Sport.pl

Rafał Stec: Mundial wielkich korporacji

Jeśli przed wejściem na stadion każą ci zdjąć spodnie, to znaczy, że dobrze trafiłeś - jesteś na mundialu 2006 w Niemczech
Kibice holenderscy zostali rozebrani do rosołu przed meczem z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Wchodzący na stadion wrzucali tradycyjne bawarskie, sięgające do kolan spodenki na szelkach do wielkich koszy, z których po meczu mieli je wyciągnąć. Kto nie chciał oglądać mundialu w majtkach, wstępu nie miał.

Na pomarańczowe spodnie był szlaban, bo ćwierć miliona par sprzedał - ze swoim logo - holenderski producent piwa Bavaria, konkurent sponsora mistrzostw świata, browaru Anheuser Busch (ten od Budweisera). - To nieprawda, że naruszamy prawa człowieka. Tych, którzy nie mieli nic pod spodem, wpuściliśmy na trybuny w reklamowych szortach - wyjaśnia Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA). Zaprzecza też doniesieniom, jakoby kibicom konfiskowano na czas meczu Anglia - Trynidad i Tobago ubrania ze zbyt rzucającym się w oczy znakiem Nike, bo "Oficjalnym Partnerem" FIFA jest jego rynkowy wróg Adidas. - Pojedynczemu kibicowi zostawiamy pełną wolność, grupy będziemy rozbierać - tłumaczył rzecznik prasowy.

Wibrujący "Kapitan"

Ale granica między legalnym a nielegalnym przestała istnieć. WM 2006, World Cup 2006, World Cup Germany, Germany 2006, Fussball *WM, Fussball *WM 2006 - to tylko niektóre z zastrzeżonych przez organizatora turnieju znaków towarowych, obejmujących 70 logo i kombinacji słów w wielu językach. Berlińskiej firmie Marketing Turystyczny FIFA zabroniła ozdabiania sali konferencyjnej flagami 32 finalistów. Wytoczyła też proces koncernowi Lufthansa, który na dziobach samolotów namalował piłki - w żaden sposób nie odwołujące się graficznie do mundialu, ale dające ładny efekt wizualny podczas startu. Powód: wśród sponsorów imprezy są arabskie linie Emirates. Niemcy kpią, że BMW powinno opatentować frazę "prowadzić samochód".

Przy okazji poprzednich MŚ FIFA stwierdziła 1900 naruszeń prawa i doprowadziła do konfiskaty 3,2 mln przedmiotów. Jedna z korporacji zapłaciła wówczas kostarykańskiemu kibicowi 5 tys. dol., by rozwinął na stadionie 100-metrowy banner reklamowy. Teraz pełnych danych jeszcze nie ma, ale znów padnie rekord, bo na MŚ zarobić chcą wszyscy. Kiedy rozwijasz papier toaletowy, możesz wziąć udział w quizie i odpowiedzieć np. na pytanie, ile mundiali rozegrano od 1930 roku. Jeśli powątpiewasz w umiejętności piłkarzy, kupujesz laleczkę wudu w barwach rywala, oczywiście z zestawem igieł, choć producent uczciwie ostrzega na opakowaniu, że nie gwarantuje skuteczności. A jeśli z futbolem kojarzy ci się wszystko, możesz zaopatrzyć się w wibrator z napisem "kapitan" lub "mocny strzał na bramkę".

Mistrzostwa świata korporacji są równie zacięte jak piłkarskie. Ometkowały wszystko. Brzdąców wprowadzających na boisko piłkarzy sponsoruje - cokolwiek miałoby to znaczyć - McDonald's, który patronuje także - cokolwiek miałoby to znaczyć - maskotkom reprezentacji. Najfajniejszy kibic meczu zostaje Fanem Hyundaia, najlepszy piłkarz - Piłkarzem Anheuser-Buscha (słowa "Budweiser" amerykański browar musi unikać ze względu na trwający spór prawny z warzącymi napój o identycznej nazwie Czechami). Wszyscy kopią Teamgeist - Adidas sprzedał już 15 mln egzemplarzy nowej futbolówki, choć żąda za każdy 110 euro.

Uwaga! Strefa Fanów

Wielkie firmy toczą walkę we własnych niszach, ale kręciły też nosem na siebie nawzajem, narzekając, że organizator MŚ wybrał zbyt wielu, bo aż 15, "Oficjalnych Partnerów", do których dołożył jeszcze sześciu "Sponsorów Narodowych". Ci pierwsi - m.in. McDonald's, Yahoo!, Emirates, Coca-Cola, AmEx, MasterCard, Gilette etc. - zapłacili po 40 mln euro, drudzy - m.in. Deutsche Bahn - po kilkanaście milionów. Tylko oni mają prawo do reklamowania produktów logo MŚ.

