Włochy grają z Czechami. To będzie dzień cudów?

Włosi już odtrąbili awans do... półfinału, choć potrzebują co najmniej remisu z Czechami. Nawet jeśli jednak efektownie wygrają, po ostatnim gwizdku mogą usłyszeć czarne wieści
Buffon, Zambrotta, Nesta, Cannavaro, Gattuso, Pirlo, Camoranesi, Toni, Gilardino, Inzaghi - nie wiadomo jeszcze, czy wszyscy zagrają, ale na pewno będą mieli głowy spuchnięte od zmartwień. Rządzący tymczasowo włoską federacją komisarz Guido Rossi ogłosi listę klubów, które będą sądzone za udział w gigantycznym skandalu korupcyjnym. Ogłosi ją po zamknięciu giełdy, bo dopiero wtedy upubliczniane są najważniejsze informacje (np. o transferach) dotyczące notowanych na niej klubów. Giełda zawiesza działalność o 17.30, ale Rossi być może wstrzyma się kwadrans z niewielkim okładem, by doczekać ostatniego gwizdka.

Los Juventusu jest ponoć przesądzony - turyńczycy mają zostać zdegradowani co najmniej do Serie B, a być może utracić dwa ostatnie tytuły mistrzowskie. Druga liga grozi także Lazio i Fiorentinie, niejasna pozostaje sytuacja Milanu. Niektórzy sugerują, że tak jak Luciano Moggi stworzył system sprzyjający Juve, tak mediolańczycy próbowali przeciwstawić mu własną sieć powiązań. Inni bagatelizują, że za "przeszczep włosów nikogo jeszcze nie ukarano". Chodzi o podsłuchaną rozmowę działacza Leonardo Meoniego, który za pewną - nieuściśloną - przysługę oferuje ten zabieg (za darmo!) sędziemu Pasquale Rodomontiemu.

Włoscy dziennikarze mówią, że w razie degradacji wszyscy ważniejsi piłkarze wymienionych klubów zostaną sprzedani. W Juventusie zostanie ponoć tylko Alessandro del Piero, w Milanie - zbliżający się do emerytury Maldini i Costacurta.

Jeśli z Brazylią, to jak najszybciej

Co do najbliższej przyszłości na mistrzostwach, Włosi są spokojni. Zaczynają już nawet kombinować, na kogo lepiej wpaść w następnych rundach, a kogo unikać i jaką w związku z tym przyjąć strategię.

Wariant pierwszy - za wszelką cenę bić się o zwycięstwo z Czechami, by utrzymać pozycję lidera w grupie. To ma gwarantować przyjemną drogą do półfinałów, bo Włosi rozpisali już także pozostałe rozstrzygnięcia, więc drugiej rundzie spodziewają się Australii, a potem - Szwajcarii. Dopiero wtedy nadejdzie czas na Argentynę lub Niemcy.

Wariant drugi - spokojnie utrzymywać remis, a gdyby nawet Ghana pokonała USA i zepchnęła Italię na drugie miejsce, to z Brazylią jakoś to będzie. Piłkarze są ostrożni, ale Enzo Bearzot, trener mistrzów świata z 1982 r., obwieścił, że jeśli obrońców trofeów chce się pobić, to najlepiej podjąć próbę się z nimi jak najszybciej, zanim nabiorą rozpędu.

Równolegle toczy się debata o personaliach i taktyce. Marcello Lippi prawie się ponoć przyznał, iż popełnił błąd, nie wprowadzając w końcówce zremisowanego meczu z USA Filippo Inzaghiego. Wielu jego rodaków wątpi jednak w prawdziwość tych przecieków, tłumacząc, że selekcjoner nie myli się nigdy, przynajmniej we własnym mniemaniu. W każdym razie teraz poważnie rozważa, czy napastnika Milanu nie wstawić do podstawowego składu.

Fabio Cannavaro dał głos już na pewno, bo oficjalnie. - Staramy się grać nowocześnie i do przodu, a przecież defensywna mentalność to część historii calcio, której nie można tak po prostu wyrzucić do kosza. Powinniśmy wrócić do źródeł, w pewnych momentach być bardziej włoscy, czyli cyniczni - oznajmił.

Sądny dzień Nedveda

I tak Włosi powolutku, z każdym dniem bardziej, przekonują, że od natury trudno uciec. Mieli pokazać światu nową twarz, grać fair i bezkompromisowo, nie próbować wszystkich przechytrzyć. Nie udało się już w meczu z USA, choć skruszony Daniele de Rossi wysłał właśnie list do FIFA z wyjaśnieniami, że zrozumiał błąd, jaki popełnił, brutalnie uderzając łokciem McBride'a.

Czesi mają niewielkie pole manewru. Po pierwsze, tylko zwycięstwo na pewno daje im awans. Po drugie, ich atak zupełnie się rozsypał. Jan Koller leczy kontuzję, Vratislav Lokvenc pauzuje za kartki, Milan Barosz ledwie wydobrzał. A przecież i filar defensywy Tomas Ujfalusi musi odcierpieć dyskwalifikację, bo został wyrzucony z boiska podczas meczu z Ghaną...

Pavel Nedved nie ma złudzeń. - Nasze szanse są niewielkie, może wręcz potrzeba nam cudu - mówi. On, piłkarz Juventusu, tego popołudnia cudów potrzebuje co najmniej dwóch.