Świat znów boi się Niemców?

Niemcy odetchnęły z ulgą. Przemęczeni i poturbowani w meczu z Argentyną Michael Ballack i Miroslav Klose zagrają w półfinale z Włochami. Podobnie jak Tim Borowski, którego FIFA nie zawiesiła za sprowokowanie bójki po kończących ćwierćfinał karnych.
Klose - lider strzelców turnieju (z pięcioma golami), którego bramka dała Niemcom upragnione wyrównanie w 80. minucie - zszedł chwilę potem z kontuzją łydki. Ballack, którego w dogrywce złapały skurcze łydki kontuzjowanej jeszcze przed mundialem, pozbierał się i był jednym z tych, którzy wykorzystali karnego. Obaj nie brali udziału w pierwszym treningu po meczu, ale lekarze zdołali ich postawić na nogi. Na pewno wystąpią we wtorek na Westfalenstadion w Dortmundzie, gdzie Niemcy pokonały Polskę 1:0.

Zdaniem Gerda Müllera właśnie taki wynik jest najbardziej prawdopodobny. - Niemiecka obrona gra coraz pewniej i nie pozwoli sobie wbić gola. Ale jeśli i Buffon zachowa czyste konto, znów dojdzie do karnych. I znów wygrają Niemcy. Na pewno spotkanie będzie bliźniaczo podobne do tego z Argentyną - uważa król strzelców mundialu w Meksyku w 1970 r.

Nie tylko on, ale i wszyscy w Niemczech są pewni, że ich jedenastka wystąpi w finale w Berlinie. - Skoro pokonaliśmy Argentyńczyków, Włosi są tym bardziej do pokonania. Jeśli zagramy w podobnym stylu, szturmem wtargniemy do finału. Najważniejsze, że nasi piłkarze nikogo się nie boją. To reszta świata znów musi się bać niemieckiej drużyny - mówi Franz Beckenbauer, który przeprasza teraz, że miesiącami wątpił w metody Klinsmanna, a jego optymizm brał wyłącznie za urzędowy.

Niemcy nie muszą się bać nawet FIFA. Władze federacji ogłosiły w niedzielę dobrą dla gospodarzy wiadomość (która, o dziwo, nikogo nie zaskoczyła), że nie będzie kar dla piłkarzy Jürgena Klinsmanna za udział w bójce z Argentyńczykami. FIFA zastanawia się wciąż nad udziałem w zajściu Olivera Bierhoffa, ale nie wiadomo, jak mogłaby ukarać menedżera niemieckiej kadry.

W grę wchodzi jedynie kara finansowa. W razie czego mistrz Europy z 1996 r. będzie miał z czego zapłacić. Niemiecka Federacja Piłkarska (DFB) ogłosiła, że za sam awans do półfinału każdy z 23 niemieckich piłkarzy i każdy członek sztabu szkoleniowego dostanie po 100 tys. euro. Cztery lata temu za udział w przegranym z Brazylią finale Niemcy dostali tylko po 71,6 tys. euro. Jeśli jutro pokonają Włochów i awansują do finału, zarobią 150 tys. euro, a po ewentualnym zwycięstwie 9 lipca w Berlinie premia ta wzrośnie dwukrotnie! - Mistrzostwo świata to sukces dla całego narodu bezcenny. Wprawdzie twórcy cudu w Bernie, czyli mistrzostwa w 1954 r., dostali tylko 2,5 tys. marek, ale my zapłacimy według stawek obowiązujących współcześnie. Niech tylko chłopcy wygrają z Włochami - mówi "Cesarz" Beckenbauer.