Nie będę oglądać tych igrzysk!

Mecze trzeciej ligi piłkarskiej bywają ciekawsze od igrzysk zimowych. Olimpiada w Turynie to będzie danie niestrawne, nawet w niewielkich porcjach.
Relacje na żywo przez 24 godziny na dobę. Setki reporterów na stokach, przy skoczniach oraz w łyżwiarskich halach. Już 10 lutego rozpoczną się igrzyska olimpijskie w Turynie, które tak naprawdę mało kogo obchodzą. Komu więc potrzebne są ponaddwutygodniowe zmagania olimpijczyków? Odpowiadam z pełną odpowiedzialnością za słowa - organizatorom, sportowcom oraz w pierwszej kolejności - sponsorom.

Nie mam złudzeń

Oczywiście można zawsze przywołać patriotyzm, który dziesięć lat temu w Atlancie kazał nam skakać ze szczęścia po sukcesach dżudoków i zapaśników. Jeżeli jednak spodziewamy się wyczynów naszych zawodników na arenach Turynu, to pozbądźmy się wszelkich złudzeń. Polscy sportowcy od lat nie liczą się w walce o czołowe lokaty w zimowych sportach, a dwa medale zdobyte przez Adama Małysza na ostatnich igrzyskach w Salt Lake City to wyjątek potwierdzający regułę. Dwa razy więcej zdobyli olimpijczycy z Australii, czyli z kraju, w którym nie pada śnieg. Dla większości naszych sportowców wyjazd na olimpiadę to przyjemna wycieczka na koszt PKOL-u (czytaj podatnika). Nieoczekiwanie wyjątkiem może być snowboard. Wielka, życiowa pasja rodziny Ligockich oraz determinacja (od lat) Jagny Marczułajtis spowodowały, że nieoczekiwanie staliśmy się snowboardowym potentatem! I tak naprawdę tylko w tych konkurencjach możemy spodziewać się pozytywnych emocji.

W przeciwieństwie do bobslejów. Polscy bobsleiści bowiem nie mają nawet... boba żeby się nim ścigać. Podczas zawodów w niemieckim Koenigssee musieli pożyczyć go od Rosjan, których ostatecznie wyprzedzili i zajęli 13. miejsce. To ich największy dotychczasowy sukces. W Polsce nie ma również sztucznego toru bobslejowego i aby móc normalnie trenować, zawodnicy muszą jeździć do Czech. W Nagano zajęli 22. miejsce, podczas gdy wesoła załoga egzotycznej Jamajki, traktowani z przymrużeniem oka "Reggae Boys", 21. - Oni mieli lepszy sprzęt od nas - skarżył się nasz hamulcowy (a tak, jest taka oficjalna pozycja w bobie) Tomasz Gatka.

Niestrawne danie

21 mln 833 tys. zł - tyle kosztowały przygotowania polskich sportowców do startu w ostatnich zimowych igrzyskach w Salt Lake City (30 mln obecnie). Czy to były zmarnowane pieniądze? Jedynie Małysz i Marczułajtis (4. w snowboardzie) nie przynieśli nam wstydu. Szczegółowo - przygotowania bobsleistów kosztowały milion złotych, a efektem była słabiutka 18. pozycja. Walory sportowe można więc ocenić jednoznacznie. A walory artystyczne? Równie nisko, bo umówmy się - kto z własnej, nieprzymuszonej woli poświęci wolny czas na oglądanie bobslejów, curlingu albo skeletonu?

Zimowe igrzyska olimpijskie to impreza niszowa, której na siłę próbuję się nadać charakter masowego, wielkiego wydarzenia. A tymczasem pozostaje daniem wyjątkowo niestrawnym, nawet w niewielkich porcjach. Dlatego właśnie skazana jest na coraz większą marginalizację i brak zainteresowania u szerokiego odbiorcy.

Na szczęście nie będą to dwa tygodnie stracone. Na szczęście będę mógł zrobić właściwy użytek z pilota i przełączyć na mecze ligi piłkarskich w Europie oraz wielkie starcie Chelsea z Barceloną w Champions League. Nawet gdybym musiał przełączyć na trzecią ligę polską - zrobiłbym to bez wahania. A zimowe igrzyska zostawiam innym.

Czy zgadzasz się z red. Marcinem Harasimowiczem?