Wielka jatka zamiast meczu! Portugalia - Holandia 11:9 w kartkach!

Cztery czerwone i 16 żółtych kartek przy zaledwie 19 faulach - takiej jatki jeszcze na tym mundialu nie było. Dłużej w osłabieniu grali Portugalczycy, ale przetrwali holenderskie oblężenie i w ćwierćfinale zagrają z Anglią.
Holandia - Portugalia - relacja z czuba i na żywo

Wideo: najważniejsze akcje meczu wg FIFAworldcup.com

Jeszcze przed przerwą stało się jasne, że specyfikę tego wieczoru może oddać tylko notes japońskiego reportera.

Klasyczny japoński reporter charakteryzuje się bowiem tym, że przez cały mecz zapełnia kartki zamaszystymi esami-floresami. Punkciki to oznaczają piłkarzy, a kreski - podania i trasę, jaką ci piłkarze wybiegają. Kolejne rysunki odzwierciedlają najciekawsze akcje ofensywne - Japończyk bowiem wszystkie ewentualne nowinki i niuanse wnikliwie analizuje.

Otóż do przerwy siedzący obok mnie Japończyk prawie nic nie namazał, a naprawdę pofolgować mógł sobie tylko w 23. min, kiedy Portugalczycy wykonali perfekcyjną - i na tle reszty meczu olśniewającą - robotę zespołową. Cristiano Ronaldo odebrał piłkę i podał na skrzydło do Deco, Deco dośrodkował, Pauleta ładnie piłkę przyjął i oddał Maniche'owi, który zrobił balans ciałem i trzy kroki w przód, po czym uderzył nie do obrony.

To był pierwszy tego wieczoru strzał Portugalczyków. W publikę tchnął nadzieję, że wreszcie będzie się działo, bo wcześniej wyglądało na to, że będzie trzeba zbadać, czy słynny już ekwadorski szaman, który obczarowywał wszystkie mundialowe stadiony i wypędzał z nich złe duchy, aby na pewno zajrzał do Norymbergi. Jeśli to biedne miasto doświadczyło wcześniej mordęgi Anglików z Trynidadem i Tobago, to dlaczego miało jeszcze teraz cierpieć z Portugalczykami i Holendrami?

Z czasem emocji przybywało - zwłaszcza kiedy Robin van Persie serią dryblingów położył na ziemi całą defensywę Portugalczyków albo kiedy w jego ślady usiłował pójść Arjen Robben. Notes Japończyka wciąż jednak nie puchł od mazaniny, bo Japończyk rejestruje kombinacje całej drużyny, a nie indywidualne popisy, tymczasem Holendrzy kombinowania bacznie unikali, oddając futbolówkę obu wspomnianym skrzydłowym, i czekali, co z tego wyniknie.

Widać było się, że trener Marco van Basten chyba przedobrzył. Próbował w reprezentacji dokonać mentalnościowej rewolucji - jak Jurgen Klinsmann w niemieckiej - lecz w drugą stronę. Trener gospodarzy namawiał piłkarzy do gry bezkompromisowej i brawurowej, a Holender - skrajnie odpowiedzialnej, może nawet zachowawczej. "Pomarańczowi" cieszyli się sympatią ponad granicami, bo grali z wyobraźnią i pasją, ale przy tym lekkomyślnie, więc zazwyczaj pięknie przegrywali.

Drużyna van Bastena obaliła na tych mistrzostwach wszystkie stereotypy na własny temat, grając cynicznie i stawiając na efektywność. Jeszcze przed meczem należała do najczęściej faulujących uczestników turnieju. I wcale nie grała brutalnie, po prostu na najmniejsze zagrożenie reagowała przewinieniem.

W Norymberdze po przerwie Holendrzy natarli już odważniej, ale jeśli zagrażali portugalskiej bramce, to - nie licząc uderzenia w poprzeczkę Cocu - nie po pieczołowicie skonstruowanych akcjach, lecz strzałach z dystansu. Strzałach przede wszystkim van Bommela, który najbliższy powodzenia był po koszmarnym błędzie bramkarza Ricardo. I Japończyk wciąż miał niewiele do roboty, bo kluczowych wedle jego klasyfikacji momentów brakowało. No bo jak pokazać na diagramie czerwoną kartkę dla Boulahrouza albo głupotę Costinhi (też wyleciał z boiska), który na środku boiska odbił piłkę ręką?

Im mecz trwał dłużej, tym częściej wybuchały awantury, a sędzia właściwie nie miał czasu schować kartek. Sam zresztą był sobie winny, bo zbyt późno zaczął temperować graczy, a kiedy wreszcie się zdecydował, to obie drużyny już tylko rozjuszył. Trup słał się gęsto, a jak akurat się nie słał, to piłkarze w każdym możliwy sposób opóźniali grę (za to do szatni odesłany został Deco). I właściwie w piłkę grać się już nie dało.

Ostatecznie zimniejszymi draniami okazali się Portugalczycy, którzy w Niemczech wygrywali sobie trochę z boku, niezauważeni, ale widać, że to świetnie zorganizowany zespół, którego gracze - kiedy nie tracą głów - są taką małą Argentyną. Wymieniają mnóstwo podań, ze swobodą operują piłką i mają wielu nienagannych techników zdolnych przesądzić o wyniku, jak Cristiano Ronaldo, Deco, Figo.

Tego pierwszego być może z ćwierćfinału wyeliminuje kontuzja, drugiego na pewno dyskwalifikacja za czerwoną kartkę, ale z mizerną jak dotąd Anglią Portugalia nie pozostaje bez szans. Scolari już na Euro nauczył ją sprytu, dzięki któremu radzi sobie w każdych okolicznościach.

Tak jak Japończyk, który w końcówce machnął ręką na rysowanie i zajął się skrupulatnym śledztwem, czy na boisku został ktoś, kto nie zobaczył żadnej kartki.

Kto był najlepszym zawodnikiem meczu Portugalia - Holandia?