Pan Kazimierz wszech czasów

Piłka jest okrągła, bramki są dwie, a Kazimierz Górski tylko jeden. Podchodzi zakapior z mordem wymalowanym na twarzy, cały w tatuażach. I w te słowa: - Panie trenerze, chciałbym uścisnąć szanowną rękę. Jak pana zespół odnosił sukcesy na olimpiadach i mistrzostwach świata, ja 15-letni wyrok we Wronkach kiwałem. Górski pyta: - A jak pan się nazywasz? - We Wronkach wołali na mnie Cycek. - No to, panie Cycku, bardzo proszę. Niech pan już więcej nie kiwa, niech pan lepiej na mecze chodzi.
Forum - zapal świeczkę

Czasy się zmieniają, tylko pan Kazimierz się nie zmienia. Twórca największych sukcesów reprezentacji Polski nadal mieszka w klitce przy Madalińskiego w Warszawie. Tu wiedzie skromne życie. Otulony pledem siedzi w fotelu wsparty o balkonik, który pomaga mu chodzić. Z jego słynnych bon-motów, które przeszły do legendy, jak: "Futbol to gra, w której można wygrać, przegrać lub zremisować" albo "Piłka jest okrągła, a bramki są dwie", najnowszy brzmi niestety: "Zdrowie? zdrowie już było". Nadal ciepły i życzliwy dla wszystkich.

- Pan Kazimierz ma dewizę, że "jak zapraszają, to jadę". Nikomu nie odmawia, bez względu na rangę spotkania, choćby chodziło o małą wiejską salkę. A chcą go wszyscy i wszędzie, jakby od sukcesów jego drużyny nie minęło ponad 30 lat! - opowiada prezes PZPN Michał Listkiewicz. - Kiedy on był prezesem, a ja sekretarzem związku, zrobił ze mnie swego kamerdynera. Przemierzyliśmy tysiące kilometrów. Do dziś gdzie się pojawi, wzbudza emocje - jak w dniu powrotu z mundialu w Niemczech, kiedy na ulice Warszawy wyszło tylko trochę mniej narodu niż podczas pielgrzymek Papieża.

W tył zwrot i zakopać

- W Zambrowie na środku miasta wjechaliśmy samochodem w tłum ludzi wychodzących z jakiejś uroczystości. Zobaczyli na tylnym siedzeniu Kazia i mówią: - Albo do nas wyjdzie, albo przewrócimy samochód na dach. Zaczęli kołysać. Kazio wyszedł, to go zaciągnęli do restauracji. Właściciel knajpy powiedział, że wmuruje tablicę upamiętniającą jego wizytę - wspomina Jerzy Piekarzewski z Polonii Warszawa.

- Podobne wspomnienia pan Kazimierz ma prawie z każdej miejscowości z Polski - śmieje się Listkiewicz. - Stanęliśmy na obiad w Sierpcu i zbiegł się dziki tłum po autografy, ale trener poprosił, żeby najpierw dali mu zjeść. Na straży stanęło na ochotnika paru lekko zawianych, których strach byłoby spotkać w ciemnej ulicy.

Nagle gdzieś znikli. Wracają z wielkim bukietem kwiatów, z których sterczą korzenie z ziemią. I w te słowa: "Panie Kaziu, nie stać nas na kupne kwiaty. Ale dla naszego ukochanego trenera wyrwaliśmy sprzed samego prezydium Rady Narodowej. Najlepsze, jakie były!". A pan Kazimierz na to: "Panowie, w tył zwrot i zakopać mi to z powrotem, bo jeszcze będą kłopoty".

Na rynku w Kazimierzu Górskim

Jaką siłę rażenia miały sukcesy reprezentacji na mistrzostwach świata w 1974 roku, opowiada Janusz Zaorski, reżyser "Piłkarskiego pokera", w którym Kazimierz Górski zagrał zresztą mały epizod. - W 1975 z Romanem Kłosowskim spotkaliśmy w pociągu pana Kazimierza. Też nie miał miejsca, ale konduktor zaprosił nas do przedziału służbowego. I jak na dobrego pracownika PKP przystało, na widok wielkiego trenera od razu wyciągnął butelkę wódki. Tak się poznaliśmy.

Mogłem mu wtedy opowiedzieć, jak rok wcześniej kręciłem "Awans" według książki Redlińskiego w Kazimierzu nad Wisłą. Akurat trwały "Dni Kazimierza Dolnego". Zrobiliśmy dowcip i na transparencie przy wjeździe zamalowaliśmy "Dolny", dopisując "Górski". Ale było nam mało. Udaliśmy się całą ekipą do władz miejskich z petycją, że chcemy zmienić nazwę miasta z Kazimierz Dolny na Kazimierz Górski. Z pokerowymi twarzami, żadnych głupich uśmiechów. Podlaliśmy wszystko urzędową nowomową, że to oddolna inicjatywa mas w reakcji na sukcesy polskiej jedenastki, że społeczeństwo PRL czeka. Urzędnik zbaraniał, ale sprawę potraktował ze śmiertelną powagą. Na sztywnych nogach petycję przyjął, obiecał przekazać wyżej i dać odpowiedź.

