Fruwając pod koszem: ... nie chciał nikt w to wierzyć...

Kiedy powrócił znów na scenę, z początku nie chciał nikt w to wierzyć...
Aż strach o nim w tym tonie pisać, żeby nie zapeszyć. Ale wygląda na to, że stary niedźwiedź naprawdę się budzi i postanowił udowodnić światu, że zbyt wcześnie postawiono na nim krzyżyk. W ostatnich pięciu meczach 35-letni stary Shaq grał jak dobry stary Shaq (jak jeszcze był młody). Zdobywał średnio 25 punktów, 10,4 zbiórki, rzucając z imponującą skutecznością 68 proc.. I - co najważniejsze - Miami Heat wszystkie te mecze wygrali.

Koniec wielkiego Shaqa ogłosili już właściwie wszyscy. Szybko się męczy, mniej rzuca, zbiera i blokuje, powolny i w ogóle odpuszcza. Nawet błyskotliwych bon-motów produkuje jakby mniej niż kiedyś. Na początku tego sezonu złapał kontuzję, nie grał trzy miesiące, wrócił, grał mało i słabo. Co prawda jak zwykle uspokajał, że na play-offy będzie gotowy, ale kiedy kontuzji ramienia doznał Dwyane Wade, eksperci zgodnie stwierdzili: sztandar wyprowadzić, tegoroczny sezon Miami Heat uznajemy za zakończony. Niech sobie Wade zoperuje chore ramię i niech w tym sezonie już nie wraca, bo nie ma po co.

Ale jedno się u Shaqa nie zmieniło. Nic go tak nie motywuje jak krytyka otoczenia. "Mówią, że jestem stary. Nie podwajali mnie. A ja biorę sobie do serca, jak mnie nie podwajają. To wbrew mojej religii" - po meczu z Detroit. "Gdy raz się czegoś nauczysz, to już tego nie zapominasz. Chyba że umrzesz" - po meczu z Minnesotą. Na słabiutkim Wschodzie wystarczyło kilka niezłych meczów i Heat, którzy wcześniej balansowali w okolicy ósmego miejsca, niepewni awansu do play-offów, są już blisko strefy zapewniającej przewagę własnego boiska w pierwszej rundzie. Przed niedzielnym meczem z przewodzącymi w dywizji południowowschodniej Wizards (w nocy czasu polskiego) mieli do nich tylko dwa mecze straty. I mają stosunkowo łatwą końcówkę sezonu - z 21 meczów aż 18 zagrają przeciwko słabszym drużynom ze Wschodu.

Oczywiście opinie, że powrócił Wielki Dominator, też są przesadzone. Po pierwsze - to na razie raptem pięć meczów. Po drugie - ekscytujemy się statystykami Shaqa (25 punktów i 10 zbiórek), które jeszcze kilka lat temu uznalibyśmy za chwilową obniżkę formy, bo jego standardem były wtedy mecze na poziomie 30/15, a wrażenie robiły dopiero występy 40/20. Po trzecie - trenerzy już dostrzegli renesans Shaqa i w kolejnych meczach będą mu pewnie bardziej uprzykrzać życie, kryjąc bardziej agresywnie i podwajając. Ale cieszmy się tym, co jest - bo kiedy wybitny koszykarz przestaje być nadczłowiekiem, starzeje się, bardziej poci i szybciej męczy, to nawet ci, którzy go wcześniej nie znosili, zaczynają go kochać i radują się nawet pojedynczymi świetnymi występami.

I nawet pajacowanie Shaqa przestaje być irytujące. To nie są już głupkowate żarty, tylko świadome, wyrafinowane krotochwile trzydziestokilkulatka. Tak jak podczas wizyty w Białym Domu przed dwoma tygodniami: "Jak chodzi o wyśmiewisko [ ridiculization ] - to gdy wiesz, że nie potrafiłbyś zająć miejsca tego człowieka, nie powinieneś się z niego wyśmiewać" - mówił O'Neal. Dlatego na wszelki wypadek spuścił powietrze z piłki, którą zamierzał sprezentować prezydentowi Bushowi. "Wyobraźcie sobie taką scenę - prezydent kozłuje, piłka odbija się od podłogi i wali go w twarz - i wszystko to na żywo w telewizji. Nie chciałem, żeby coś się stało prezydentowi, gdy ja jestem na służbie". Efekt: prezydent zakozłował, piłka się nie odbiła, wszyscy w śmiech, prezydent wyszedł na fajtłapę. Głupi dowcip? Skądże.

Nate Jones z AOL pisze, iż tegoroczny comeback Shaqa przypomina postawę Kareema Abdula Jabbara w 1985 roku. Jabbar miał wtedy 38 lat i mógł sobie pozwolić na leniuchowanie i odpuszczanie meczów, bo o losach Lakers decydowały dwa młode wilki - James Worthy i Magic Johnson. Ale kiedy w pierwszym meczu wielkiego finału NBA z Bostonem Lakers przegrali, a Kareem został ośmieszony przez swojego młodszego vis a vis Roberta Parisha, Pat Riley powiedział mu, że jeśli nie zacznie się przykładać i grać jak stary dobry Jabbar, to Lakers nie zdobędą tytułu. Kareem wziął sobie to do serca, przeprosił kolegów i w czterech zwycięskich meczach zdobywał średnio 30 pkt, 11 zb., 6 as. i 2 bl.

Dzisiaj Pat Riley znowu trenuje starzejącego się centra. Centra, któremu zależy tylko na jednym: "Tylko zwycięstwo. Chodzi tylko o zwycięstwo. Zwycięstwo w meczach, zwycięstwo w walce o tytuł, tylko zwycięstwo".

