Fruwając pod koszem: Jak dzieci w piaskownicy

Takiej bijatyki w Madison Square Garden nie widziano od czasu, gdy Andrzej Gołota tłukł się tam z Riddickiem Bowe'em i jego sekundantami
Sobotni wieczór w nowojorskiej MSG. Knicks grają z Denvers Nuggets i - jak zwykle - grają źle. Na półtorej minuty przed końcem Nuggets prowadzą 19 pkt, wyprowadzają kontrę, JR Smith szykuje się do kolejnego widowiskowego slam dunka, gdy dopada go rezerwowy Knicks, niejaki Mardy Collins i zapaśniczym chwytem oburącz za szyję powala na ziemię.

Wściekły Smith podnosi się i zaczyna wrzeszczeć na Collinsa. Robi się tłumek, awantura, zamieszanie, przepychanka, normalka - na razie jeszcze nikt nikogo nie bije. Nadbiega Nate Robinson, najmniejszy z Knicks, który - gdy innym rozdawali wzrost i rozum - stał w kolejce po waleczność. Podskakuje, pyskuje, uderza Carmelo Anthony'ego, popycha Smitha. Ten rzuca się na Robinsona. Nate nie pozostaje dłużny, obaj lądują gdzieś w drugim, trzecim rzędzie, pomiędzy zajmującymi najdroższe miejsca, przerażonymi bankierami i prawnikami. Carmelo wyrywa się jednemu z asystentów Knicks i prawym sierpowym wali w twarz Mardy'ego Collinsa, od którego faulu wszystko się zaczęło. Jared Jeffries, zamiast cucić kamrata, rzuca się w pogoń za Anthonym, koledzy powalają go na ziemię. Wkracza ochrona, po chwili sędziowie wyrzucają z boiska całą dziesiątkę graczy uczestniczących w bijatyce.

NBA jeszcze milczy, ale wiadomo, że posypią się surowe kary. Dwa lata temu, gdy do dzikiej rozróby doszło w meczu Detroit Pistons z Indiana Pacers, kary sięgały kilkudziesięciu meczów, a główny bohater awantury Ron Artest musiał pauzować do końca sezonu.

Bijatyce w Madison Square Garden daleko do tamtej - tym razem jednak nikt w nikogo nie rzucał kubkami od piwa, nikt nikogo nie gonił po trybunach, gracze tłukli siebie, a nie kibiców, publiczność zachowała spokój.

Tak czy inaczej, żenada.

I żeby jeszcze rzecz działa się podczas jakiegoś superkluczowego pojedynku play-offów - jak w 1998 roku, gdy bójkę między Alonzem Mourningiem a Larrym Johnsonem próbował powstrzymać malutki trener Nowego Jorku Jeff Van Gundy, wieszając się u nogi wielkiego centra Heat. Ale taka młócka w kompletnie zwyczajnym i nieważnym meczu? Idiotyzm.

Coach Knicks Isiah Thomas ma proste wyjaśnienie: Nuggets sami się o to prosili, bo się popisywali, bo grali pierwszą piątką, choć wynik był już rozstrzygnięty.

"Powiedziałem [Carmelo Anthony'emu], że jeśli prowadzicie 19 pkt na półtorej minuty przed końcem, to ty i Marcus Camby nie powinniście być na parkiecie" - tłumaczył Thomas na konferencji prasowej. "Poddaliśmy się. A ci goście używali sobie na nas. I to porządnie. JR Smith wykonał jednego slam-dunka z obrotem w powietrzu. Myślę, że Mardy [Collins] nie chciał, aby nasi kibice oglądali to raz jeszcze, i dlatego go sfaulował".

Tyle tytułem wyjaśnień. Zero wstydu. Zero skruchy. Zero przeprosin. Gracze Denver nie są lepsi, ale przynajmniej nie tłumaczą się tak żałośnie.

Spiskowa teoria Knicks ma zresztą ręce i nogi. Trenerem Denver jest George Karl, kumpel Larry'ego Browna, byłego coacha Knicks zwolnionego zeszłego lata w fatalnej atmosferze. Może Karl chciał zagrać Isiahowi Thomasowi na nosie.

Co nie zmienia faktu, że Thomas chyba postradał zmysły. Gracze Denver twierdzą, że trener Knicks ostrzegał ich, by nie próbowali więcej slam-dunków. Czy Thomas zlecił brutalny faul swemu rezerwowemu? Też możliwe - Mardy Collins pracuje na opinię zabijaki, dzień wcześniej wykonał podobny faul w końcówce meczu z Indianą.

Podsumujmy - do wczoraj kibice New York Knicks myśleli, ich ulubieńcy są już na totalnym dnie i nic nie jest w stanie ich pogrążyć i ośmieszyć bardziej. Byli w błędzie. Do wczoraj kibice Denver Nuggets ekscytowali się posiadaniem w składzie najlepszego strzelca w lidze Carmelo Anthony'ego. Teraz mogą tylko modlić się o pozyskanie Allena Iversona, bo Carmelo prędko na parkiecie nie zobaczą. David Stern będzie bardzo pryncypialny.

Uczestnikom bijatyki gratulujemy dojrzałości i inteligencji.

