Rafał Stec: Rozdajemy misie za mundial

Dlaczego akurat misie? Jakieś nagrody rozdać trzeba, a nasza reprezentacja byłaby trupą smutasów nawet bez udziału posępności Janasowej. Sytuację ratował Michał Listkiewicz, jedyny w ekipie radosny i tchnący optymizmem.
Jak przystało na prezesa o bardzo dużym rozumku w mig pojął, że dzięki dwóm awansom do MŚ zasługuje na miano prezesa wszech czasów (sam skromnie prosi jedynie o pomnik) i żadne przypadkowo strzelone przez Ekwador gole jego dumy nie zmącą. Misie są na cześć prezesa właśnie.

Najmilszego pluszaka otrzymuje

IRENEUSZ JELEŃ

Jedyny zauważony polski piłkarz. Włoscy dziennikarze po meczu z Niemcami oblizywali się i cmokali. - On musi do nas przyjechać! I to natychmiast!

Jeśli David Odonkor z Borussii Dortmund naprawdę pokonuje setkę w 10,7 sekundy, to śmigający obok niego Jeleń unieważnia wszystkie kroniki sprinterskich rekordów. W inauguracji biegał ledwie kilka minut, ale zdążył trafić w słupek i popisać się podaniem, które Paweł Brożek mógł zamienić na bramkę. By nie przesłodzić - Jeleń straszy głównie w galopie; kiedy musi zwolnić, bywa zagubiony.

"Tuttosport" już podało, że agent Gianluca Di Carlo szuka mu klubu w Serie A. Poza łamami Włosi plotkują o Livorno i wyjaśniają, że szansę mniej znanych piłkarzy na transfer rosną, bo po degradacji Juventusu, a być może również Lazio, Fiorentiny i Milanu w lidze pojawią się słabsze kluby potrzebujące wzmocnień.

Włosi to plotkarze, więc na razie nie ma co popadać w jeleniomanię, ale 25-latek już zrobił krok ku lepszemu jutru, bo przestał być anonimowy. Podczas Euro 2004 portugalska prasa doniosła, że pierwszoligowe Maritimo interesuje się pozyskaniem napastnika Wisły Płock - "Jelena Jelonka".

Miś zużyty, z oklapniętym uchem dla

MACIEJA ŻURAWSKIEGO, MIROSŁAWA SZYMKOWIAKA

Gdzie się podziały nasze gwiazdy?! Obaj nie pasują do typowych formułek usprawiedliwiających zawstydzającą formę polskich piłkarzy, bo nie siedzą na ławkach rezerwowych. Przeciwnie, w Celticu i Trabzonsporze stali się idolami tłumów.

Żurawskiemu przykry numer wyciął Janas - prawdopodobnie żaden inny trener nie ustawia jako środkowego napastnika w systemie 4-5-1 piłkarza o przeciętnych warunkach fizycznych, niepotrafiącego świetnie grać głową i tyłem do bramki oraz przepychać się z barczystymi obrońcami. Ale nawet wybryk selekcjonera nie tłumaczy ponurych faktów: zero celnych strzałów w bramkę Ekwadoru, jeden - w bramkę Niemców, zero - w bramkę Kostaryki.

Ślamazarnego Szymkowiaka nie wybroniłby już żaden adwokat. Przydzielony do swojej ulubionej funkcji - ofensywnego pomocnika czającego się za plecami snajpera, którą pełni w klubie - przesuwał się po boisku niepostrzeżenie, jakby miał zamiar zniknąć. Jego ostatnia akcja mistrzostw wyglądała tak - próbował podbiec do rywala, zrobił dwa kroki, zrezygnował, pochylił się, oparł dłonie o uda i dotrwał tak do gwizdka.

Miś zamaskowany, spoglądający spod łebka dla

PAWŁA JANASA

Za mistrzowską sztukę kamuflażu. To był najściślej tajny futbol w historii. Treningi za kotarą, sparingi bez dwóch tysięcy (nie)przeproszonych w ostatniej chwili kibiców - taktycznych tajników polskiej myśli szkoleniowej wyszpiegować zwyczajnie się nie dało. Najcenniejsze zostały utajnione także podczas meczów z Ekwadorem i Niemcami, kiedy piłkarze nie wykonali z sensem ani jednego stałego fragmentu gry, z których pada dziś mnóstwo goli. Nawet biały wywiad był bez szans.

