Sport.pl

Karne w Berlinie. Niemcy w półfinale

Najpierw sen gospodarzy o mistrzostwie świata we własnym kraju uratował Klose, wbijając Argentynie wyrównującą bramkę tuż przed końcem meczu. A w karnych Niemcy jak zwykle byli najlepsi.
Z czuba relacjonuje na żywo

Wideo: najważniejsze akcje meczu wg FIFAworldcup.com

Jens Lehmann znów bohaterem serii jedenastek. 10 lat temu to heroiczna obrona niemieckiego bramkarza w finale Pucharu UEFA dała Schalke 04 zwycięstwo nad faworyzowanym Interem Mediolan. Gdy zawodnicy Jürgena Klinsmanna strzelali jak natchnieni - zaczął Neuville, potem Ballack, Podolski, Borowski - Lehmann obronił strzały Ayali i Cambiassa. Kiedy ten ostatni z trudem powstrzymywał łzy, Niemiec utonął w objęciach Olivera Kahna, bramkarza Bayernu Monachium, którego pozbawił miejsca w składzie i prawie nie spowodował końca jego kariery. Dawni wrogowie razem świętowali sukces.

Gdy Bóg odbiera rozum

Dokładnie 10 lat temu, co do dnia, Niemcy wywalczyli mistrzostwo Europy, pokonując w finale Czechy za sprawą "złotego gola" Olivera Bierhoffa, dziś menedżera kadry. W piątek na Stadionie Olimpijskim w Berlinie szczęście - jak wtedy na Wembley - sprzyjało niemieckiej drużynie. "Złoty gol! Złoty gol!" - darli się kibice, gdy w 80. minucie Miroslav Klose głową skierował piłkę do siatki, dając gospodarzom tak upragnione wyrównanie.

W bramce Argentyny nie było już świetnego Roberta Abbondanzieriego, który wcześniej w starciu z Klosem doznał kontuzji. Jego zastępca Leo Franco nie zdążył jeszcze się rozgrzać. Nie było też reżysera gry Juana Romana Riquelme, którego pewny wygranej trener José Pekerman zdjął z boiska, chcąc oszczędzić przed następnym spotkaniem. Zamiast niego biegał defensywny Cambiasso. A w ataku zamiast szybkich i kreatywnych Javiera Savioli i Leo Messiego - toporny Julio Cruz, rezerwowy Interu Mediolan. - Jak Bóg chce kogoś ukarać, najpierw odbiera mu rozum - wznosił oczy w górę Carlos Valderama, były gwiazdor Kolumbii, który siedział wśród dziennikarzy.

Dla Niemców to miał być mecz meczów i starcie gigantów porównywalne z finałami mistrzostw świata w Meksyku i Włoszech, w których drużyna prowadzona przez Franza Beckenbauera najpierw przegrała, a cztery lata później pokonała Argentynę. Klinsmann specjalnie przywołał te skojarzenia, by swoich piłkarzy jeszcze bardziej natchnąć pewnością siebie.

- Argentyna zjawia nam się w idealnym momencie. Mój zespół nie tylko wzniósł się na nieosiągalny od lat poziom, ale także głęboko wierzy w swoje możliwości. To nam wystarczy w awansie do półfinału - mówił przed meczem Klinsmann. A media czyniły swoje wudu. "Argentyna miała swoją »rękę Boga « - tę, którą Diego Maradona strzelił gola Anglikom w Meksyku w 1986 roku. My mamy dwie ręce Boga: obie należą do Jensa Lehmanna" - pisał "Berliner Zeitung", drukując naturalnej wielkości dłonie niemieckiego bramkarza, żeby kibice mogli "przybić mu piątkę" na szczęście.

Ale nie tego bał się przed meczem wielki argentyński trener César Luis Menotti. - Bo Klinsmann dokonał w niej rewolucji na miarę tej w reprezentacji Holandii w latach 70. Niemcy grają i funkcjonują jak "mechaniczna pomarańcza" z Johanem Cruffem - tłumaczył.

Argentyńczycy też czynili swoje wudu, kto wie, czy nie najlepsze na świecie. Dzień przed spotkaniem kilku czołowych piłkarzy, m.in. Riquelme, Crespo, Teveza, zaprosił na kolację sam Diego Maradona. Co im powiedział, nie wiadomo. Po meczu wielki stadionowy telebim ujawnił, że Diego znów płakał.

Strzelił i poprosił o zmianę

Mecz rozczarował. Stawka spętała nogi piłkarzom. Zamiast wymiany ciosów, akcji za akcją i pięciu goli jak podczas finału Argentyna - Niemcy w Meksyku w 1986 roku, były przepychanki, ostre faule i flaki z olejem jak podczas finału w Rzymie cztery lata później.

Niemcy może i chcieli zagrać porywająco, jak w pierwszych 20 minutach ze Szwecją, kiedy znokautowali rywali dwiema bramkami. Ale Argentyńczycy ani myśleli im na to pozwolić pomni lekcji, jakiej udzielił im Meksyk, zdobywając szybkiego gola w 1/8 finału, i rozbijali akcje rywala.

Choć gospodarze górowali nad Argentyńczykami wzrostem, nie potrafili z tej przewagi skorzystać (Latynosi przywieźli na mundial najniższą drużynę ze wszystkich). Tylko raz, w pierwszej połowie, Michael Ballack doszedł do dośrodkowania w polu karnym i głową uderzył piłkę, ale ta nieznacznie minęła słupek bramki Roberta Abbondanzieriego.

Para niemieckich napastników Miroslav Klose i Lukas Podolski, których po meczu okrzyknięto najlepszym duetem w historii od czasu Klinsmanna i Rudiego Völlera, zupełnie nie współpracowała ze sobą. Podolski był tak spięty, że zamiast do przodu podawał do tyłu i co rusz tracił piłkę, powodując groźne kontry.

Gra ożywiła się tylko przez chwilę po przerwie. Gdy Ayala strzelił gola na 1:0, Niemcy wspierani szaleńczym dopingiem 77 tys. widzów rzucili się do odrabiania strat. Ale walili jak głową w mur. Każde minimalnie niedokładne podanie, każde złe przyjęcie kosztowało gospodarzy stratę piłki. Do 80. minuty, gdy wyrównał Klose, i wyczerpany od razu poprosił o zmianę.

Kto był najlepszym piłkarzem meczu Niemcy - Argentyna?