Stec: Czym różni się Trynidad od Tobago?

Takie pytanie zadałem w centrum Dortmundu człowiekowi, który był od stóp do głów czerwono-czarno-biały, jego dredy sięgały niemal pasa, a w trakcie rozmowy gibał się na wszystkie strony, choć wcale nie zamierzał odejść. Czekał na metro.
Z tłumu wcale się nie wyróżniał, bo Trynidad i Tobago nie tylko nazwę ma dziwną - kibice, którzy przyjechali z Karaibów na mundial, poruszają się wyłącznie krokiem tanecznym (w rytm muzyki soca, stąd pseudo reprezentacji - Soca Warriors), a śmieją wyłącznie od ucha do ucha, bez przerwy, i wszyscy co do jednego. Słowem, sprawiają wrażenie wybitnych oryginałów, potwierdzając wszystkie stereotypy o karaibskiej mentalności "sex and beach".

Nie dowierzałem, że zapytanemu na imię po prostu John. Zwykły John z kraju, w którego reprezentacyjnej bramce stoi Shaka Hislop? Ale licho wie, może u nich imię "John" to dziwoląg. W końcu ze Szwecją zagrało dwóch piłkarzy, którzy "John" mają na nazwisko. A rezerwowy bramkarz to Kelvin Jack.

- Czym się różni Trynidad od Tobago? Ha, stary, to proste! - wyśpiewał John. - Tobago jest malutkie, mieszka tam kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a Trynidad jest duży, mieszka tam milion ludzi. Na Tobago wszyscy są bardziej wyluzowani, a na Trynidadzie więcej pracują. Ja jestem z Tobago.

W tym momencie wtrącili się kumple Johna. Uznali, że nie wyjaśnia wszystkiego precyzyjnie. - My mamy lepsze plaże - wychrypiał jeden z nich. Potem mówili już chórem.

A piłkarze są skąd? Więcej jest Trynidadczyków czy Tobagończyków?

Zawahali się. - Dwight Yorke (najsłynniejszy piłkarz tego kraju, były gwiazdor Manchesteru Utd - red.) urodził się na Tobago. Tak, tyle wiemy na pewno. A inni? Chyba z Trynidadu. W końcu Trynidad jest większy.

Dopytałem u dziennikarzy. - Tak, Dwight jest z Tobagończykiem - potwierdził Aldwyn McGill. - Ale poza nim stamtąd jest jeszcze tylko Cyd Gray. Dwóch, Shaka Hislop i Chris Birchall, urodziło się w Anglii. Reszta to Trynidadczycy. Na Trinidadzie się pracuje, wszyscy myślą o pieniądzach, to takie małe USA - uszczegółowił Aldwyn, Trynidadczyk.

Dwie godziny później jego ziomkowie mocno się napocili, ale wyrwali punkt Szwecji.

I pewnie nie mieli pojęcia, że w XVII wieku Tobago należało do Polski. A precyzyjniej, tak jak lubią Trynidadczycy i Tobagończycy - do księstwa kurlandzkiego, czyli lennika ówczesnych władców Rzeczypospolitej.