Skołowani redaktorzy "Corriere dello Sport" na grafice zapowiadającej inaugurację w miejscu Żurawskiego wstawili Janasa, a na telebimie na stadionie w Gelsenkirchen nad jego nazwiskiem pojawiło się zdjęcie syna, Rafała, odpowiedzialnego ponoć za rozpracowywanie rywali. Osiągnięcia i imponujące szczegóły z CV tego ostatniego, które pozwoliły mu awansować z pracy w brukowej gazecie na odpowiedzialną posadę w kadrze, też pozostały tajne. Na internetowej stronie PZPN obszernie przedstawia cały sztab kadry, tylko Janasa juniora przemilcza. Nie dopytywaliśmy, rozumiemy powagę sytuacji, zresztą wiadomo, że prezes Listkiewicz nepotyzmem się brzydzi.

Przed meczem o honor utajnianie można było już porzucić, bo Kostarykanie nie mają nawet armii, więc i szpiegostwo pewnie u nich kuleje, ale Janas dmuchał na lodowate i utajnił.

Łatwo nie było. FIFA nakazuje jawność pierwszego kwadransa ćwiczeń, więc Janas zaczął wcześniej, by wroga wyprowadzić w pole. Gdy przedstawiciele prasy, zwłaszcza obcej, weszli na trybunę, selekcjoner skończył rozgrzewkę, zarządził zajęcia taktyczne i poprosił, by wyjść. Delegat FIFA zaprotestował ("od 17.30 do 17.45 trening jest otwarty") i znów trzeba było manewrów, by sprytnie wszystko opóźnić...

Miś analityk, pobłyskujący monoklem dla

HENRYKA APOSTELA

Nie tylko tropił na mundialu ewolucję futbolowej taktyki, ale pozostał wierny klauzuli bezwarunkowej tajności. - Na razie nie zauważyłem żadnych nowinek - rzucił z miną niewiniątka. Słusznie. Po co inni mają wiedzieć, że my już wiemy.

Miś imprezowicz, ożywiony i z przytupem dla

MICHAŁA ŻEWŁAKOWA

Tu starczy zaczerpnąć jeden dzień z życia finalisty MŚ z bloga, który prowadził (podziękowania dla czujnych czytelników):

"Niedziela. Mamy czas wolny. Nie ma żadnych obowiązków, nie ma konkretnych zajęć. Śniadanie jest o godzinie 10, później cały dzień wolny. Nie trzeba nawet przychodzić na obiad. Niektórzy zawodnicy zaplanowali wyjazdy za miasto na ryby, inni odwiedzają rodziny. My z Arturem zostajemy w hotelu. W zasadzie ja po śniadaniu wracam do pokoju i kładę się spać. Jestem w sumie niewyspany i bez humoru. Do 14 trwa moja sjesta. Później odsłaniamy kotary. Słońce aż zaprasza, żeby wyjść na dwór, więc jedziemy do Hanoweru, jedziemy coś zjeść. Mam nadzieję, że ta przejażdżka poprawi nam trochę humor. Mamy tu w hotelu kierowców, którzy wożą nas w miejsca, gdzie chcemy pojechać. Sami nie możemy prowadzić samochodu. Podjeżdża pod nas piękna limuzyna - Hyundai. Samochody te są dane przez sponsora mistrzostw świata. Jedziemy do centrum Hanoweru. (...) Po kolacji - odprawa. Oglądamy nasz mecz z Ekwadorem. Tak jak zawsze, pozytywne i negatywne rzeczy. Rozmawiamy o tym. Próbujemy wytłumaczyć sobie, co było źle, dlaczego tak się stało, czego tam zabrakło. Odprawa trwa około godziny. Potem wszyscy wracają do pokoi. I tak właściwie kończy się ten wolny, trochę senny dzień".

Miś paker dla

ANTONIEGO PIECHNICZKA

Wiceprezes PZPN ds. szkoleniowych przytomnie zauważył, że polscy piłkarze nie mają prawa spłoszyć rywali muskulaturą, jeżeli na siłowni w Barsinghausen spotykał tylko rezerwowego bramkarza Tomasza Kuszczaka oraz trenera golkiperów Jacka Kazimierskiego. Co Antoni Piechniczek robił, kiedy wychodził z siłowni, nie wiadomo. Może podpowiadał, jak wygrać z Niemcami, bo - jak sam podkreślił - jest w tym mistrzem. Jego reprezentacja dwukrotnie pokonała NRD.

Szkoda, że w ruszających jesienią eliminacjach do mistrzostw Europy nie gramy z NRD...

