Czy wygramy walkę o piłkarskie Euro 2012?

Choć zaliczyliśmy wiele wpadek, choć wciąż nie wiadomo, czy są pieniądze na stadiony, to naszym ogromnym atutem ma być lobbing piekielnie skutecznego prezesa ukraińskiego związku Hryhorija Surkisa
Wspólna delegacja polsko-ukraińska złożyła wczoraj w szwajcarskim Nyonie ostatnie dokumenty (zrobili to też rywale z Włoch oraz Chorwacji z Węgrami) i teraz pozostaje tylko czekać na werdykt, który zapadnie na kongresie UEFA 17-18 kwietnia w walijskim Cardiff.

- Na sto procent wygramy - zapewnia Piotr Gawron, szef polskiego sztabu projektu UEFA Euro 2012. - Przygotowaliśmy profesjonalną dokumentację, w przedsięwzięcie mocno zaangażowały się rząd i samorządy, które podpisały wszelkie gwarancje finansowe. Jesteśmy zdeterminowani, a to robi wrażenie na UEFA - wylicza.

Zdaniem europosła Samoobrony Ryszarda Czarneckiego naszą siłą jest słabość rywali. - Włosi mają kłopoty z korupcją i stadionowym bandytyzmem, węgierskie społeczeństwo mistrzostw nie chce, a Chorwaci mają problem z faszystowskimi kibicami - wylicza.

Na Euro lecimy "Antkiem"

Polska zgłosiła do organizacji turnieju cztery miasta: Warszawę, Gdańsk, Poznań i Wrocław. W rezerwie pozostają Chorzów i Kraków. Jesienią 2005 r. premier Kazimierz Marcinkiewicz obiecywał budowę pięciu nowych stadionów, ale do dziś nie rozpoczęto żadnej, a przedstawiciele miast niepokoją się o rządowe gwarancje finansowe na inwestycje.

- O tym, że rząd pomoże, wiele razy słyszałem, ale w telewizji - mówi jeden z nich, prosząc o anonimowość. - Nigdy nie dostaliśmy oficjalnego pisma dotyczącego gwarancji. W efekcie wszystkie miasta poza Warszawą same muszą szukać środków na inwestycje. A mają marne szanse, aby znaleźć sumę wystarczającą na cały projekt - mówi.

Gawron protestuje: - Mamy dokumenty z gwarancjami państwa. Zapraszam do Warszawy, to je pokażę.

Brak nie tylko stadionu, ale też autostrad, dróg ekspresowych, rozbudowanych lotnisk i hoteli. Gawron przypomina jednak, że kiedy Portugalia otrzymywała organizację Euro, miała jeden przyzwoity stadion i 36 km autostrady.

Wiara sztabu organizacyjnego jest ogromna, choć podczas niedawnej wizyty delegacji UEFA zaliczyliśmy kilka kompromitujących wpadek. Goście podróżowali z Warszawy do Wrocławia przestarzałym samolotem AN-2, czyli popularnym "Antkiem". - Ludzie z UEFA nie wierzyli, że nim polecą. Myśleli, że takie samoloty można spotkać tylko w muzeum. Śmiali się i na tle "Antka" robili sobie zdjęcia - opowiada jeden ze świadków zdarzenia. - Mało tego, w drugim samolocie, w którym podróżowali Polacy, zepsuło się radio i przerażony pilot lądował w Szymanowie na lotnisku aeroklubu, gdzie nie było żadnego ruchu. Bał się lecieć na wrocławskie Strachowice.

- Dodatkowo w zamieszaniu zapomniano zabrać prezesa Listkiewicza, który gonił delegację taksówką - opowiada nasz rozmówca i dodaje: - W Gdańsku teren, na którym ma powstać stadion, pokazywano delegatom z helikoptera. To teren ogródków działkowych i nie ma tam dojazdu, a poza tym obawiano się pikiety działkowców.

Piotr Gawron zaprzecza: - Władze Gdańska wywłaszczyły już działkowców i są właścicielem terenu, a lecieliśmy helikopterem, aby pokazać, jak blisko morza będzie zbudowany stadion.

