Kapitan musi krytykować. Ballack vs. Klinsmann.

- Nie wyobrażam sobie, żeby miało mnie zabraknąć w spotkaniu z Kostaryką. Dokucza mi stłuczona łydka. Nasi lekarze robią wszystko, żeby uporać się z tym problemem na czas. Zostało jeszcze parę dni, mam nadzieję, że zdążą. Ale ja już teraz czuję się gotowy do gry - mówi kapitan reprezentacji Niemiec, Michael Ballack.
Michał Pol: Nie trenował Pan w poniedziałek, a we wtorek tylko w hali, bez piłki. Całe Niemcy zadają sobie pytanie, czy zagra Pan w meczu otwarcia mundialu?

Michael Ballack: Nie wyobrażam sobie, żeby miało mnie zabraknąć w spotkaniu z Kostaryką. Dokucza mi stłuczona łydka. Po meczu z Kolumbią zrobił się krwawy guz, który w sobotę się rozrósł. Nasi lekarze robią wszystko, żeby uporać się z tym problemem na czas. Zostało jeszcze parę dni, mam nadzieję, że zdążą. Ale ja już teraz czuję się gotowy do gry.

Gracie przed własną publicznością, która oczekuje od Was zwycięstwa. To wielka presja. Jak tak młody i niedoświadczony zespół, jak reprezentacja Niemiec, radzi sobie z tymi oczekiwaniami?

- Dobrze, bo nasze własne oczekiwania też są wielkie. Ponieważ ja sam przeszedłem przez podobną presję już cztery lata temu w Japonii i Korei, mówię kolegom, jak sobie z nią radzić. Najlepiej ten stres wykorzystać pozytywnie, przełożyć go na swoją grę, na to, co można dać drużynie.

Po meczu z Japonią skrytykował Pan publicznie trenera Klinsmanna za to, że zbyt wiele uwagi poświęca grze ofensywnej, a za mało defensywnej. Czy po wygranym 3:0 spotkaniu z Kolumbią jest Pan już usatysfakcjonowany?

- Tak, widać było, że zrobiliśmy postępy. Obrońcy grali uważniej, a pomocnicy wspomagali ich. Uważam, że solidna obrona to podstawa. Jeśli jest dobrze poukładana i funkcjonuje bez zarzutu, łatwiej atakować i stosować pressing. To dobrze, że z meczu na mecz poprawiamy błędy i gramy coraz lepiej, choć oczywiście teraz zaczną się spotkania zupełnie innego kalibru niż to z Kolumbią.

Trener Klinsmann nie obraził się na Pana za tę krytykę?

- Nie, bo dużo ze sobą rozmawiamy. To chyba normalne, że jako kapitan zabieram głos. A po meczu z Japonią musiałem przemówić, bo sprawy szły w złym kierunku.

W ataku niemieckiej drużyny grają urodzeni w Polsce Miroslav Klose i Łukasz Podolski, którzy podczas meczu wołają do siebie w naszym języku. Czy i Pan zna trochę polski, żeby lepiej komunikować się z nimi?

- Nie, nie znam ani słowa. Rozmawiamy ze sobą po niemiecku. Choć urodzili się w Polsce, to myślą na boisku po niemiecku. Nasza komunikacja funkcjonuje dobrze, a oni obaj są w doskonałej formie, oby w turnieju przełożyło się to na gole. "Miro" miał świetny sezon z Werderem, został najlepszym strzelcem Bundesligi. "Poldi" jest jeszcze bardzo młody, ale już ma na koncie świetne występy w kadrze, jak choćby w Pucharze Konfederacji przed rokiem. Jestem pewien, że nie gorzej wypadnie na mistrzostwach świata.

Nikt nie bierze pod uwagę sytuacji, w której Niemcy nie przechodzą do drugiej rundy. Na kogo wolałby Pan tam trafić: Anglię, Szwecję czy Paragwaj?

- Najmocniejsza wydaje się Anglia. Od lat gra tym samym, bardzo sprawdzonym systemem. Anglicy to dla mnie - obok Brazylii, Włoch i Argentyny - główni faworyci turnieju. W ich ojczyźnie też jest ogromna presja dobrego wyniku, zobaczymy, jak piłkarze ją wytrzymają. Niemniej z Anglią najlepiej byłoby spotkać się jak najpóźniej.

Drugi trener Niemiec Joachim Loew ujawnił, że w ramach przygotowań do meczów grupowych macie pogadanki nie tylko o grze rywali, ale także o historii, kulturze tych krajów i obyczajach ich mieszkańców. To w czymś Wam pomaga?

- Właśnie wczoraj rozmawialiśmy o Kostaryce. Służy to lepszemu poznaniu mentalności naszych rywali. Łatwiej nam pojąć taktykę, styl gry rywali i różne inne piłkarskie drobnostki. Przy okazji poznajemy zupełnie inną kulturę i to jest bardzo interesujące. O silnych i słabych stronach Kostaryki oraz o tym, jak zachowują się poszczególni piłkarze, będziemy rozmawiać dzisiaj. Ale i tak najważniejsze jest, żebyśmy zdawali sobie sprawę z silnych stron nas samych, bo to one przesądzą o wynikach meczów.