Totalna ściema - Janasa sposób na kadrę

?Moim życiowym marzeniem było zdobycie zwycięskiej bramki dla Polski w finale mistrzostw świata? - mówi Donald Tusk. Doskonale go rozumiem. Gdzie smutnej polityce do futbolowej radości. Sam zawsze zazdrościłem piłkarzom. Zazdrościłem do przyjazdu do Niemiec...
Każdy wie, jak wygląda twarz człowieka, którego nie ma. Czasem się nawet odezwie, ale myślami jest daleko. Zapytany odpowiada z nutą pretensji w głosie. Nie wiem, ilu takich ludzi jest teraz w Niemczech, ale jednym z nich jest na pewno Paweł Janas. I to, zdaje się, stan zaraźliwy, bo podobnie wygląda wielu ludzi z jego otoczenia.

Trener nigdy nie był mówcą, a wywiady akceptował jak konieczne zło. 13 maja jedna z gazet opublikowała rozmowę z nim pod intrygującym hasłem: "selekcjoner szczery do bólu". Janas ogłosił, że stawia na Frankowskiego. Dwa dni wystarczyły, by zmienił zdanie i nie wziął "Franka" na mundial. Zaskoczeni byli nawet jego asystenci.

Nie, w ogóle nie będę się spierał: słusznie czy nie. Chcę tylko dać przykład, jak Janas przywiązany jest do słów przekazywanych mediom, a przez nie kibicom. "Totalna ściema" - pisze w swojej książce Jerzy Dudek o konferencjach prasowych przed ważnymi meczami. Dudka w Barsinghausen co prawda nie ma, ale te słowa jak ulał pasują do spotkań z jego kolegami z kadry.

Gdzie więc szukać prawdy o polskich piłkarzach, by przekazać ją fanom? Rzecz jasna, w meczach i na treningach. Na razie wszystkie zajęcia są jednak zamknięte (można co najwyżej obejrzeć rozgrzewkę podczas pierwszego kwadransa), a wtorkowy sparing był już tajny od pierwszej do ostatniej minuty. Wyszedł po nim prezes PZPN i zakomunikował z kartki, kto zdobył dla Polski 12 bramek. "Smolarek - cztery" - wyczytał, a przecież chwilę wcześniej Ebi przemknął przed nami do autokaru z marsową miną. Natychmiast przypomniał mi się wywiad, który robiłem z nim kilka miesięcy temu. Smolarek mówił, że mundial to dla piłkarza największe święto i trzeba się umieć nim cieszyć. Ściema totalna?

Zaczynamy już nawet żartować, że w piątkowym meczu z Ekwadorem otwarty dla publiczności będzie tylko kwadrans. Na razie jednak te mistrzostwa kojarzą mi się z wielkimi kotarami zaciąganymi przy boiskach, gdzie trenują Polscy. "Coś się stało?" - pytała mnie jedna z Polek mieszkających w Niemczech 20 lat. Przyjechała z Hanoweru, by zobaczyć młodych rodaków, dostała nawet autograf spoza krat, ale gdy pytała, czy może obejrzeć trening, nikt na nią nawet nie spojrzał.

W takiej atmosferze Polacy szykują się do walki o wyjście z grupy. W takim nastroju chcą spełniać marzenia milionów kibiców. Syndrom oblężonej twierdzy pogłębia się z dnia na dzień, z własnej i nieprzymuszonej woli selekcjonera. Dość mają już nawet piłkarze, którzy w środę uprosili szefa, by pozwolił wejść chociaż na czas rozgrzewki grupie fanów, która nadciągnęła z Polski. Janas ustąpił. A może wpadło mu do głowy, że tych wielkich tajemnic, które szykuje na mistrzostwa, i tak nie da się już długo utrzymać.

Tymczasem za górami, za lasami, choć wcale nie tak daleko od Barsinghausen, trenują Brazylijczycy. Oni nie przyjechali po wyjście z grupy F, przybyli do Niemiec po mistrzostwo świata. Każdy ich trening jest otwarty, a na trybuny przychodzi po 25 tys. ludzi. Hulanki i swawole. Asystent Janasa Edward Klejndinst tłumaczy, że gdy polscy piłkarze będą grali jak Brazylijczycy, to on i selekcjoner też nie będą mieli nic do ukrycia...

Czy w atmosferze fiesty i samby można poważnie pracować? Są dwie szkoły. Do tej samej co Brazylijczyk Carlos Alberto Parreira należy Luis Suarez. Według relacji świadków trener Ekwadoru nawet podczas treningu potrafi rozdawać autografy. Nie chowa siebie ani piłkarzy, tylko szeroko śmieje się do świata.

Która z dwóch szkół weźmie górę, przekonamy się już w piątek. Jeśli presja, którą wytworzył wokół drużyny Janas, wywoła w piłkarzach sportową złość i poprowadzi ich do zwycięstwa nad Ekwadorem, a potem do 1/8 finału, kamienne miny, "totalna ściema" i to całe ukrywanie się przed światem uznane zostaną za zagrywkę genialną. A jeżeli nie? Jeśli napięcie psychicznie spali Polaków, nie zazdroszczę nikomu wspomnień z 18. turnieju o mistrzostwo świata.