I tylko oni mogą handlować nimi wokół stadionów, a także w tzw. Strefach Fanów, czyli najnowszym marketingowym pomyśle FIFA. Strefy pojawiły się w centrach miast goszczących mundial. Kibice oglądają tam mecze na gigantycznych telebimach, tańczą, spędzają całe noce. I kupują. - Cztery euro za małą butelkę zwykłej wody! Nie mogę uwierzyć... I nie pozwolili mi wnieść swojej! - wzdychał kibic z Trynidadu i Tobago, który "do szczęścia potrzebuje banana i czystej wody". Nie rozumiał, że nie kupuje jakiejś tam wody. To była Bonaqua, woda Coca-Coli.

Największą Strefę - w Berlinie - odwiedza naraz nawet niespełna milion osób. Na stadiony weszła tylko garstka chętnych. Sponsorom FIFA przekazała 14 proc. biletów na mundial, mniej więcej tyle samo - swoim "gościom" (wiele z nich skończyło na czarnym rynku). To dlatego na wszystkich obiektach dobudowano eleganckie boksy dla VIP-ów, zmniejszając pojemność trybun.

Dla kibiców z każdego kraju zostało 8 proc. wejściówek, i to też często za horrendalne ceny. Jack Warner, szef federacji Trynidadu i Tobago oraz wiceprezes FIFA, sprzedawał je drożej przez należącą do rodziny agencję turystyczną. Został upomniany przez Komisję Etyki.

Ze stadionów w Monachium, Hamburgu, we Frankfurcie, w Hanowerze, Kolonii, Gelsenkirchen i Dortmundzie za pośrednictwem dźwigów usunięto ich oryginalne nazwy, bowiem ich częścią były nazwy firm, a na czas turnieju obiekty stają się własnością FIFA. Wokół nich powstały ogołocone z wszelkich "obcych" reklam i logo Czyste Strefy, w których można napić się wszystkiego, pod warunkiem że produkuje to Anheuser Busch lub Coca-Cola.

Brazylia musi grać dalej

Naukowcy i eksperci z organizacji zdrowotnych krytykowali kontrakty z browarem, producentem gazowanych napojów i fast foodu. - Naszym zdaniem to nie są rzeczy szkodliwe, ale żyjemy w wolnym świecie i oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii - odparował Markus Siegler, Dyrektor ds. Komunikacji FIFA.

A jeśli ktoś opinii na jakiś temat nie ma, to sponsorzy mundialu pomogą. Każdy dziennikarz, by otrzymać akredytację na MŚ, musiał założyć internetowe konto na stronie Yahoo! I każdy musi się na tej witrynie logować codziennie, by sprawdzić, czy otrzymał wejściówkę na mecz, kiedy ma ją odebrać, gdzie odbędzie się konferencja prasowa etc. Wszechobecność wielkich korporacji jest tak dojmująca, że kibice z egzotycznych krajów nie dowierzają, iż ich piłkarzom ktokolwiek pozwoli wygrać z potęgami.

- Nie mam żadnych złudzeń, Brazylia musi grać dalej - usłyszałem przed meczem 1/8 finału od fotoreportera z Ghany, który przywołał ostatnie mistrzostwa Europy. Przedwcześnie odpadli z nich wszyscy potentaci, o medale biły się drużyny niewielkich nacji (Grecja, Portugalia, Holandia, Czechy). To była finansowo-marketingowa klęska. Oglądalność transmisji w najludniejszych krajach gwałtownie spadła, a reklamowe spoty błyskały uśmiechami gwiazd, które zostały dawno wyeliminowane z turnieju.

Teraz potentaci przetrwali, a FIFA sama stała się gigantyczną korporacją, która wkrótce otworzy światową sieć sklepów. W styczniu prezes Sepp Blatter po raz pierwszy wziął udział w forum ekonomicznym w Davos; na niemieckich mistrzostwach jego organizacja zarobi co najmniej 1,7 miliarda euro, a na następnych - 2,8 miliarda. W Szwajcarii jest uprzywilejowana podatkowo jako instytucja krzewiąca "wartości łączące narody, wychowawcze, kulturalne i humanitarne".

Czy sponsorzy mundialu są zbyt nachalni?