Abolicja w polskiej piłce. Nikt się nie przyznał

Do piątku piłkarskie kluby mogły przyznać się do udziału w korupcji i ustawianiu meczów, a PZPN miał zastosować abolicję i darowałby kary. Nie zgłosił się nikt
Jacek Kryszczuk, przedstawiciel Wydziału Dyscypliny PZPN wyznaczony do kontaktów z policją i prokuraturą, nie jest zaskoczony. - Gdy w lecie policja dokonywała zatrzymań, na całe środowisko padł blady strach. Wielu ludzi panicznie się bało, że będę następnymi, którzy trafią do aresztu - tłumaczy Kryszczuk. - Później strach minął, ale nikt nie chce przyznać się do korupcji, bo się wstydzi. Myślę, że gdyby policja zatrzymywała nowe osoby, ktoś na pewno ujawniłby stare korupcyjne grzechy.

Od maja prokuratorzy postawili kilkunastu osobom zarzuty korupcji w sporcie. Uchwałę o abolicji podjął w grudniu walny zjazd PZPN, po tym jak Piotr Dziurowicz ujawnił w "Gazecie" przypadki korupcji w polskiej lidze. - Raczej nie wierzę, że nie było więcej afer niż te, które ujawniły media i nasze śledztwo. Zadziałała naturalna obawa, że jeśli nawet PZPN zastosuje abolicję i nie ukarze żadnego klubu, prokuratura już tak nie postąpi i rozpocznie kolejne dochodzenie - mówi prokurator Krzysztof Grzeszczak. Śledztwo trwa.

Do tej pory sankcje PZPN dotknęły tylko drugoligowy Piast Gliwice. Odebrano mu 10 pkt i ukarano 100 tys. zł grzywny. PZPN nigdy konkretnie nie wyjaśnił, dlaczego sankcje dotknęły tylko Piasta Gliwice, a innych nie. Od lutego trwa proces, w którym prokurator Tadeusz Potoka oskarża byłych zawodników Polaru Wrocław, Zagłębia Lubin i Śląska Wrocław. - Mam nadzieję, że w najbliższych tygodniach coś się wydarzy. I strach w środowisku piłkarskim znów wróci - kończy prokurator Krzysztof Grzeszczak.



Listkiewicz: Niech Tomaszewski działa

Artur Brzozowski: Wie Pan, ile klubów, korzystając z abolicji, ujawniło swój udział w korupcyjnych aferach?

Michał Listkiewicz, prezes PZPN: - Nie wiem, ale to nie do mnie pytanie. Niech pan zadzwoni do przewodniczącego Komisji Etyki Janka Tomaszewskiego, bo oni mieli się zajmować abolicją.

Ale przecież 10 stycznia PZPN rozwiązał Komisję Etyki. Jan Tomaszewski mówi, że do nich nikt się nie zgłosił.

- Aha. Do nas też nikt.

- Jest Pan tym zaskoczony?

- No, może trochę. Są dwa wytłumaczenia. Albo ci wszyscy, którzy mówili, że skala nieprawidłowości i korupcji w naszym futbolu jest tak ogromna, że włos się jeży na głowie, są w błędzie, albo ludzie przyczaili się i czekają, aż to wszystko przyschnie. Wolałbym, aby ta pierwsza teoria była prawdziwa. Przecież w polityce też cały czas mówi się o tajemniczym "układzie", stoliku i sitwie, wszyscy wszystkich o coś podejrzewają, ale konkretnych dowodów nie przedstawiono.

W aferze piłkarskiej zatrzymano kilkanaście osób i postawiono im zarzuty.

- Jednak na razie poza sprawą Polaru Wrocław innego aktu oskarżenia nie ma. Co PZPN ma zrobić z sędzią Z., który był aresztowany i został przez nas bezterminowo zawieszony? Z. na razie nie został uznany za winnego, a sędziować nie może. To dla nas problem, bo co się stanie, jeśli kiedyś zgłosi się do związku i będzie domagał się odszkodowania za niesłuszne zawieszenie go w prawach arbitra piłkarskiego? Wiem, że panowie Strejlau i Kryszczuk mają dowiadywać się w prokuraturze, jak wygląda jego sprawa i jak mamy z nim postępować. Podaję tylko przykład sędziego Z., ale F. już nie, bo jego historia wygląda zupełnie inaczej [został aresztowany, gdy podczas policyjnej prowokacji wziął łapówkę za ustawienie meczu].

Myśli Pan, że przedstawiciele klubów, które mogłyby być zamieszane w korupcję, nie zgłosiły się do PZPN, bo co im po piłkarskiej abolicji związku, jeśli prokuratura i tak wszczęłaby przeciwko nim śledztwo?

- Pewnie tak mogło być. Tu się z panem całkowicie zgadzam.

Tomaszewski twierdzi, że fiasko abolicji to wina Pana i prezydium PZPN, które rozwiązało Komisję Etyki. Zapewnia, że on namówiłby pewne kluby do przyznania się do udziału w korupcji.

- Nie sądzę, aby Tomaszewski miał taki autorytet, żeby ludzie zgłaszali się do niego jak do księdza na spowiedź. On też grał w piłkę i w środowisku krąży parę historii o meczach, w których brał udział.

Tomaszewski twierdzi, że udałoby mu się namówić działaczy Zagłębia Lubin do ujawnienia prawdy o udziale tego klubu w aferze korupcyjnej.

- Jeśli tak, to mogę Jana Tomaszewskiego osobiście wydelegować jako pełnomocnika prezesa PZPN, żeby to zrobił. Wystawię mu list uwierzytelniający, niech działa i namawia kluby do ujawniania afer.

Więcej o: