Dariusz Wołowski: Piłka na niby, prezes na niby

Dla Polski sukcesem był sam awans na mundial - ogłosił wczoraj prezes PZPN Michał Listkiewicz. Dodał, że miejsce między 17. a 32. na świecie (tyle drużyn startuje w mistrzostwach) jest nawet za wysokie jak dla kraju tak zacofanego piłkarsko: nie ma boisk, stadionów, młodzież szkolą niewykwalifikowani ludzie w złych warunkach.
Prezes przypomniał też, że polscy politycy bardzo zaniedbują futbol, chcąc tylko zbić sobie kapitał przy sukcesach.

Nie wiem, jakich polityków i jakie boiska mają w Ekwadorze, ale - sądząc po grze ich drużyny - muszą być świetne. A może Ekwadorczykom pomógł też brak aspiracji rywali z Polski widoczny i w postawie piłkarzy, i prezesa?

Chciałbym przypomnieć prezesowi Listkiewiczowi, że jeszcze kilka tygodni temu on i trener Paweł Janas mówili kibicom, że awans z grupy to plan minimum na mundial. Polscy kibice uwierzyli i pojechali do Niemiec. Na meczu z Ekwadorem było ich 40 tys., z Niemcami - 20 tys., a pewnie jeszcze tłum zjawi się w Hanowerze na meczu z Kostaryką. Miliony włączały telewizory.

Ze słów Listkiewicza wynika, że niepotrzebnie uwierzyli jemu i Janasowi, bo nie od dziś wiadomo, że polska piłka jest na niby. Piłkarze mówią, że grają, trenerzy - że się znają, a prezes udaje Greka. Choć z wykształcenia jest hungarystą.

Kto był najlepszym piłkarzem meczu Holandia - Wybrzeże Kości Słoniowej?