Fruwając pod koszem: Parada równości

Pamiętamy z dzieciństwa tzw. etapy płaskie Wyścigu Pokoju. Z przodu dziarsko sunął jakiś Mongoł, a za nim niespiesznie, równiusieńko cały peleton z rozleniwionymi faworytami gdzieś pod koniec. Nikt niczym się nie przejmował, bo wiadomo było, że Mongoł w końcu opadnie z sił, a wygra Olaf Ludwig czy inny Abdużaparow.
Podobnie zaczyna się ten rok w NBA. Żadna drużyna nie rozegrała więcej niż siedmiu meczów, a nie ma już zespołu bez porażki. Ba, ledwie trzy mają na koncie tylko jedną przegraną. Nie ma też zdecydowanego outsidera - każdy już coś wygrał. Najlepszy bilans w lidze mają Utah Jazz (6-1 po sobotnich meczach). W środku stawki lub nawet u jej końca tułają się potęgi: Detroit Pistons (3-4), Phoenix Suns (2-5) czy Dallas Mavericks (1-4, najgorszy bilans na Zachodzie).

Skąd to się wzięło - nie mamy pojęcia. Nikt wielki nie skończył kariery, w drafcie nie pojawili się nowi Shaqowie i LeBronowie, letni sezon transferów był niemrawy i nudny. Nieco ożywienia przyniosły kontrowersyjne decyzje władz NBA - zmiana piłek oraz zasada "zero tolerancji" surowo karząca graczy za wykłócanie się z sędziami. Trudno jednak przypisywać im jakąś wielką rolę - w końcu raptusów spotkać można w każdej drużynie.

Jak w Wyścigach Pokoju wszystko pewnie powróci do normy. Gwiazdy NBA, dzisiaj zmęczone letnią harówką na mistrzostwach świata, znajdą rytm i przestaną się oszczędzać. Nowicjuszy złapie zadyszka. Ale na razie wypunktujmy niespodziewanych bohaterów pierwszych dziesięciu dni sezonu:

10. Jackie Butler. Czyli rezerwowy center San Antonio. Spurs skradli go z Nowego Jorku i pojawiały się nawet głosy, iż to najlepszy transfer lata. Aktualnie Butler przewodzi w jednej kategorii - największego spaślucha. Pomiar tłuszczu w organizmie wykazał 28 proc. To chyba jakiś rekord.

9. Atlanta Hawks - to jest przecież klub, z którego nawet śmiać się nie wypada. Skłóceni właściciele, seryjne błędy menedżerskie (w zeszłym roku, choć potrzebowali rozgrywającego jak kania dżdżu, nie wzięli w drafcie Chrisa Paula), kibiców właściwie brak. Największa nadzieja - Marvin Williams - złamała rękę i nie pogra przez dwa miesiące. I ten zespół wygrywa cztery z pięciu pierwszych meczów, a w sobotę dopiero w dogrywce jednym punktem ulega Seattle Sonics. Uznajemy to za zjawisko paranormalne.

8. Utah Jazz. Przed dwoma laty zaczęli równie dobrze, później jednak połamali się Boozer i Kirilenko i Jazzmeni zakończyli sezon z najgorszym bilansem w trenerskiej karierze Jerry'ego Sloana (26-56). Dziś skład jest podobny (doszedł rozgrywający Deron Williams), trener ten sam i na razie wszyscy są zdrowi. Choć w sobotę Kirilenko zszedł z parkietu ze skręconą kostką. Historia się powtarza?

7. Phoenix Suns. Bo przegrywają. A przegrywają, bo nie mogą się zdecydować, czy stawiać na pomalutku wracającego do gry Amare'a Stoudemire'a, czy grać bez niego. Szwankuje rytm gry i obrona szwankuje. "Jesteśmy mięciutcy jak ciasteczka" - ironizuje trener D'Antoni.

6. Brendan Haywood. Człowiek waleczny. Podczas treningu rezerwowy center Wizards pobił się z pierwszym centrem - Etanem Thomasem. Zdarzyło się to nie pierwszy raz, tym razem jednak Haywood dokonał rzeczy rzadkiej - wyrwał Thomasowi z głowy dwa dredy.

5. Andrew Bynum. Czyli przyszłość Lakers. W meczu z Minnesotą 20 pkt i 14 zbiórek. W następnym już tylko dwa, ale od 19-letniego centra nie można wymagać zbyt wiele. Coraz więcej osób twierdzi, że Bynum to diament, który wkrótce będzie w trójce najlepszych centrów ligi. Bogatym szczęście sprzyja.

4. Chris Paul. Głównie dzięki niemu New Orleans Hornets - drużyna bezdomna i beznadziejna - mają bilans 4-2. Najlepszy rozgrywający, który trafił do NBA, od czasów Kidda i Nasha.

