Żurawski: Nie mogę trafić w bramkę

- Na treningach jest kiepsko. Nie mogę trafić w bramkę. Może uda się w piątek z Ekwadorem - mówi napastnik Celticu Glasgow, Maciej Żurawski, który w meczu z Chorwacją zagrał po raz 50. w reprezentacji
Robert Błoński: Ile goli Pan strzeli Ekwadorowi?

Maciej Żurawski: - Nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle strzelę.

Jak z Pana skutecznością na treningach?

- Kiepsko. Poważnie! Nie mogę trafić w bramkę. Walę po bandach. Nie wiem, czy to dobry omen...

Jeśli w dziesięciu meczach eliminacji strzelił Pan siedem goli, to w mundialowej grupie wypada strzelić przynajmniej dwa w trzech meczach.

- Fajnie się teoretyzuje, ale ciężko wykonać. Ostatnio nie strzeliłem gola w kilku meczach, może uda się w najbliższym spotkaniu? Obyśmy każdy mecz wygrali tutaj różnicą jednej bramki, a ja jak każdy napastnik chciałbym te gole zdobywać.

Ale morale wzrosło po sobotniej wygranej?

- Każda wygrana powoduje uśmiech na twarzy, ale ta akurat przyszła w najbardziej odpowiednim momencie. Uważam, że z Ekwadorem zagramy jeszcze lepiej.

Jesteście na fali wznoszącej?

- Mecz dodał nam pewności. Uwierzyliśmy w siebie.

A z czego wynikały te niecelne podania?

- Trzeba zapytać Mirka Szymkowiaka, on podejmował złe decyzje. Nie wiem, dlaczego mu się nie udawało.

Jak się Pan czuje po "pięćdziesiątce"?

- Czuję ją w kościach. Chciałbym mieć więcej bramek w kadrze, ale jest się z czego cieszyć. Zaczyna się jednak fajny okres w reprezentacji po tej "pięćdziesiątce". Zaczynają się mecze o punkty MŚ.

Który z tych 50 meczów był najlepszy?

- Chyba ten z Anglią w Chorzowie... Mam go pamięci, bo strzeliłem pięknego gola. Ale przegraliśmy.

Jest Pan jednym z najbardziej doświadczonych graczy, czuje Pan większą presję?

- Każdy mecz wywołuje stres, ale nie strach. Nie wolno się bać przeciwników. Od lat gram w klubach, które walczyły tylko o mistrzostwo kraju. Więc presja była ze mną na co dzień. Oczy kibiców zwrócone są najbardziej na Żurawskiego, ale umiem sobie radzić. Presja nawet mi pomaga.

W którym ustawieniu czuje się Pan na boisku lepiej: 4-4-2 czy 4-5-1?

- Do każdego umiem się przystosować. W tym drugim, którym zagraliśmy przeciwko Chorwacji i dopiero od niedawna je ćwiczymy, zdecydowanie bardziej odpowiedzialną rolę mają boczni pomocnicy. Często muszą spełniać rolę napastników.

Przyzwyczaja się Pan do gry za napastnikiem?

- Z wiekiem mam się cofać na boisku? Zadatki na grę w drugiej linii miałem zawsze, ale zmiany w tym momencie są moim zdaniem niewskazane. Czuję się napastnikiem, chcę strzelać gole, choć najważniejsza jest drużyna. Gdybym na mundialu miał zdobyć złote medale i nie zdobyć żadnej bramki, chętnie zamieniłbym na tytuł wszystkie zdobyte tutaj gole.

W kadrze jak w Celticu musi Pan sporo biegać...

- Więc mogłem się przyzwyczaić. W ogóle mi to nie przeszkadza. Tym bardziej że czuję się dobrze. Transfer do Glasgow, zmiana otoczenia wpłynęły na mnie pozytywnie. Ale nie jest powiedziane, że w 4-5-1 zagramy w piątek z Ekwadorem.

Cel minimum?

- Dla drużyny? Wyjście z grupy. Potem zobaczymy. Przez wrodzoną skromność nie będę mówił, że zostanę gwiazdą.

Z którym napastnikiem gra się Panu najlepiej?

- Nieważne z kim, ważne, żeby skutecznie. A z kim stworzę najgroźniejszy duet, okaże się po mistrzostwach.

Podejdzie Pan do karnego?

- Jasne.

Za trzy dni mecz z Ekwadorem. Czy widzi Pan, że jest - tak jak i cała drużyna - w lepszej dyspozycji niż cztery lata temu przed spotkaniem z Koreą?

- Nie pamiętam, jak się wtedy czułem. Złe momenty szybko wylatują mi z głowy. Ale dobrze, że nie musimy jak w Azji czekać z wyjściem na boisko do ostatniego dnia.

Ekwadorczycy kłócą się o pieniądze... Najlepszy napastnik Delgado ponoć jest skłócony z trenerem Suarezem.

- Nie przywiązujmy do tego wagi, nie powinniśmy mówić: "Tam się źle dzieje, bądźmy spokojni o wynik, bo oni będą słabiej grać". Tak nie podejdziemy do tego meczu.

Pana faworyt na mundialu?

- Brazylia. Zawsze nim była i jest.