Misie dżentelmeni dla

WSZYSTKICH PIŁKARZY

W kluczowym boju z Ekwadorem popełnili tylko osiem fauli, co jest na razie rekordem turnieju. Taka czystość w grze to cecha mocarzy, porównywalne dokonania (dziewięć przewinień) mają tylko Brazylijczycy (z Australią) i Włosi (z Ghaną). Szczególne wyrazy uznania - wraz z długim miodowym cygarem jako premią dla misia - dla Radosława Sobolewskiego. Pełnił niewdzięczną funkcję defensywnego pomocnika, czyli człowieka skazanego na faule, by ochronić obrońców, Mirosław Trzeciak wypominał mu, że kieruje się nie rozumem, lecz sercem, a mimo to zdołał przetrwać inaugurację z jednym ledwie przewinieniem!

W meczu z Niemcami Sobolewski też poszedł w skrajność. Po trzecim faulu dostał drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska.

SuperTechnoMegaMiś 2006 dla

FIZJOLOGA ZBIGNIEWA JASTRZĘBSKIEGO

za "najnowszej generacji sprzęt", który jasno wykazał, że rewelacyjnie dysponowani polscy piłkarze mogą Andy wraz ze wszystkimi 13 milionami Ekwadorczyków przenosić.

Miś z beczułką małego Conieco za

STRACONĄ SZANSĘ PAWŁA JANASA

Podjadając, selekcjoner powinien podczytywać Wielką Księgę Pocieszeń według Listkiewicza. Prezes, który nawet potop przekułby w architektoniczny sukces Noego, ma moralny obowiązek ocalić Janasa przed depresją.

Depresja serio trenerowi grozi, bo stał przed życiową szansą. Wystarczało wyprzedzić ekwadorskich Indian, by zostać największym polskim szkoleniowcem od dwóch dekad. Gdyby awans do czołowej 16 na świecie dołożyć do awansu z Legią Warszawa do Ligi Mistrzów (1995) i do srebrnego medalu na igrzyskach w Barcelonie (asystentura przy Januszu Wójciku), Janas miałby osiągnięcia nieporównywalne z jakimkolwiek kolegą po fachu po 1986 roku. A wszystko przez przeklęty przypadkowy gol złośliwych Ekwadorczyków, który zmusił Janasa do wdrożenia planu B, którego selekcjoner akurat nie miał...

Miś przytulanka dla

SEBASTIANA MILI

Jego forma rośnie z każdym dniem - donosił poufnie Janas podczas zgrupowania w Szwajcarii. W trakcie mundialu przezornie Mili nie wystawił ani razu, by rosnącej formie nie przeszkadzać. Aż strach pomyśleć, jakie szczyty forma osiągnęła dziś. Teraz Mili pozostają konsultacje z SuperTechnoMegaMisiem 2006, by forma nie spadła, kiedy rozpocznie się sezon w Austrii Wiedeń.

Miś gawędziarz dla

MICHAŁA OLSZAŃSKIEGO,

rzecznika reprezentacji, za heroiczne próby przełożenia na angielski tego, co wymruczał - czy raczej: czego nie wymruczał - trener Janas.

- Dlaczego Żurawski?

- Bo Żurawski.

- A dlaczego Rasiak?

- Bo nie Rasiak.

- Dlaczego tak?

- Bo tak.

- A co będzie...

- ... zobaczymy.

Rzecznik potrafił wyrzeźbić z tego nawet zdania złożone, obcokrajowcy skrupulatnie notowali, a Janas - choć wszystko słyszał! - nie protestował. Wiadomo, dziennikarz zmyśla zawodowo, a ten i tak należał do tych mniej niebezpiecznych, bo nie uprawiał antypolskiego sabotażu i nie donosił wrednie rodakom, co wypisują niemieckie brukowce.

Korelacji między stopniem językowej rozwiązłości, a wyrafinowaniem koncepcji taktycznych wciąż nie stwierdzono. Engel zamęczał gadulstwem wręcz chorobliwym, ale cztery lata temu odpowiedzią na ataki Koreańczyków była dłuuuuuuga piłka w okolice wysoko zawieszonej głowy Kałużnego.

I jeszcze dla jasności: te misie mamy w pamięci, ale ich nie rozdamy, dopóki nie stanie zamawiany pomnik prezesa Michała Listkiewicza. Oczywiście pluszowy. Tylko trzeba uważać, panowie budowniczowie, że mu się oczko nie odlepiło. Temu misiu.