PS. A na naszym blogumożna zobaczyć m.in., jak Shaq łamał kiedyś tablice i jak śpiewał.

Tako rzecze Shaq

Mam misję do wykonania. I wiem, że im jestem starszy, tym mogę być wolniejszy o krok lub dwa, ale w Abdullah Abgunallah [chodzi o medulla oblongata czyli rdzeń przedłużony tyłomózgowia] wszystko zostało. Jest tego naprawdę dużo. Mam mnóstwo wiedzy w rdzeniu przedłużonym tyłomózgowia.

Tako rzekli o Shaqu (na naszym blogu)

"Ogólnie nie kibicuję Miami, tylko Denver i Philly, ale Szakusia uwielbiam za to, kim jest, jak gra i jak się zachowuje" - sawiol

"Fajnie, że Shaq is back, fajna pogoda i w ogóle jest fajnie" - hmr8

"Nigdy nie lubiłem Szaka... brrr. Aż do tego sezonu. Jak to gusta na starość (hyhy) się zmieniają" - szmike.

"Jak przeszedł do Miami... cholera, nie sposób nie kochać tego gościa ;) Diesel - jesteś najlepszy!" - anonim

Kronika towarzyska

Kobe Bryant po raz kolejny w swojej karierze został przez NBA ukarany dyskwalifikacją za umyślne uderzenie łokciem. Ale kiedy słyszy zarzuty, że jest boiskowym brutalem, protestuje: "Nie chcę mieć wizerunku dirty playera". Kobe oddając rzut, nienaturalnie wymachuje rękami, szukając kontaktu i licząc na to, że sędziowie dadzą się nabrać i odgwiżdżą faul obrońcy. Ale też daleko mu do mistrzów łokciowania, np. Karla Malone'a. Zresztą - oceńcie sami. Popisy Kobysława Łokietka możecie zobaczyć na naszym blogu.

Kobe Bryant wziął udział w pierwszym odcinku talk-show Stephona Marburego. I od razu sensacja. Otóż dowiedzieliśmy się, że Kobe umie czesać włosy swoich córeczek w mysie ogonki.

Shaq natomiast weźmie udział w nowym telewizyjnym reality show w ABC poświęconym... walce z otyłością. Będzie namawiać dzieciaki, żeby mniej jadły. Nam się wydaje, że akurat w tej roli O'Neal nie jest przesadnie wiarygodny. No chyba, że sam wszystko zje.

Ron Artest (Sacramento) znów w tarapatach. Pokłócił się z żoną, uderzył ją, popchnął na podłogę. Ta z kolei złapała za patelnię i rozbiła przednią szybę w hummerze koszykarza. To kolejny incydent z udziałem Artesta, w lutym władze odebrały mu psa, bo sąsiedzi donieśli, iż jest brudny i wygłodzony (pies, nie Artest). Artest tłumaczył wtedy, iż inny pies - buldog - zjadał całe jedzenie. Jeszcze jedno przewinienie, i Artest wyleci z NBA na zawsze.

Obrońca Pistons Lindsay Hunter został zawieszony na dziesięć meczów, bo w jego organizmie wykryto amfetaminę. Hunter tłumaczy, że amfetamina była w pigułkach odchudzających jego żony, które tak mu się jakoś zażyło.

Zawodnicy Philadelphia 76'ers poszli sobie na paintballa - tak, żeby się wyluzować. Ale nie ma lekko. Okazało się, iż ich center Samuel Dalembert jest maniakiem paintballa. Przyszedł wyposażony w snajperską strzelbę, dwa rewolwery, bazookę i... granaty. Granaty???

Ciekawostki

W wywiadzie dla "Financial Times" Shaq mówił o swoich dokonaniach biznesowych. Jego firma wspólnie z florydzkim deweloperem stawia właśnie w Miami gigantyczny kompleks apartamentów. Najwyższy budynek ma mieć 276 metrów wysokości, a cały projekt wart jest miliard dolarów.

O'Neal ma słabość do nieruchomości. "Biznes nieruchomościowy jest w tym miejscu, w którym jest, bo nie da się zrobić więcej ziemi" - mówi. Dlatego m.in. jest właścicielem sieci automatycznych myjni samochodowych ("Nie zrobiłem tego dla drobnych. Chodzi o ziemię").

Shaq jest inwestorem rozważnym i konserwatywnym. Niemal natychmiast po debiucie w NBA zaczął kupować rządowe obligacje. Później wykupił dla siebie i dla najbliższych składki w funduszu emerytalnym. "Powiedziałem sobie: jeśli mi całkiem odbije, będę miał ubezpieczenie i gdy przekroczę czterdziestkę, będę co miesiąc dostawać wypłatę".

Shaq odrzucał wiele propozycji biznesowych. Najbardziej, hmmm, interesująca, dotyczyła specyfiku o nazwie Elliuqahs (Shaquille - przeliterowane od tyłu). Ktoś proponował, aby na siłowni zbierać pot Shaqa, butelkować i sprzedawać jako perfumy. Ciekawe, prawda?

Złota myśl

"Powiedziałem im, żeby już poszli do szatni. Koniec meczu. Idźcie do autobusu. Weźcie prysznic. Nie spudłuję" - Gilbert Arenas do zawodników Golden State Warriors. Arenas rzucał trzy wolne na ułamek sekundy przed końcem meczu, przy dwupunktowym prowadzeniu Warriors. Trafił wszystkie.