Zimowi olimpijczycy z krajów bez śniegu i lodu

W pierwszych zimowych igrzyskach olimpijskich, które tak naprawdę igrzyskami* nie były, wystartowali zawodnicy z szesnastu państw. Cztery lata temu olimpijczycy reprezentowali 77 krajów. W Turynie może być ich już z górą osiemdziesiąt.
W Turynie zadebiutują prawdopodobnie olimpijczycy z Iraku i Wysp Bahama.

Snowboardzista z archipelagu

Bahamy to archipelag na Morzu Karaibskim. Nawet w środku zimy można się kąpać w oceanie i opalać. W świecie sportu Bahamy znane są z dobrych sprinterek, które sięgały już po medale letnich igrzysk olimpijskich. Teraz karaibski archipelag ma szansę na sukcesy w zimie dzięki... kanadyjskiemu snowboardziście Kory'emu Wrightowi.

Wright urodził się w Nassau - stolicy Bahamów. Jego ojcem jest Bahamczyk, matką Kanadyjka. Wyjechał z "ojczyzny", gdy był jeszcze niemowlęciem. Gdy jednak władze z karaibskich wysp odkryły w nim rodaka, zaproponowały "pomoc w realizacji jego olimpijskich marzeń" - jak określił to ambasador Philip Smith.

Wright jest całkiem niezłym snowboardzistą. Ma 20 lat i brązowy medal mistrzostw świata juniorów z ubiegłego sezonu. Bahamy mógłby reprezentować nie tylko na tych igrzyskach, ale także na kolejnych. Smith dowiedział się o nim z lokalnej gazety, gdy Wright zajął trzecie miejsce w zawodach w halfpipe w Kanadzie.

Kanadyjczyk jest otwarty na propozycję z Bahamów, choć jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji. - Nie chcę jeszcze palić za sobą żadnych mostów. Najpierw chcę usłyszeć, co mają mi do zaoferowania.

Smith ma nadzieję, że występ Wrighta na igrzyskach obudzi zainteresowanie sportami zimowymi na wyspach i dzięki temu rząd wybuduje pierwsze w kraju kryte lodowisko.

- Jeśli w Dubaju znajduje się stok narciarski pod dachem, to wszystko jest możliwe - mówi ambasador.

Irakijczyk w rynnie

Irak chce reprezentować w Turynie Faisal Faisal. Irakijczyk zakochał się w najbardziej niebezpiecznej zimowej dyscyplinie - skeletonie (zawodnicy pędzą ponad 100 km/h, leżąc na sankach głową do przodu). 25-letni student trenuje na co dzień w Niemczech. Tylko dzięki wsparciu tamtejszego związku bobslejowego (DBSV) ma szansę na olimpijski start. Irakijczyk ćwiczy, ile tylko może na torze w Altenbergu. W styczniu czekają go bowiem tutaj kwalifikacje, w których czołowa ósemka wywalczy prawo startu w igrzyskach.

- Do tego czasu będę znał tu każdy centymetr toru - mówi Faisal Faisal.

W mało popularnych dyscyplinach sportu, takich jak skeleton czy saneczkarstwo, kwalifikacje dla egzotycznych sportowców wprowadzono po ich wyczynach w Salt Lake City. Wenezuelska saneczkarka Iginia Boccalandro leżała wtedy w czterech z sześciu treningowych przejazdów i omal nie trafiła do szpitala. - Po trzech upadkach mówiłem Iginie, żeby nie jechała. Ale uparła się. I co gorsza, zapowiedziała, że wystartuje w zawodach - wspominał wolontariusz Drake Self.

Bilans startu Wenezuelki to ucięty palec, kontuzja nogi, ale jej samej nic się nie stało mimo upadku, po którym szlifowała lodową rynnę przez kilkanaście metrów. Palec stracił wolontariusz, który próbował złapać pędzące samotnie sanki, a kolano stłukł człowiek dobrej woli, który udzielał pomocy Wenezuelce.

Australijskie medale

Brak lodu i śniegu nie musi jednak oznaczać wyzbycia się olimpijskich sukcesów. Reprezentanci Australii w historii zimowych igrzysk zdobyli dwa razy więcej złotych medali niż olimpijczycy z kraju w dorzeczu Odry i Wisły, gdzie śnieg pada kilkadziesiąt razy do roku, a na nartach jeździ 3 miliony ludzi.