Koniec pewnej grypsery

- Ta anegdota o Cycku to cały pan Kazimierz. On ma właśnie taki stosunek do życia: każdy może zbłądzić, ale każdemu trzeba dać szansę. Nikogo nie skreśla - mówi Listkiewicz. - Wiele razy bywaliśmy na spotkaniach w więzieniach. Raz w Warszawie na Służewcu podchodzi niemłody już więzień i mówi, że ma jeszcze 15 lat do odsiedzenia, ale czy jak wyjdzie, pan Kazimierz nie pomógłby mu załapać się do jakiejś drużyny. A Górski na to: "To jest mój telefon. Jak pan wyjdziesz, coś dla pana wykombinujemy".

Po roku przyszedł list od wychowawcy więziennego. Pisał, że ten twardy kryminalista przestał grypsować, zadbał o siebie, stał się wzorem do naśladowania. Bo co dzień powtarza, że jak wyjdzie z więzienia, pan Górski pomoże mu znów grać w piłkę.

Człowiek, który źle życzył Górskiemu

Wydaje się to niemożliwe, a jednak był ktoś, kto w 1974 roku nie tylko nie kibicował jedenastce Górskiego, ale wręcz w każdym meczu Polski trzymał kciuki za rywali. Nawet, a zwłaszcza z Niemcami! To senator Platformy Obywatelskiej Stefan Niesiołowski, który od czerwca 1970 roku odsiadywał czteroletni wyrok za próbę wysadzenia w powietrze muzeum Lenina w Poroninie.

- Życzyłem Polsce porażki, bo wiedziałem, że komuniści wykorzystają sukces dla umocnienia władzy.Tak samo jak dziś na Białorusi przez Łukaszenkę. Jako emigrant wewnętrzny i antykomunista traktowałem władzę ludową jako całkowicie obcą i okupacyjną - tłumaczy. - Ponieważ jednak siedziałem w Barczewie z kryminalistami, musiałem się pilnować podczas transmisji. Ale zwierzyłem się z wątpliwości kilku światlejszym i w cały więzieniu rozgorzał spór, czy to zwycięża Polska Ludowa, czy po prostu "nasi piłkarze".

Ten sam spór rozgorzał podczas mundialu w Hiszpanii w 1982 roku. - Internowany byłem już wtedy z elitą intelektualną, więc mogliśmy bez strachu dyskutować. Z jednej strony wiadomo było, że jak Polska wygra, sukces umocni generała Jaruzelskiego i jego WRON-ę. Ale w meczu z ZSRR chciałem, żeby Polska wygrała, bo choć to był mecz komunistów z komunistami, to jak trzymać kciuki za kacapów? Nieżyjący już Jacek Berezin nawoływał, że to nie żadne kacapy, ale "Święta Ruś", a Geremek, Mazowiecki i Drawicz bardzo się z tego śmiali.

- Mundial w Niemczech kojarzy mi się z wielkim zawodem z jeszcze jednego powodu - dodaje Niesiołowski. - Podczas jednej z transmisji, zdaje się, że meczu z Brazylią, wśród radosnych okrzyków i wrzawy nagle w głośnikach zabrzmiał komunikat strażnika więziennego. Ogłoszono, że amnestia będzie o wiele mniejsza, niż się spodziewano. I nagle podczas tej radosnej transmisji w całym więzieniu zapadła lodowata cisza...

Żyrandol przewodniczącego

Niesiołowski spotkał się z Górskim w 1991 roku. Był wiceprezesem Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, a legendarny trener startował na senatora z listy ZChN. - Może i lepiej, że pan Kazimierz nie dostał się do parlamentu. Nie nadkruszyło to jego legendy. Mam marną opinię o sportowcach parlamentarzystach, wystarczy zresztą spojrzeć na dokonania tych, którzy się dostali. Są żałosne - mówi Niesiołowski.

Niepowodzenie nie zniechęciło Górskiego. W 1993 roku znalazł się na liście Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Ta nie zebrała jednak wymaganej liczby podpisów i tuż przed wyborami została wchłonięta przez Samoobronę Andrzeja Leppera. - Ogromnie go cenię, toteż dałem mu miejsce w pierwszej dziesiątce listy krajowej. Sam trenowałem boks, zapasy i zdobywałem medale na spartakiadach szkół rolniczych - wspomina przewodniczący Samoobrony. - Przy pierwszym spotkaniu opowiedziałem Górskiemu, jak Domarski strzelił gola na Wembley, z kolegą z technikum rolniczego chwyciliśmy z radości za nogi stołu i... roztrzaskaliśmy żyrandol. Niestety, to był pierwszy start Samoobrony i wówczas jeszcze nie weszliśmy do parlamentu.

