Dariusz Wołowski: Żegnaj "Zizou"

Historia dokonała zwrotu. Włosi, którzy zawsze w karnych zaprzepaszczali swoje mundialowe szanse wczoraj strzelali bezbłędnie i zdobyli tytuł mistrza świata. W 1994 roku przegrali w karnych finał z Brazylią, cztery lata wcześniej u siebie półfinał z Argentyną, a w 1998 ćwierćfinał z Francją. Zespół Zidane'a zdobył wtedy tytuł mistrzowski.
W niedzielę Włosi wzięli rewanż, przełamując swój największy kompleks "jedenastki". Francja postawiła twarde warunki, więcej atakowała, częściej strzelała i miała więcej sytuacji do zdobycia gola, ale taka doświadczona drużyna jak Italia pamięta, że mecz, którego nie można wygrać trzeba koniecznie zremisować. I to był klucz do mistrzostwa. Italia ma nową drużynę, którą świat podziwia bardziej niż wcześniejsze.

Francja żegna najwybitniejsze pokolenie w swojej piłce a na jej czele Zinedine Zidane. Grający ostatni raz w karierze "Zizou" był od początku do końca na ustach wszystkich śledzących finał w Berlinie. Najpierw w stylu Panenki wykorzystał karnego, potem grał genialnie prezentując cały arsenał swoich mistrzowskich trików i sztuczek, które świat śledził przez lata jego kariery i podziwiał również w finale. Potem Zidane uderzył Materazziego i jak bohater dramatyczny opuścił stadion. Ten wariacki atak na zawsze pozostanie plamą na jego honorze. Ale mimo wszystko grał w Niemczech nadzwyczajnie. Żegnaj "Zizou". Dobrze było żyć w czasach kiedy grałeś w piłkę.