Jeden z dwóch złotych medali dla Australii zdobyła Alisa Camplin, specjalistka od skoków akrobatycznych. Po zwycięstwie w Salt Lake City przyznała się, że tak naprawdę to nawet nie umie dobrze jeździć na nartach. Zresztą nie musiała nic mówić, gdy po zawodach miała zjechać z niewielkiej górki, by dostać się na konferencję prasową, przewróciła się i zgniotła pamiątkowy bukiet, który dostała podczas dekoracji.

- Narty przypięłam do nóg dopiero w wieku 19 lat - usprawiedliwiała się 28-letnia wtedy narciarka, która swoje ewolucje ćwiczyła, lądując w... brudnym stawie. - Woda pokryta jest rzęsą i różnymi odpadkami - opowiadała po olimpijskim sukcesie. - Ostatnio wpuściliśmy do stawu ryby, żeby zjadły panoszące się tam pijawki.

Przyznała zresztą, że była bliska rezygnacji ze sportu. - Powiedziałam sobie, że jeśli jeszcze raz będę miała wstrząs mózgu, dam sobie spokój. Dziewięć razy w zupełności wystarczy.

Drugie złoto dla Australii zdobył Steven Bradbury. Startował w short tracku. W finałowym wyścigu na 1000 metrów jechał daleko za czołówką, ale wszyscy wyprzedzający go rywale powypadali z toru.

Karaibski Puchar

Najpopularniejszą w tropiku dyscypliną zimową sportu były bobsleje. Już podczas igrzysk w Calgary w 1988 r. oglądaliśmy niecodzienną rywalizację o nieoficjalny Puchar Karaibski między Jamajką, Wyspami Dziewiczymi USA i Antylami Holenderskimi. Cztery lata temu rywalizację krajów bez śniegu wygrała w dwójkach Jamajka (w sumie 28. miejsce), a w czwórkach - Brazylia (27.).

Osiem i cztery lata temu egzotyczną rywalizację bobsleistów przyćmili jednak narciarze. Wszystko dzięki byłemu lekkoatlecie Philipowi Boitowi, który w Nagano zajął ostatnie miejsce na 10 km. Do pierwszego Bjoerna Daelhie stracił blisko 20 minut. I tak niewiele, gdy porówna się jego wyczyny ze startującym 6 lat wcześniej Marokańczykiem Faissalem Cherrudim. Ten stracił do zwycięzcy 43 minuty i potem specjalnie dla niego trzeba było złamać przepisy. Dzień po biegu na 10 km odbywała się bowiem rywalizacja w biegu łączonym. Zawodnicy startowali w kolejności według miejsce z poprzedniego dnia i w odstępach czasowych według uzyskanych wtedy wyników. Gdyby Cherrudi wystartował 43 min po pierwszym zawodniku, zawaliłby się harmonogram transmisji telewizyjnych. Po mężczyznach miały bowiem rywalizować kobiety. Marokańczyk wystartował więc 20 min wcześniej niż powinien. Dobiegł do mety 52 min po ostatnim zawodniku - swoim rodaku Mohamedzie Oubahim.

W Nagano, gdy Boit wbiegł wreszcie na metę, ukończenia zawodów pogratulował mu sam zwycięzca Bjoern Daehlie. Z jeszcze cieplejszymi wyrazami uznania spotkał się w 1992 r. Kostarykańczyk Alejandro Preinfalle Lavagni. Gdy ukończył slalom, na swoich ramionach ponieśli go złoty medalista Norweg Finn Christian Jagge i srebrny Włoch Alberto Tomba. Kostarykańczyk zjeżdżał tak ostrożnie, że jeden przejazd zajął mu prawie dwie minuty i 20 sekund. Jak sprawdzili potem dziennikarze, szybciej można było pokonać trasę podchodząc pod górę.

Według olimpijskich przepisów na zimowych igrzyskach mogą być obecne tylko sporty, w których rywalizuje się na lodzie lub śniegu. Dobrze, że to samo ograniczenie nie dotyczy obecnych tam państw. Inaczej białe olimpiady straciłyby wiele ze swojego uroku.

* W 1924 r. w Chamonix odbyły się zawody pod nazwą Tydzień Sportów Zimowych, dopiero potem uznano je za pierwsze zimowe igrzyska olimpijskie.