Brazylia grała na 60 procent i wygrała

Mundial można uznać za otwarty - pierwszy mecz rozegrała Brazylia, którą większość kibiców chce zatrzymać na piłkarskim tronie. Pokonała Chorwację i od razu ustanowiła rekord mistrzostw świata - ?Canarinhos? wygrali na nich po raz ósmy z rzędu.
Wideo - najważniejsze akcje meczu według FIFAworldcup.com

Relacja z czuba. Wietrzyliśmy niespodziankę

W 43. min słabo grający dotąd Kaka wspaniałym strzałem z 25 metrów pokonał Stipe Pletikosę i Brazylia zwyciężyła na inaugurację drogi po szósty tytuł mistrzowski. W środę już nikt nie będzie nawet pamiętał, że wygrana przyszła bardzo ciężko, że zespół nie zachwycił, a Chorwaci byli dla największej z potęg równym rywalem. Równym albo chwilami lepszym. Dlatego w końcówce meczu na trybunach tańczyli fani Chorwacji, którzy byli bardziej zadowoleni z formy zespołu niż Brazylijczycy. Nam pozostaje pytanie: jak to możliwe, że ten Dado Prszo, który tyle nerwów naszarpał mistrzom świata, jest w lidze szkockiej mniejszą gwiazdą niż Maciej Żurawski?

Trener Chorwatów Zlatko Kranjczar poprosił fanów już przed grą, by wybaczyli jego drużynie porażkę i nie robili z niej tragedii. I tragedii nie ma, choć jego zespół zasłużył na więcej niż 0 pkt.

Ale wracając do Brazylii - pozostawiła wrażenie mętne, a kilku jej graczy wręcz kiepskie. Tak jak w Madrycie, tak i w Berlinie piłkarza Realu Ronaldo pożegnały gwizdy. Za to, że przez 69 minut stał na boisku. Jak będzie z silniejszymi rywalami - Włochami czy Argentyną? Na razie nikt sobie tym głowy nie łamie.

Trener Carlos Alberto Parreira prosił przed meczem, żeby nie oczekiwać, że jego drużyna zagra z Chorwatami na sto procent możliwości. - Musimy mądrze gospodarować siłami. Turniej jest długi. Najpierw musimy wpaść w rytm, rozkręcić się. Tak jak w 1994, 1998 czy 2002 roku. Zamierzamy wygrać wszystkie siedem meczów na mundialu, ale na Chorwatów musi nam wystarczyć 60-procentowy potencjał - stwierdził trener "Canarinhos".

Popyt na zwycięstwo dzieli fanów przeciwnych drużyn, popyt na piękno ich łączy. Brazylijczycy są najlepszym przykładem. Zanim Ronaldinho, Kaka, Ronaldo i Adriano pierwszy raz kopnęli w Niemczech piłkę, świat już ogłosił ich tymi, którzy mają ocalić futbol od mechanizacji. Fani chcą, by był spektaklem tworzonym przez wirtuozów, a nie odtworzonym koncertem perfekcyjnej maszyny.

Na każdy trening Brazylii przychodzą tłumy, kibice chodzący w kanarkowych koszulkach mówią wszystkimi językami świata, bo kto żyw i kocha piękno, jest za Brazylią. Docenianie kunsztu taktycznego to wyższa szkoła jazdy, zachwyt nad bajeczną techniką faceta z zębami na wierzchu i w kucyku jest czymś naturalnym i prostym. Zwłaszcza, że obojętni wobec hipnotycznych sztuczek Ronaldinho nie mogą być ani ci, którzy pierwszy raz poszli na stadion, ani ci, którzy na piłce zjedli zęby. W tym przypadku są zgodni - geniusz. Tyle że we wtorek tego nie potwierdził.

Brazylijscy dziennikarze byli przed meczem z Chorwacją sceptyczni. - Wszyscy jeszcze przed mundialem wciskają Brazylii Puchar Świata, a ona wcale nie gra w najsilniejszym składzie. Ronaldo bez formy, Ronaldinho słabiej gra w kadrze niż w Barcelonie, a najlepszy obecnie brazylijski zawodnik Alex został w domu - opowiadał Ulisses Iarochinski, korespondent dziennika "O Estado do Sao Paolo".

Fernando Duarte z dziennika "O Globo" opowiadał, że wraz z pierwszym występem "Canarinhos" także 185 mln Brazylijczyków wstrzymało na chwilę oddech. Szkoły skończyły lekcje wcześniej, urzędy, banki, a nawet szpitale i komisariaty skróciły pracę o dwie godziny, żeby każdy zdążył dojechać do domu. - To lepsze, niż żeby miliony ludzi przedkładało lipne zwolnienie czy wymawiało się chorobą dziecka. Futbol ma swoje prawa. Każdy Brazylijczyk chce przeżyć każdą sekundę z drogi naszej drużyny po szóste mistrzostwo świata - wyjaśnił. Tak samo myślą i dziennikarze, którzy akredytowali się w Niemczech - na listę oczekujących na bilet na mecz Brazylia - Chorwacja zapisało się aż 600. To absolutny rekord.

Za sprawą Brazylii mają paść także inne rekordy. Cafu ma być mistrzem świata po raz trzeci i wyrównać osiągnięcie Pele. Trzy razy mistrzem byłby też Ronaldo, ale w 1994 roku w USA był w ekipie, tyle że nie zagrał wtedy nawet minuty. Już jednak w meczu z Chorwacją mógł pobić rekord 14 goli zdobytych na mundialu należący do Niemca Gerda Muellera. Brakuje mu tylko dwóch bramek. Tylko i aż, bo we wtorek pokazał, że w Realu nie przypadkiem gra słabo. Jest po prostu w katastrofalnej formie i chyba tylko legendarne nazwisko sprawia, że Parreira wystawia go w pierwszym składzie.

Liczby Brazylii

5

Od tylu meczów "Canarinhos" nie stracili bramki

7

Od mundialu w Hiszpanii w 1982 roku Brazylijczycy wygrali wszystkie swoje pierwsze spotkania na mistrzostwach świata

11

Od 11 meczów zawodnicy Parreiry nie przegrali (ostatni raz z Meksykiem podczas ubiegłorocznego Pucharu Konfederacji)

Najlepszym piłkarzem meczu Brazylia - Chorwacja był...