyjechać za granicę. - Myślałem o Niemczech. Kiedy okazało się, że działacze chcą mnie sprzedać do Hiszpanii, przeżyłem szok. Z drugiej strony niezbyt ważne było już dla mnie dokąd, byle wyjechać. Pamiętam, że byłem sprzedawany tego samego dnia co Dariusz Dziekanowski. Jego sprawa trwała 10 minut, ja siedziałem w urzędzie cztery godziny - wspomina Wenta. Hiszpanie zapłacili za niego 90 tys. dolarów.

Barcelona - spełnienie marzeń

W ten sposób Wenta został pierwszym w historii Polakiem w hiszpańskiej ekstraklasie. Trafił do klubu Elgorriaga Bidasoa w miasteczku Irun tuż nad Zatoką Biskajską. Nie był to wielki, ale solidny klub, który dwa lata wcześniej zdobył mistrzostwo Hiszpanii. Wówczas hiszpańskie drużyny mogły zatrudniać tylko dwóch obcokrajowców. Partnerem Wenty był Alfred Gislason, obecnie trener SC Magdeburg, w którym grają podopieczni Wenty z reprezentacji Polski Grzegorz Tkaczyk i Karol Bielecki.

Przez dwa lata Polak i Islandczyk byli wybierani najlepszą parą obcokrajowców, a Wenta - dwa razy najlepszym zawodnikiem ligi. - Za pierwszym razem dostałem pół kilo srebra, za drugim pół kilo złota, za trzecim miało być pół kilo platyny, ale byłem drugi - śmieje się Wenta. Baskowie szybko zaakceptowali Polaka. I to nie tylko dzięki umiejętnościom, ale przede wszystkim waleczności.

W Irun spędził cztery lata, do 1993 r. Klub chciał jeszcze przedłużyć umowę, ale Wenta już w 1991 r. z dwuletnim wyprzedzeniem podpisał kontrakt z Barceloną. - Przejście do Barcelony było dla mnie spełnieniem wszystkich marzeń, choć muszę przyznać, że finansowo dostałem niewiele więcej niż w Irun. Ale Barcelona to był inny świat. Bo ten klub co roku musiał zdobyć jakiś tytuł. Tam nie istnieje słowo "porażka" - mówi.

O ile Irun to była mimo wszystko prowincja, o tyle Barcelona była pępkiem piłkarskiego świata. I to zarówno ręcznego, jak i nożnego. - Z piłkarzy najlepiej znaliśmy się z Christo Stoiczkowem, który często bywał na naszych meczach. Sympatycznie rozmawiało się też z Laudrupem, Guardiolą, Koemanem - wspomina Wenta, jedyny Polak, którego zdjęcie wisi w muzeum Barcelony. Nic jednak dziwnego, bo do dzisiaj jest wymieniony jako jeden z najlepszych zawodników w historii ligi hiszpańskiej. W ciągu dwóch lat w Barcelonie Wenta dwukrotnie zdobył Puchar Zdobywców Pucharów. Mógł zostać w Barcelonie jeszcze rok, ale wahał się. - Miałem już 32 lata. Bałem się, że potem nikt mnie nie będzie chciał. Dlatego z kilku ofert wybrałem Nettelstedt, bo choć nie należeli do potentatów, to zaproponowali pieniądze większe nawet niż w Barcelonie. Wtedy Bundesliga zaczęła rosnąć w siłę, pojawiła się w niej duża kasa - wspomina.

Niemiecki paszport

W 1996 r. zgodził się przyjąć niemieckie obywatelstwo. Nettelstedt chciało zatrudnić gracza ze Wschodu, a Wenta blokował miejsce. - Pochodzę z Pomorza, a tam chyba każdy ma jakieś związki z Niemcami. Oczywiście, że miałem rozterki. Tym bardziej że ja nie przyjąłem podwójnego obywatelstwa, tylko zmieniłem polskie na niemieckie. Tak mi to wytłumaczono w ambasadzie. Teraz nie mam polskiego paszportu. To była trudna decyzja, ale musiałem ją podjąć. Urodziło mi się dziecko, chciałem pozostać w Niemczech - mówi. Kiedy Wenta opowiada o kwestiach obywatelstwa widać, że tamta sprawa go uwiera, że bycie Niemcem nie jest dla niego powodem do dumy. - Zawsze czułem się Polakiem. Nigdy nie zapomnę, skąd się wywodzę. To, że teraz jestem trenerem reprezentacji Polski, jest dla mnie powrotem do korzeni, a jednocześnie próbą zwrócenia czegoś temu krajowi, odwdzięczenia się za to, co tu zyskałem - mówi.

Mimo 34 lat Wenta wciąż był w świetnej formie i kwestią czasu pozostawał jego debiut w niemieckiej reprezentacji. - Od razu zapowiedziałem, że nigdy nie zagram przeciwko Polsce - mówi. Okazję do spełnienia obietnicy miał bardzo szybko. Mecze Niemcy - Polska w eliminacjach do MŚ w Japonii Wenta oglądał z boku.

