Sport.pl

Chlebem i solą witają kadrę w Barsinghausen

Najpierw były lekkie gwizdy, okrzyk "Gdzie jest Franek", a potem "Hej czy nie wiecie, Paweł Janas najlepszy jest na świecie" - trzy tysiące kibiców powitało w środę reprezentantów na treningu w Barsinghausen.
Pierwszy trening Polaków w Barsinghausen

Kiedy rzecznik prasowy kadry Michał Olszański wyczytywał po kolei nazwiska kadrowiczów, największe owacje, pisk i krzyki powitały Euzebiusza Smolarka i Jacka Krzynówka. I już było jasne, że kibice, którzy stawili się na maleńkim obiekcie, są w zdecydowanej większości z Hanoweru. - Witam wszystkich kibiców. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z naszych występów. My też, jako zespół, liczymy na wasz doping - powiedział fanom selekcjoner, który został przyjęty z mieszanymi uczuciami, ale potem skandowano jego nazwisko.

Trening, a właściwie rozruch, nie różnił się (jeśli chodzi o tempo) od tego, w jakim rozgrywany był wtorkowy mecz z Kolumbią. Sennie było na trybunach, kibiców rozruszał dopiero rzecznik Olszański. "Serdecznie witamy. Może dzisiaj się z nami przywitacie" - taki napis wywiesili kibice. Piłkarze, których witało w nocy z wtorku na środę około 200 osób, szybko poszli do hotelu. Z fanami porozmawiali chwilę Paweł Janas i wiceprezes PZPN Henryk Apostel. Kadra została przywitana chlebem i solą.

Zajęcia dla tych, którzy grali przez większą część meczu z Kolumbią, nie trwały nawet godziny. Zakończyła je gra w dziada, pozostali strzelali na bramkę i mieli grę na skróconym polu gry. A potem były już tylko autografy i dyskusja z kibicami. Tematy - różne. Wszystko obserwował Andrzej Grajewski, były udziałowiec Widzewa, który pomagał zorganizować zgrupowanie. - Za Engela był piach, teraz będzie sukces. Jak się uczciwie i pozytywnie myśli, to tak być musi. Nie mówię, że Engel był nieuczciwy, ale ludzie wokół niego. Polska potrzebuje sukcesu, za długo czekamy - przekonywał człowiek uznany kiedyś przez PZPN za persona non grata.

W piątek rano odrzutowym czarterem polecą do Polski na uroczystości pogrzebowe Kazimierza Górskiego wiceprezes Apostel, trener Janas i kapitan Jacek Bąk. Wrócą tego samego dnia z prezesem Listkiewiczem i sekretarzem generalnym Zdzisławem Kręciną. Dziś Polacy trenują dwa razy, w piątek raz, a w sobotę mecz z Chorwacją w Wolfsburgu.

Mówią Polacy

Paweł Janas : Na szczęście nie ma kontuzji. W środę wieczorem analizowaliśmy mecz z Kolumbią. Wyciągnęliśmy nie tylko złe, ale i dobre rzeczy. Zawodnicy dobrze się wyspali i wrócili do formy fizycznej. Nad psychiczną jeszcze popracujemy. Z Kuszczakiem rozmawiam codziennie, jest mocny psychicznie.

Jacek Bąk : Za wesoło nie jest po tej porażce. Graliśmy źle przez większą część meczu. Trzeba wiele zmienić, bo Ekwador zagra podobnie do Kolumbii. Brakowało walki i zawziętości. Spokoju. Byliśmy wolniejsi, ale jest czas, by nadrobić te zaległości. Szybkość na pewno poprawimy. Mamy tutaj inną grupę niż w Korei. Słabszą chyba. Więc mam nadzieję, że zrobimy krok do przodu w porównaniu z poprzednim mundialem i zagramy więcej niż trzy mecze.

Maciej Żurawski : Forma? Do ciasta (śmiech). Żartuję. Nie ma co płakać. Nikt nie lubi przegrywać. Ani my, ani kibice. Szwajcarskie zgrupowanie dało się we znaki. Popracowaliśmy tam nad wytrzymałością i nie ma co się denerwować. Przygotowywaliśmy się tam do turnieju, a nie do sezonu, więc zmęczenie szybko odpuści. Mam nadzieję, że wygramy z Ekwadorem, a poprawa stylu będzie już w sobotnim meczu z Chorwacją. Jestem za bardzo doświadczonym graczem, żebym znowu przejmował się tym, że nie strzeliłem gola. Od soboty gorączka mundialowa będzie rosła, a w głowach będzie tylko Ekwador.

not. rb