Kronika towarzyska

Eksperyment z nowymi piłkami nie trwał długo - skarżący się na skaleczenia koszykarze NBA wymogli na komisarzu Davidzie Sternie decyzję o przywróceniu (od 1 stycznia) skórzanych piłek. Przeciwko decyzji Sterna protestuje teraz organizacja bojowników o prawa zwierząt - PETA (People for the Ethical Treatment of Animals). Jeden z prezesów PETA Dan Shannon w liście otwartym do koszykarzy NBA napisał m.in.: "Może i te wasze kontuzje są bolesne, ale tysiące krów będą cierpieć znacznie bardziej, kiedy NBA przywróci skórzane piłki".

Shannon zaproponował, że będzie dożywotnio dostarczał biednym graczom nawilżające kremy do rąk: "Te kremy mają różne zapachy, np. obrzydliwie bogaty organiczny (idealny dla przepłaconych milionerów) albo kojący krem z paczuli. Nash, mamy tego mnóstwo specjalnie dla ciebie. Może jeśli trochę bardziej zadbasz o własną skórę, pozwolisz krowom, które w przeciwnym razie wylądowałyby w rzeźni, zatrzymać swoją. (...) LeBron - może ty jesteś zainteresowany? NCAA od lat używa piłki syntetycznej, a więc edukacja to nie wszystko, co straciłeś, rezygnując z college'u".

Z powrotu starej piłki cieszy się za to Richard Hamilton z Detroit: "Skórzana piłka jest jak utracona narzeczona, która właśnie wraca do domu".

Od wystawienia na sprzedaż Allena Iversona minęło już dziesięć dni, a jeden z najlepszych strzelców ligi wciąż nie ma nowego domu. Aukcja "kto da więcej" zamienia się powoli w wyprzedaż pod hasłem "kto da cokolwiek". Najpoważniejsza oferta pochodzi podobno z Denver: Iverson za Nene Hilario, Joe Smitha i dwa wybory w drafcie. Philadelphia nie chce tłustego kontraktu Nene, więc trwają poszukiwania klubu, który zechciałby wziąć udział w wymianie trójstronnej.

Tymczasem władze Sixers robią wszystko, żeby na pożegnanie Iversona upokorzyć. Opróżnili już jego szafkę, usunęli z szatni tabliczkę z jego nazwiskiem, a z przedmeczowych klipów wycięli wszystkie fragmenty z udziałem Allena. Ciekawe, co po wycięciu popisów Iversona w tych klipach zostało - ekscytujące akcje Kyle'a Korvera i Samuela Dalemberta? Na razie kibice przestali przychodzić na mecze, a Sixers przegrali 11 meczów z rzędu i mają najgorszy bilans w NBA. Iverson nie komentuje okoliczności rozstania. Ale możemy być spokojni, że gdy w końcu go sprzedadzą, będzie miał wiele do powiedzenia.

Odkąd nazwisko Ala Jeffersona z Bostonu zaczęło się pojawiać jako element ewentualnej wymiany za Iversona, Jefferson gra jak natchniony: "No, nie chcę odchodzić. Jeśli będę musiał, przykuję się kajdankami do autobusu. Dobrze mi tutaj. Uwielbiam Doca Riversa i całą drużynę".

Niezłe numery

14 meczów z rzędu wygrali Phoenix Suns po nie najlepszym starcie. Suns wyrównali najlepsze osiągnięcie w historii klubu - w 1992 roku 14 meczów wygrała drużyna prowadzona przez Charlesa Barkleya. W tamtym sezonie dopiero Bulls powstrzymali Suns - w finale NBA.

Tako rzecze... Kobe Bryant

"To on jest najbardziej dominującym centrem w lidze. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości." - Kobe Bryant o Yao Mingu. Trudno się z Bryantem nie zgodzić, ale z pewnością nikt i nic na świecie nie mogło bardziej zmotywować sami-wiecie-kogo.

Ciekawostki

Jason Kidd, zaliczając swoje 80. triple double w karierze, zdobył 10 pkt, 10 zbiórek i 10 asyst. Dopiero trzeci raz w historii zdarzyło się, aby na triple double złożyły się najmniejsze możliwe osiągnięcia w poszczególnych kategoriach statystycznych.

Debiutant z Charlotte Adam Morrison w meczach wyjazdowych zdobywa średnio 17,2 pkt, rzucając ze skutecznością 44 proc. U siebie zdobywa 9,9 pkt ze skutecznością 29 proc.

Boston Celtics grają mecze dzień po dniu - 31 grudnia 2006 (z Seattle) i 1 stycznia 2007 (z Portland). Pierwszy zagrają jeszcze starą (a właściwie nową) piłką syntetyczną. Drugi - już nową (a właściwie starą) skórzaną piłką. Ciekawe, prawda?

Złota myśl

"Moja żona go uwielbia. To jej ulubiony koszykarz. No, ale jej opinia nie jest tutaj najistotniejsza" - właściciel Grizzlies Michael Heisley o ewentualnym udziale Memphis w wyścigu o Allena Iversona.

Zapraszamy na naszego bloga, na którym można zobaczyć m.in. sobotnią bijatykę.