Ukraińcy stawiają kawior

Co oprócz chęci i faktu, że od moskiewskiej olimpiady w 1980 r. w naszej części Europy nie było wielkiej imprezy sportowej, jest naszym atutem?

- Bardzo liczymy na szefa ukraińskiego związku piłkarskiego Hrihorija Surkisa, który jest wpływową osobistością w UEFA - podkreśla wiceszef projektu Adam Olkowicz. - Jako członek Komitetu Wykonawczego nie będzie mógł głosować, ale ma ogromne możliwości przekonywania. Wierzymy w jego skuteczny lobbing.

O możliwościach milionera Surkisa krążą legendy. Niektórzy nasi rozmówcy twierdzą, że tylko dzięki niemu kandydatura Polski i Ukrainy awansowała do finałowej trójki. - Gdy delegaci UEFA wizytowali Ukrainę, to kawior i szampan lał się strumieniami. Resztę proszę sobie dopowiedzieć - opowiada nasz informator.

I on, i Gawron zgadzają się w jednym - wygranie wyścigu z Włochami oraz Chorwacją i Węgrami może okazać się najłatwiejszym zadaniem. - Prawdziwe problemy zaczną się potem, bo trzeba będzie dotrzymać zobowiązań - mówi szef projektu. - Gwarancje, że wybudujemy stadiony i autostrady, są teraz trochę na wyrost. Mam nadzieję, że jak dostaniemy mistrzostwa, to w sprawę wreszcie na poważnie zaangażuje się rząd. Inaczej będziemy świadkami kompromitacji na światową skalę - kończy nasz rozmówca.

Zbigniew Boniek: Polacy wykonali kawał dobrej roboty, ale przypomnę, że do finałowej trójki dostaliśmy się na ostatnim miejscu, a najwięcej głosów dostali Włosi. Uważam, że znamiennym wydarzeniem było przełożenie wyboru gospodarza mistrzostw z grudnia na kwiecień. Lennart Johansson raczej wiedział, że Euro dostaną Włosi i przed walką z Platinim o prezydenturę w UEFA nie chciał zezłościć Polaków, Ukraińców, Węgrów i Chorwatów. Liczył na ich poparcie. Poza tym nie przeceniałbym roli szefa ukraińskiego związku Surkisa, a o lobbingu w naszym polskim rozumieniu tego słowa nie chce mi się nawet gadać. Surkis może robić duże wrażenie na polskich działaczach, ale na Platinim czy Beckenbauerze już nie. Próbujmy, choć trzeba być przygotowanym na porażkę. I po niej dalej się starać. Zbudujmy wreszcie ze dwa stadiony, rozbudujmy lotniska i walczmy o Euro w 2016 czy 2020.

Stadiony

Wrocław zgłosił Stadion Olimpijski. Po przyznaniu Euro dokona zamiany, gdyż zamierza wybudować nowy obiekt za 70 mln euro. Miasto szuka inwestora, któremu proponuje działkę pod budowę hipermarketów.

Gdańsk za 80 mln euro chce wybudować Baltic Arena, stadion wzorowany na Alianz Arena w Monachium. Miasto na inwestycję przeznaczyło 56 mln zł. - pozostałe pieniądze chce pozyskać z budżetu państwa i Unii Europejskiej.

Poznań proponuje stadion Lecha. Prace modernizacyjne i rozbudowa są zaawansowane. Miasto zarezerwowało pieniądze we własnym budżecie, ale sporą część środków dostało od państwa (przyznała je była minister Krystyna Łybacka, pochodząca z Wielkopolski).

Warszawa, gdzie na terenie Stadionu Dziesięciolecia ma powstać - za pieniądze z budżetu państwa - Narodowe Centrum Sportu, w tym stadion piłkarski za 665 mln zł.

Ukraina: Kijów, Dniepropietrowsk, Donieck, Lwów. W rezerwie: Odessa, Charków.