Nawalanka, panie Misiu

- Najbardziej niesamowite w panu Kazimierzu jest to, że mimo statusu kultowego nie zmienił się ani na jotę. Nadal niezwykle skromny, ciepły, pełen wiary w człowieka - mówi Andrzej Strejlau, były trener reprezentacji Polski.

- Pan Kazimierz nie tylko nigdy nie miał samochodu, ale nawet nie zrobił prawa jazdy. Jak był prezesem PZPN, jeździł do pracy autobusem 125. Raz przyjeżdża rozbawiony i opowiada, że stał sobie z tyłu, ale trzy panie w "wieku trolejbusowym" rozpoznały go i na cały głos mówią: "O, zobaczcie, to ten znany trener Górski. Pewnie się upił i mu prawo jazdy zabrali" - opowiada Listkiewicz. - Pan Kazimierz miał w notesie rozkład jazdy i przez całe lata kończył pracę słowami: "Przepraszam, muszę iść, bo za dwie minuty mam autobus spod SPATIF-u". Trener jest niezwykle punktualny. Jak zdarzało mi się spóźnić dwie czy trzy minuty, zawsze witał mnie słowami: "No, panie Misiu, nawalanka". To jego ulubione słowo - dodaje prezes PZPN.

A im kapie na głowę...

Andrzej Zientara, kolega z boiska, który zna Górskiego od ponad 50 lat, opowiada, że legendarny trener do tego stopnia nie dba o własne sprawy, że nawet na pierwszą randkę z przyszłą żoną umówił się... przez kolegów. - Koszarował w barakach na Łazienkowskiej, a pani Maria z Czerniakowa często się tamtędy przechadzała. Kazio strasznie był nieśmiały. Wysłał więc pani Marii delegację złożoną z trzech piłkarzy, którzy jej oznajmili, że jeden zawodnik chciałby ją zaprosić na kawę - mówi Zientara.

Były szef CWKS Legia Warszawa płk Edward Potorejko wspominał, że w 1948 roku Górski zamieszkał ze świeżo poślubioną żoną w kawalerce z przeciekającym dachem. Miesiąc miodowy, a im woda leje się prosto do łóżka. Przesuwali to łóżko z kąta w kąt, podstawiali miednice i garnki. Górskiemu przez myśl nie przeszło prosić o nowe mieszkanie. Po roku pani Maria wywalczyła od Legii pokój w częściowo zburzonym domu przy stadionie.

Orzeł dla twórcy Orłów

- Pamiętam mój szok, jak w 1999 roku pan Kazimierz pokazał mi odcinek emerytury. Dostawał 1240 zł! Pomyślałem, że żyjemy w złym kraju. PZPN nie robi z tego szumu, ale pomaga mu finansowo, bo dużo pochłania leczenie. Ale też to jest psi obowiązek PZPN - mówi prezes Listkiewicz.

- Na 85. urodziny kupiliśmy mu dobry sprzęt grający, bo ten jego stary jest przedpotopowy. I każdy w związku znosi jakieś fajne płyty CD - dodaje prezes, pokazując "Piosenki przedwojennego Lwowa".

Wszystkim przyjaciołom pana Kazimierza marzy się jednak ten najwspanialszy prezent - Order Orła Białego.

- W 2000 roku pan Kazimierz otrzymał od FIFA najwyższy order za zasługi. Na ceremonię do Zurychu przybyli Franz Beckenbauer, Bobby Charlton, Michel Platini i Johan Cruyff. Oni wiedzą, jak wielki to człowiek - mówi Listkiewicz. - Odznaczeń ma zresztą mnóstwo. Jest doktorem honoris causa kilku uczelni. Ze świata sportu pan Kazimierz najbardziej zasługuje na Order Orła Białego. Bo jak nie on, to kto?

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 19 39 30-17 11 6 2
2 Legia Warszawa 19 36 31-18 10 6 3
3 Jagiellonia Białystok 19 32 33-28 9 5 5
4 Lech Poznań 19 30 31-23 9 3 7
5 Piast Gliwice 19 30 26-22 8 6 5
6 Korona Kielce 19 30 25-23 8 6 5
7 Wisła Kraków 19 29 33-28 8 5 6
8 Pogoń Szczecin 19 28 26-23 8 4 7
9 Arka Gdynia 19 24 27-25 6 6 7
10 Zagłębie Lubin 19 24 30-30 7 3 9
11 Cracovia Kraków 19 24 18-20 6 6 7
12 Miedź Legnica 19 20 21-35 5 5 9
13 Wisła Płock 19 19 27-34 4 7 8
14 Śląsk Wrocław 19 18 26-28 4 6 9
15 Górnik Zabrze 19 17 23-33 3 8 8
16 Zagłębie Sosnowiec 19 12 22-42 2 6 11

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa