Telewizyjny rachunek sumienia Listkiewicza

Każdego generała wracającego z przegranej wojny warto posłuchać. Nawet jeśli jest nim szef polskiego futbolu Michał Listkiewicz.
- Chcieliście uciec przed kibicami na Okęciu, wstydziliście się ich? [władze lotniska oficjalnie poinformowały, że piłkarze nie wyjdą do tłumu] - padło pierwsze pytanie.

- Jest to kolejne nieporozumienie wokół naszej reprezentacji - zaczął Listkiewicz w sposób łatwy do przewidzenia. - Najpierw rzekomo zaginął Paweł Janas, później był bunt piłkarzy, którego nie było, dziś czegoś się baliśmy. Już w Niemczech podjęliśmy decyzję, że chcemy wyjść do kibiców, by przywitali nas w holu głównym lotniska. Kiedy wylądowaliśmy, pracownicy lotniska zaproponowali, że może wyjedziemy boczną bramą. Absolutnie się na to nie zgodziliśmy, wyszliśmy do głównego budynku, znaleźliśmy się tam, gdzie powinniśmy.

A więc znalazł się winny - władze lotniska.

Kto zastąpi Janasa, jeśli umowa z nim nie zostanie przedłużona? Na pewno myśli pan o tym i ma jakiegoś faworyta - dopytywali prowadzący.

- Oczywiście, że myślę, bo czasu jest bardzo mało - odparł prezes.

W końcu męska decyzja! Listkiewicz, nie czekając na głos klubu wybitnych trenerów, jak na prawdziwego szefa przystało, zwolni selekcjonera, którego zespół skompromitował się na mundialu. Ale przecież to prezes Listkiewicz: - Nie wiem, czy Paweł Janas chciałby dalej pracować (...). Wiele osób potępia go, stawia mu szubienicę na podstawie jednego nieudanego meczu z Ekwadorem. A przecież w 52 spotkaniach bilans ma doskonały.

Później już - zgodnie z logiką Kubusia Puchatka - prezes im dłużej mówił, tym bardziej sobie przeczył.

A co z panem? Czuje się pan winny?

- Nie. To znaczy gdzieś na pewno też jestem winny.

Czy słyszał Pan wypowiedź premiera Marcinkiewicza, że jeśli pan nie odkurzy PZPN, premier zrobi to za pana.

- Ale co to znaczy odkurzyć? - Listkiewicz żachnął się i zagroził: - Myślę, że powinniśmy porozmawiać z panem premierem.

W porę się jednak zreflektował i dodał: - Widzieliśmy się z premierem przed meczem z Ekwadorem. Fajna rozmowa, pan premier świetnie zna się na sporcie, lubi sport. Cieszę się, że dojdzie do tego spotkania.

W końcu Listkiewicz wie, jak postępować z establishmentem. Urobił już niejednego polityka, działacza UEFA, FIFA. Co tam premier...

Prowadzący nie dawali za wygraną. - Jeśli premier zna się na sporcie, to chyba ma rację, że trzeba coś zrobić z PZPN. Np. w Iranie prezes związku podał się do dymisji.

- Na szczęście nie jesteśmy Iranem.

Ale Iran miał mniejsze możliwości niż my.

- Ale to jest jedna z najlepszych drużyn w Azji!

Na koniec prezes zdobył się na refleksję. - Zrobiłem sobie szybki rachunek sumienia. To, co należało do mnie i moich kolegów z PZPN, zrobiliśmy co najmniej w 90 proc. Zapewniliśmy warunki, sprzęt, bazę, zgrupowania, pieniądze, ale przygotowanie drużyny nie należy do nas.

Kto zatrudnił ludzi, do których to należy - takie pytanie, niestety, nie padło.

Rozmowa z Listkiewiczem został nadana w Jedynce w "Wiadomościach mundialowych" o 23.25.

Czy Listkiewicz ponosi winę za słabą grę piłkarzy w Niemczech?