3. Zach Randolph. To chłopak, któremu pisane było dołączenie do grona "tych, którzy kiedyś świetnie się zapowiadali". A tymczasem wyszedł z roli. Nie ma nadwagi, nie awanturuje się, za to gra jak nigdy (28,5 pkt, 10,5 zbiórki), a TrailBlazers wygrali cztery mecze z sześciu.

2. Kobe Bryant. Wrócił po operacji i jest cieniem siebie. 17 pkt z Minnesotą, 19 z Detroit... Kolano okładane lodem. Może to herezja - ale warto zapytać, czy Kobe kiedykolwiek wróci do formy z zeszłego sezonu? Ma dopiero 28 lat, Michael Jordan w tym wieku dopiero się rozkręcał. Ale MJ nie trafił do NBA prosto z liceum.

1. Dallas Mavericks. Którzy wciąż rozpamiętują przegraną w finałach z Heat. "Podarowaliśmy Miami ten tytuł" - mówił Dirk Nowitzki w ESPN. "Hmm, ciekawe kiedy? Czy wtedy, Dirk, gdy spudłowałeś decydujący rzut wolny?" - odwarknął Dwyane Wade. Do frustracji po głupio przegranych finałach doszły dyskusyjne transfery latem i zniechęcenie właściciela klubu Marka Cubana. Ten nastrój się udziela, Mavs mają bilans 1-4, nawet przedmioty martwe wydają się załamane: wciągnięty pod dach hali banner upamiętniający mistrzostwo Zachodu nie chciał ładnie zawisnąć.

Kronika towarzyska

18,5 mln dol. odszkodowania dostanie od NY Knicks trener Larry Brown zwolniony po katastrofalnym zeszłym sezonie. Domagał się 53 mln (w tym 41 mln gwarantowanych w kontrakcie) - Knicks odmówili, twierdząc, iż Brown wielokrotnie złamał warunki swej umowy o pracę, m.in. spiskując za plecami menedżera Isiaha Thomasa. Ugoda wzburzyła część trenerów, którzy do tej pory sądzili, iż najgorsze, co może ich spotkać, to zwolnienie - obiecana w kontrakcie kasa musi wpłynąć na ich konto.

Światek NBA uważa, że już wkrótce Larry Brown znajdzie sobie nową posadkę. Najwięcej wskazań jest na Charlotte, gdzie od tego roku rządzi Michael Jordan - podobnie jak Brown, wychowanek stajni Uniwersytetu North Carolina.

Właściciel Mavs Mark Cuban skłócony jest straszliwie i z komisarzem NBA Davidem Sternem, i z byłym trenerem Mavs Donem Nelsonem. Dziennikarze zapytali go: "Mark, wyobraź sobie, że w tonącej łodzi są Stern i Nelson. Możesz uratować tylko jednego. Kogo wybierzesz?". "Łódkę" - odpowiedział Cuban.

Dennis Rodman zagra jako trener koszykarskiej drużyny karłów w komedii "The Minis". Jednym z jego partnerów będzie Verne Troyer (znany m.in. z roli Mini-Me w Austinie Powersie). Premiera w 2007. "Będzie jazda" - zapowiada Rodman. Cha, cha - z całą pewnością będzie superśmiesznie.

Niezłe numery

35 punktów, 13 zbiórek i 12... strat - nietypowe triple double Paula Pierce'a w meczu z Charlotte.

57 punktów (skuteczność 18/32, w tym 6/12 za 3 pkt) zdobył Michael Redd (Milwaukee) w sobotnim meczu z Utah, bijąc swój rekord kariery o 14 pkt i wymazując stary rekord zdobyczy punktowej gracza Bucks należący do Kareema Abdul Jabbara.

Ciekawostki

Pomimo 57 pkt Redda Bucks przegrali z Utah. Ostatni przypadek, gdy tak imponująca zdobycz punktowa nie przyniosła zwycięstwa, miał miejsce w 1993 r. Wtedy Chicago Bulls przegrali po dogrywce z Orlando Magic pomimo 64 pkt Michaela Jordana.

Joe Johnson z Atlanty zdobył 25 pkt każdym z pierwszych sześciu meczów sezonu. Wcześniej dokonali tego: Michael Jordan, Karl Malone, Shaq O'Neal i Allen Iverson.

Dallas Mavericks rozpoczęli sezon od czterech porażek. Nigdy w historii NBA nie zdarzyło się to drużynie, która w poprzednim sezonie miała 60 zwycięstw. Ciekawe, prawda?

Źródło: Elias Sports Bureau

Złota myśl

"Wszyscy podniecają się debiutantami z wyjątkiem trenera, który wie, że młodość oznacza błędy, błędy oznaczają porażki, porażki oznaczają, że wylatujesz z roboty. Więc kiedy wszyscy pokrzykiwali: mamy czterech debiutantów, mamy czterech debiutantów!, to ja myślałem: hm, mój tyłek nie zabawi tu zbyt długo" - trener Houston Rockets Jeff Van Gundy.

PS. Zapraszamy na nasz blog: supergigant.blox.pl