W Holandii każdy chce być gwiazdą

Holendrzy znów się kłócą, bo każdy chce być gwiazdą. Interweniuje nawet legendarny Johan Cruyff
A jednak Marco van Bastenowi też się nie udało. Trener pomarańczowych usunął z reprezentacji wiele sław, z Seedorfem, Davidsem i Makaayem na czele, by zbudować ją od zera i wreszcie ugasić nieustające konflikty, które wybuchały na niemal każdej imprezie rangi mistrzowskiej począwszy od lat 70., kiedy medale przynosił jej słynny futbol totalny. A to piłkarze kręcili nosami na taktykę, a to kadrowicze z Ajaksu Amsterdam nie przepadali za tymi z PSV Eindhoven, a to biali nie lubili się z czarnymi. Każdy powód był dobry, by rozpętać awanturę. Albo wywołać bójkę.

Teraz poszło o Arjena Robbena, bohatera meczu z Serbią i Czarnogórą. Skrzydłowy Chelsea strzelił zwycięskiego gola, wykonywanymi na pełnej szybkości dryblingami co rusz zawracał rywalom w głowach, ale w powszechnej opinii grał zbyt egoistycznie.

Biegający po drugiej flance Robin van Persie ma jednak pretensje do... całej drużyny. Jego zdaniem koledzy prawie zawsze posyłali piłkę w kierunku Robbena, a ten nie chciał jej za żadne skarby nikomu oddać. - Jest chciwy. Wybiera rozwiązania dobre przede wszystkim dla siebie, a grając z silniejszym przeciwnikiem, każda zmarnowana szansa może okazać się tą ostatnią - oświadczył van Persie. Robben upiera się, że zawsze gra dla drużyny.

- Obaj mają rację - rozstrzygnął filozoficznie van Basten. - Ale to przypadek, że graliśmy z takim naciskiem na jedno skrzydło. Po prostu gracze czuli, że Arjenowi dobrze idzie, on też to czuł i bardzo pragnął piłki. Teraz może się to samo przytrafić Robinowi.

Z selekcjonerem nie zgadza się z Cryuff - chwali formę Robbena, lecz "widział kilka momentów, kiedy powinien on był podać piłkę".

Pieprzu sytuacji dodaje to, że trzej ofensywni gracze holenderscy - van Persie, Robben i van Nistelerooy - grają w trzech ostro rywalizujących ze sobą klubach i mają za sobą mnóstwo ligowych scysji. Mecze między Arsenalem, Chelsea oraz Manchesterem Utd często zamieniają się w wojnę pełną brutalnych fauli i wyzwisk.

W ekipie pomarańczowych wszyscy jednak przysięgają, że nie ma żadnego sporu, jest tylko wymiana poglądów, która na grę nie wpłynie. Mówić inaczej zresztą nie mogą - dzisiaj będzie gorąco, bo grający o pozostanie w turnieju piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej to również nie aniołki. Didier Drogba w spotkaniu z Argentyną rzucił futbolówką w bramkarza Roberta Abbondanzieriego (zobaczył żółtą kartkę). Nie potrafił się pogodzić z tym, że przegrywa, choć jego zespół był częściej przy piłce, oddał więcej strzałów i wypracował więcej rzutów rożnych.

Afryka znów nie ma szczęścia. Jej dwaj najsilniejsi przedstawiciele (drugi to Ghana) trafili do najmocniej obsadzonych grup, więc być może żaden nie awansuje do drugiej rundy.

Chyba że piłkarze WKS dzisiaj wygrają. Wiedzą przynajmniej tyle, że - zgodnie z obietnicą trenera van Bastena - piłka ma krążyć raczej wokół van Persiego. Na konflikt wśród Holendrów chyba nie ma co liczyć. Skrzydłowy Arsenalu złości się na Robbena, ale wspaniałej asysty w meczu z Serbią mu nie pożałował.