Z polską reprezentacją Bogdan Wenta większych sukcesów nie osiągnął, za to w ciągu czterech lat występów w kadrze Niemiec zdążył zdobyć brązowy medal ME, piąte miejsce MŚ i również piąte na igrzyskach w Sydney. - Gdyby w 1984 r. ktoś powiedział mi, że na igrzyska pojadę za 16 lat i zagram w barwach Niemiec, to bym go wyśmiał - kręci głową Wenta, jakby sam nie wierzył w to, jak potoczyło się jego życie.

Z piłkarza - trener

W Nettelstedt to miała być emerytura. Nieoczekiwanie zgłosił się jednak drugi klub Bundesligi Flensburg-Handewitt. Do 37-latka! Wenta tak dobrze zaaklimatyzował się pod duńską granicą, że pracuje tam do dziś, już jako asystent pierwszego trenera. Ostatni mecz w Bundeslidze rozegrał jeszcze w zeszłym sezonie, w wieku 42 lat.

To właśnie we Flensburgu Wenta-piłkarz zmienił się w Wentę-trenera. - Prowadziłem rezerwy, będąc jednocześnie asystentem trenera Rassmusena przy pierwszym zespole - mówi. Z rezerwami awansował do II ligi, ale jesienią zespół zdobył tylko 14 pkt i Wencie podziękowano. O tym, żeby zostać trenerem polskiej reprezentacji Wenta pierwszy raz pomyślał podczas ME w Słowenii w 2004 r. - Oglądałem mecze naszej drużyny, ale w pewnym momencie tak się wściekłem na ten zespół, że wyłączyłem telewizor, bo już nie mogłem patrzeć. Oglądając inne drużyny, widziało się jakiś sens ich gry. U naszych nie było nic - opowiada Wenta.

Zanim oficjalnie zgłosił swoją kandydaturę, zrobił rozeznanie wśród najważniejszych zawodników grających za granicą. Wszyscy bardzo zapalili się do tego pomysłu. Takim poparciem graczy nie cieszył się ani poprzedni selekcjoner Bogdan Zajączkowski, ani rywal Wenty do stanowiska Bogdan Kowalczyk.

Ale Wenta, to co innego. Zawodnicy są w niego wpatrzeni jak w obrazek. Dla większości to idol z lat dziecięcych. Dla niego grają w reprezentacji za darmo, w kiepskim sprzęcie, znoszą puste obietnice prezesa i dopłacają do przejazdów. Piłkarze szanują i cenią Wentę za jego osiągnięcia, wiedzą, że jest jednym z nich. Zresztą trener już na początku zlikwidował zbędne bariery, pozwalając graczom mówić do siebie po imieniu. Za Kowalczyka czy Zajączkowskiego to byłoby nie do pomyślenia. Wenta nie musi budować autorytetu krzykiem, karami czy zakazami. Zawodnikom na zgrupowaniach wolno napić się piwa lub zapalić papierosa. - Ufam tym chłopakom, ale kiedy pracujemy, to każdy daje z siebie maksa. Gdybym zobaczył, że ktoś się obija, to taki gracz szybko pożegnałby się z drużyną - mówi Wenta. A zawodnicy odpłacają mu za zaufanie dobrą grą. - Wenta to superfacet i supertrener. Odkąd przyjeżdżam na kadrę, jeszcze nigdy nie było tak dobrej atmosfery jak teraz - mówi Grzegorz Tkaczyk, kapitan i lider reprezentacji, która w pierwszych eliminacjach pod wodzą Wenty do ME wyeliminowała słynnych Szwedów.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

LOTTO Ekstraklasa 2017/18

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lech Poznań 10 18 15-6 5 3 2
2 Górnik Zabrze 9 16 20-13 4 4 1
3 Zagłębie Lubin 9 16 14-7 4 4 1
4 Legia Warszawa 9 16 12-9 5 1 3
5 Śląsk Wrocław 10 16 14-12 4 4 2
6 Wisła Kraków 9 16 12-12 5 1 3
7 Jagiellonia Białystok 9 15 13-12 4 3 2
8 Sandecja 9 14 9-8 4 2 3
9 Arka Gdynia 10 14 9-10 3 5 2
10 Korona Kielce 9 11 10-11 3 2 4
11 Wisła Płock 9 11 8-12 3 2 4
12 Lechia Gdańsk 9 10 13-13 2 4 3
13 Pogoń Szczecin 9 8 8-12 2 2 5
14 Piast Gliwice 10 8 9-17 2 2 6
15 Cracovia Kraków 9 6 10-16 1 3 5
16 Bruk-Bet Termalica 9 5 6-12 1 2 6

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa